Przyznam sie, ze podjąłem bardzo trudną - ale ważną decyzję. Po bardzo długich przemyśleniach.
Od dzisiaj noszę tylko loafersy i slippersy. No może jeszcze monksy (będące w sumie odmianą slippersów),
Jedynym wyjątkiem będą ekstremalnie formalne/ważne sytuacje gdy jednak podporzadkuje się i założę wiedenki,
Po pierwsze wygoda (nie schylasz się. Ważne przy częstych podróżach lotniczych.)
Po drugie zdrowie. Od czasu gdy poważnie zainteresowałem się mechaniką ruchu, stałem się zwolennikiem biegania tzw. naturalnego. Niestety klasyczne buty, nad czym ubolewam, są zbyt sztywne (i zazwyczaj zbyt wąskie) by pozwolić na właściwy rozwój mięśni i ścięgien stopy. Loafersy wydają się być kompromisem do zaakceptowania - są zazwyczaj bardziej miękkie, elastyczne i... obiektywnie wygodniejsze. Przy czym nie muszą być dużo mniej eleganckie niż buty sznurowane.
To trudna decyzja, ale - postarajcie się uwierzyć - oparta na racjonalnych argumentach... Mam wiele par butów, różnych marek - także bardzo drogich, włączając szyte na zamówienie, i niestety loafersy to to, czego naprawdę potrzebuję. Być może to skutek specyficznej budowy mojej stopy - szerokiej i wysokiej.
Porządne... Jeszcze raz: PORZĄDNE loafersy wydają się być właściwym kompromisem. Oferują odpowiednią wygodę będąc jednocześnie wystarczająco eleganckie w zdecydowanej większości sytuacji z jakimi możemy się codziennie spotkać.
Wiedeńki, bardzo was lubie. Zostańmy przyjaciółmi...