Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

  • Odpowiedzi 79
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowane grafiki

Opublikowano

Trochę to przypomina komedię, której nazwy nie pamiętam, ale jednym z pobocznych motywów była w niej wioska, gdzie chłopi uznali, że sami się mianują na szlachtę-wojowników. W ten sposób 100% populacji stało się naglę klasą szlachecką, bo nikt nie chciał być uciskanym chłopem. Po wielu dniach bezproduktywnego siedzenia na głodniaka (kodeks honorowy zabraniał jakiejkolwiek pracy, niemoralnych zabaw i złego prowadzenia się), wszyscy uznali, że mają dość takiego szlachectwa, gdzie nic nie można zrobić, bo kodeks zabrania i wrócili do stanu chłopskiego i starego życia.

Dlatego zamiast skrajności doradzam po prostu indywidualny, złoty środek, szczególnie, że w obecnych czasach, nie ma już sztywnych wytycznych.

Opublikowano

Kolego, monogamia jest wbrew naszej naturze - to fakt!

Nawet jeśli rzeczywiście tak jest (co prawdopodobne), to kultura i cywilizacja mają za zadanie naszą naturę okiełznać. I kropka.

Nasza cywilizacja (łacińska, zachodniego chrześcijaństwa) stworzyła pewne normy, które wszyscy dobrze znamy. Zresztą każda (nie tylko nasza) cywilizacja jakieś normy tworzy, bo taka jest główna cecha "cywilizacji" jako takiej; tworzy ona reguły, które mają okiełznać ludzką naturę.

Moralność nie zawsze polega na życiu zgodnym z naturą. Nie jesteśmy zwierzętami kierującymi się instynktem, naturę trzeba umieć okiełznać.

A jeśli chodzi o główny temat rozmowy - jedną z cech bycia dżentelmenem (to pojęcie przecież naszej, zachodniej cywilizacji) jest nierozerwalnie związane z przestrzeganiem pewnych norm, które nam narzuca nasza cywilizacja łacińska; jest to wywiązywanie się z zadań mężczyzny, ustalonych w naszej kulturze na przestrzeni wieków.

Opublikowano

Generalnie hasło w wikipedii jest prawdziwe. Tytułem uzupełnienia. cywilizacja łacińska swą nazwę zawdzięcza łacinie jako językowi liturgii - zasięg stosowania liturgii łacińskiej pokrywa się mniej więcej z zasięgiem sztuki romańskiej w Europie. Cywilizacja bizantyńska - również będąca cywilizacją europejską stosowała w liturgii grekę (a na terenach słowiańskich język staro-cerkiewno-słowiański) i na jej obszarze jest już inna architektura i sztuka. Oczywiście te dwa obszary mogą się przenikać - vide: moja rodzinna lubelszczyzna i wschód Polski generalnie.

Co do pojęcie gentelmana - to nie od rzeczy jest przypomnieć wzorzec rycerski do którego się on odwołuje. Bizancjum i Islam nie mają takiego wzorca (Islam przejął go przejściowo w okresie wypraw krzyżowych - znane są czyny i postawy Saladyna iście dworsko - rycerskie).

Szczegółowo rozwinęła temat etosu rycerskiego i jego wpływu na kulturę współczesną ( w tym pojecie gentelmana) prof. Maria Ossowska w książce Etos rycerski i jego odmiany.

Pozdrawiam serdecznie.

Arkadyjczyk

Opublikowano

Ciekawy obrazek. Oczywiście dla wszystkich oczywiste jest, że ilustracja jest żartem, jednak wiele osób na forum przejawia renesansowe podejście do życia i myślę ze to co napiszę może was zainteresować. Niestety zabieg amputacji obejmuje, dawniej również tak było, dużo więcej kroków. W takiej wyimaginowanej formie, jak na rycinie, mógłby go wykonać każdy człowiek o mocniejszych nerwach. To odrobinę tak jakby ułożyć poradnik dla krawca jak uszyć marynarkę w 4 krokach. Np. Znajdź kawał materiału, wytnij parę kawałków, zszyj po bokach i gotowe. Dla zainteresowanych dodam, że w czasach gdy anestezja polegała na podaniu doustnym szklanki spirytusu i liczeniu na to, że pacjent zemdleje z bólu przy pierwszym cięciu chirurdzy celowali w błyskawicznym wykonywaniu zabiegu. Do dziś nie został pobity rekord czasu trwania amputacji kończyny dolnej ustanowiony przez brytyjskiego chirurga Josepha Listera z XIX w. Wynosi on 17,2 sekundy. Powiem tylko, że w tym czasie nie da się nawet wymienić kolejnych kroków operacji, nawet opisując je jednym słowem. Obecnie nie musimy się już tak spieszyć gdyż zabieg w znieczuleniu nie jest traumatyczny dla pacjenta i można go wykonać należycie i starannie. Praktycznie amputacja uda trwająca poniżej kilkunastu minut jest w dzisiejszych czasach oznaką szaleństwa lub skrajnej pychy chirurga. Oczywiście dodano również kilka czynności do schematu w związku z odkryciem przyczyny zakażeń chirurgicznych - bakterii. Bardzo ogranicza to śmiertelność (do znikomych wartości). W XIX w. w trakcie operacji i w wyniku powikłań pooperacyjnych umierało kilkadziesiąt procent pacjentów a chirurdzy operowali w "roboczych surdutach" twardych od zaschniętej krwi, nić podczas szycia przeciągali dla wygody przez dziurkę od guzika w kamizelce, a ręce miedzy zabiegami wycierali szmatą. Opieka medyczna to z pewnością jedna z tych rzeczy, której nie zazdrościmy dawnym dżentelmenom. Przy okazji witam wszystkich Kolegów.

Kamen

Opublikowano

Do dziś nie został pobity rekord czasu trwania amputacji kończyny dolnej ustanowiony przez brytyjskiego chirurga Josepha Listera z XIX w. Wynosi on 17,2 sekundy. Powiem tylko, że w tym czasie nie da się nawet wymienić kolejnych kroków operacji, nawet opisując je jednym słowem.

O ile pamiętam to asystent stracił wtedy dwa lub trzy palce.

Sorry, za OT. Witam Kolegę.

Opublikowano

Bardzo mi przykro, ale według mnie gentleman nie przeklina ani nie upija się. No ale niech każdy uważa jak tam chce, nie będę nikogo przekonywał. ;)

Pozdrawiam, Dr

Dżentelmen nie przeklina. Co najwyżej zdecydowanie wyraża zdanie.

Zawsze kulturalnie i z ogładą ;)

post-1096-13658921274851_thumb.jpg

Opublikowano

Bardzo mi przykro, ale według mnie gentleman nie przeklina ani nie upija się. No ale niech każdy uważa jak tam chce, nie będę nikogo przekonywał. ;)

Pozdrawiam, Dr

Dżentelmen nie przeklina. Co najwyżej zdecydowanie wyraża zdanie.

Zawsze kulturalnie i z ogładą ;)

Z tym się zgodzę, aczkolwiek generalnie rzecz biorąc nie jestem zwolennikiem używania wyrazu, który pojawił się na Twoim obrazku :) (jestem też zwolennikiem pisania angielskiego zaimka osobowego w liczbie pojedynczej w pierwszej osobie "I" wielką literą! ;) ).

Pozdrawiam, Dr

Opublikowano

Promotor mojej pracy magisterskiej prof. Tomasz Strzembosz mówił, że najlepsze przemówienie pochodziło z roku 1920, zostało utrwalone we wspomnieniach księdza Waleriana Meysztowicza. Dowódca przed walką powiedział żołnierzom: "Chłopcy! Ojczyzna, szabla k**wa mać!" Zdaniem Strzembosza lepiej przed walką nikt nie powiedział.

Opublikowano

Promotor mojej pracy magisterskiej prof. Tomasz Strzembosz mówił, że najlepsze przemówienie pochodziło z roku 1920, zostało utrwalone we wspomnieniach księdza Waleriana Meysztowicza. Dowódca przed walką powiedział żołnierzom: "Chłopcy! Ojczyzna, szabla k**wa mać!" Zdaniem Strzembosza lepiej przed walką nikt nie powiedział.

Na wojnie niemożliwe być gentlemanem, chyba, że w stanie spoczynku. :)

Pozdrawiam, Dr

Opublikowano

Promotor mojej pracy magisterskiej prof. Tomasz Strzembosz mówił, że najlepsze przemówienie pochodziło z roku 1920, zostało utrwalone we wspomnieniach księdza Waleriana Meysztowicza. Dowódca przed walką powiedział żołnierzom: "Chłopcy! Ojczyzna, szabla k**wa mać!" Zdaniem Strzembosza lepiej przed walką nikt nie powiedział.

Na wojnie niemożliwe być gentlemanem, chyba, że w stanie spoczynku. :)

Pozdrawiam, Dr

Zawsze można być. W końcu na wojnie można nie mordować ludności cywilnej, strzelać do dzieci i gwałcić kobiet. Można nie okradać ludzi.

Opublikowano

Promotor mojej pracy magisterskiej prof. Tomasz Strzembosz mówił, że najlepsze przemówienie pochodziło z roku 1920, zostało utrwalone we wspomnieniach księdza Waleriana Meysztowicza. Dowódca przed walką powiedział żołnierzom: "Chłopcy! Ojczyzna, szabla k**wa mać!" Zdaniem Strzembosza lepiej przed walką nikt nie powiedział.

W sporcie podobnym motywatorem było "Panowie, parówy do góry i golimy frajerów" :)

Opublikowano

Dla mnie zabijanie kogokolwiek nie jest specjalnie gentlemańskie, ale no cóż... Na wojnie jak na wojnie (nigdy z resztą na żadnej nie byłem, więc nie mam argumentów do dalszej rozmowy na ten temat ;) ).

Pozdrawiam, Dr

Opublikowano

Podobno prawdziwym dżentelmenem w czasie końca I WŚ był Manfred von Richthofen zwanym Czerwonym Baronem, słyszałem, że bardzo ciekawa postać. Jak mówił mi brat (to jego konik) podobno po wygranym podniebnym pojedynku, kiedy widział że nieszczęśnik przeżył lądował na ziemi i zabierał rozbitka do swojego obozu gdzie traktowany był (rozbitek) z należnymi honorami. Z tego co jeszcze mi opowiadał wynikało że podniebne pojedynki bardziej od krwawej jatki przypominały "elegancki" pojedynek na szpady. Kiedy ów Baron zginął na jego pogrzebie pojawili się odwieczni rywale którzy na jego grób zrzucili z samolotu wieniec z kondolencjami.

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.




×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.