Skocz do zawartości

swordfishtrombone

Użytkownik
  • Postów

    3 158
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    10

Treść opublikowana przez swordfishtrombone

  1. P.S. Właśnie oglądam Mad Menów po raz kolejny i zwróciłem uwagę, że Don Draper ZAWSZE ma T-shirt pod koszulą; tak samo nosi, jak ktoś już zauważył, Frank Underwood z House of Cards. Mój Papa, bardzo elegancki starszy pan z wojskowym sznytem, trochę z epoki Drapera, również zawsze zakłada podkoszulki "na ramiączka" pod koszule, chyba że w największy skwar, gdy nosi koszule lniane. Oczywiście w teorii tak się nie nosi. Najwyraźniej ci Amerykanie nic o elegancji nie wiedzą.
  2. swordfishtrombone

    Buty Bytom

    Podpowiedź: nie chcesz mieć tych butów
  3. Jak to mawia młodzież - przepieniężne koszule z serii Savile Row Inspired za 25 euro (20 funtów) do dostania na stronie Marks & Spencer. Kupowałem te koszule jeszcze po pełnej cenie 63 euro i, nawet jeśli M&S nie ma może znakomitej reputacji, linia Savile Row Inspired jest naprawdę godna polecenia. Warto spróbować. Przecenione są tylko niektóre wzory, ale akurat z tych najciekawszych (czerwone i niebieskie paski, czerwona i niebieska kratka vichy). Edit: Koszule są co prawda made in indonesia, ale bawełna jest woven in Italy.
  4. Nieźle wygląda ta marynarka, jeśli to ta: http://www.daks.com/products/menswear/jackets/details/i/5309-1nblu/n/check-jacket.aspx . Cenę też ma niezłą. Chętnie bym przymierzył jak będę następnym razem w UK, lubię takie wełnopodobne tkaniny jedwabne (znam z krawatów). To się nie nazywa przypadkiem "surówka jedwabna"?
  5. Zgadzam się z Capro, lepszy chyba zaufany jubiler od poszukiwań samopas po hurtowniach. Opcją, którą swego czasu rozważałem, był zakup pierścionka "z drugiej ręki" - w poważnym lombardzie albo sklepie z antykami. Takie poszukiwania wymagają pewnie niemałej wiedzy, ale może warto, jeśli komuś się chce. Jeśli nie gotowy pierścionek, to przynajmniej sam kamień do ponownego oprawienia. Podkreślam - nie wiem, jak rynek antyków/staroci wygląda w Polsce. Za granicą oferta bywa bardzo bogata.
  6. Dobry scenariusz, Caporegime Ponoć w konserwatywnych środowiskach brytyjskich i amerykańskich przyjęło się, że na pierścionek zaręczynowy nie godzi się wydać mniej niż trzykrotność miesięcznych dochodów - za to już można kupić coś porządnego Ja osobiście tyle nie wydałem i raczej nie radzę innym, by aż tyle wydać; w chwili zaręczyn znajdujemy się na ogół na początku kariery zawodowej, a w perspektywie przecież poważniejsze wydatki związane z założeniem rodziny. Zwyczaj nakazuje, by pierścionek zaręczynowy był z diamentem. Powód jest taki, że diament to najtrwalsza substancja występująca w przyrodzie i jako taki ma symbolizować trwałość uczucia. Problem z diamentami jest jednak taki, że są drogie i faktycznie trudno kupić coś godnego okazji bez wydawania trzykrotności średniego wynagrodzenia. Dlatego sam zdecydowałem się (jak kiedyś mój ojciec) na zakup pierścionka zaręczynowego z innym kamieniem niż diament (wybrałem szmaragd ze względu na kolor). Ze względu na twardość (więc odporność na zarysowania i "trwałość") poddaję pod rozwagę rubin (9), szmaragd (7,5-8), szafir (9), topaz (8) - do wyboru, do koloru. Jeśli oczywiście możemy sobie pozwolić na diament w okolicach 0,5-1 karata, to nie zastanawiać się. To zresztą bardzo bezpieczna lokata kapitału (czego nie da się powiedzieć o mniejszych diamencikach). No i dużo szczęścia dla wszystkich zaręczonych i rozważających oświadczyny!
  7. Taka trochę unisex, chyba głównie przez rączkę i bardzo wąski, delikatny zamek... Ale generalnie koncept miękkiej teczki jest fajny, często takie widuję. Muszą być chyba z dobrej i umiejętnie potraktowanej skóry, żeby wypełnione ładnie się łamały, nie wyglądając przy tym jak worek. Na pewno Ci się uda
  8. Dzięki za ostrzeżenie. To pewnie to 9% jedwabiu tak się "szmaci" (w Twojej też była podobna zawartość jedwabiu?)... Wygląda na to, że ta "moja" tkanina jest od Zegny. Chyba faktycznie postoję; postawię na jakąś czystą wełnę, albo z delikatnym 5% jedwabiu dla połysku.
  9. Panowie, z tkaniny o składzie 47% wełny, 44% lnu, 9% jedwabiu i o gramaturze 240 wyjdzie jaki garnitur, raczej wiosenno-jesienny (bo chyba na lato jednak za gruba?)? A może wręcz zimowy (ale z lnem? :/). Ciekawi mnie jak matowość lnu zagra z połyskiem jedwabiu, ale przy 9% jedwabiu chyba wyjdzie bardziej "wieczorny" garnitur, lepiej wyglądający przy sztucznym świetle? Intrygujący ten skład; nie mam doświadczenia, żeby ocenić, a zdjęcia w internecie mi na to pytanie nie odpowiedzą - pomożecie?
  10. Spójna koncepcja. Wezmę ją pod uwagę
  11. Owszem, są to moje osobiste przemyślenia, ponieważ szukam zegarka dla siebie, a nie dla kogoś z Was. Nigdy nie aspirowałem - w odróżnieniu od niektórych - do formułowania w temacie zegarków twierdzeń uniwersalnych. Nigdy nie utożsamiałem żadnych marek z low-endem, co najwyżej pewne technologie utożsamiałem z niższym prestiżem niż inne (nikt mi nie powie, że np. tourbillon nie jest prestiżowym rozwiązaniem technicznym i że jako taki jest bardziej prestiżowy od kwarca). Pracuję faktycznie w dość osobliwym środowisku i w dość osobliwym kraju. Garniturów nie nosi się w pracy na co dzień, za to nosi się zegarki (mechaniczne, na ogół divery i wariacje na ich temat), jeździ metrem (nie warszawskim), używa Maców - to małe i nowe środowisko i jego wewnętrzny dress code jeszcze się wykształca. Nie o tym tutaj. Dość powiedzieć, że mam już tyle garniturowców, ile mi potrzeba, szukam czegoś w typie divera i myślałem o jakiejś ciekawej technologii. Bardzo zresztą dziękuję eye_lipowi za podpowiedź dotyczącą Spring Drive, dokształcę się w tym zakresie. Swoją drogą, mecenasowi absolutnie nie przystoi poliestrowy krawat i Twój kolega powinien moim zdaniem czuć się niekomfortowo (bo nie Ty - no, chyba, że ów kolega to twój przełożony, a Tobie brakuje "jaj", o co Cię nie posądzam), a jeśli tak nie jest, to jego dobre samopoczucie wynika z niewiedzy. Szkoda. Jazda komunikacją to już lokalny folklor warszawski - w Paryżu i Londynie metrem jeżdżą wszyscy, może poza członkami rządu i dyplomatami, więc na pewno przystoi to każdemu.
  12. Powiem Ci, że rozbiłeś mnie tą odpowiedzią. Mylisz się fundamentalnie, drogi kolego. Np. kwarcowa Omega Speedmaster Spacemaster Z-33 kosztuje dwa razy więcej od podanych przez Ciebie zegarków, a nie założyłbym jej w życiu (może ewentualnie kiedyś bym kupił do kolekcji, ale na pewno bym nie nosił). Czułbym się jak kretyn z kalkulatorem na nadgarstku. Z kalkulatorem za 3 tys. EUR - jeszcze bardziej. I, szczerze powiedziawszy, w moim środowisku zawodowym zegarków kwarcowych się chyba w ogóle nie widuje (chociaż zapewne jakiś mi umknął), dlatego czułbym się dziwnie na tle kolegów. Trochę tak, jakbym miał wypasione designerskie trampki z czaszkami na nogach - takie za 1000 $ - nawet, jeśli mój klient/partner w interesach nosiłby Bexleye, spaliłbym się przy nim ze wstydu. Na tej samej zasadzie nie noszę np. poliestrowych krawatów, nawet tych najdroższych. Wolę najtańszy jedwabny - krawat to ma być ozdoba. Zegarek też ma być ozdobą, nie służy mi do mierzenia czasu. Solar to jest bądź co bądź nowa, "zielona" technologia, dlatego mnie interesuje do codziennego, "sportowego" zegarka (bo nie do garniturowca), ponieważ zawodowo zajmuję się branżą IT. Chciałem wiedzieć, czy inni podzielają moją opinię odnośnie solarów (że to jednak coś lepszego od byle kwarca, choć nie tak dobre jak mechanik). Fora służą chyba do wymiany opinii.
  13. Mnie też, czasem noszę nawet nienakręconego mechanika (zakładam w biegu obiecując sobie, że nakręcę w metrze, a potem zapominam). Dzięki za ciekawą odpowiedź. Kusiłby mnie taki solar na bransolecie, do dżinsów...
  14. Dzięki za odpowiedzi. Waszym zdaniem można taki zegarek (jak pokazane przez eye_lipa Seiko i Citizen) nosić bez kompleksów? Czy, nazwijmy to, "prestiżem" dobre zegarki "solarne" dorównują mechanikom, czy to jednak tylko kwarce z bajerem, jak kalkulator?
  15. ...no właśnie, jak najbardziej mówi się też "col italien", ale mam wrażenie, że kryterium rozróżnienia między "col italien" a "col français" jest długość "skrzydełek" (français - dlugie, italien - krótsze), bez względu na ich rozstawienie. "Col cutaway" oznacza szerokie rozstawienie skrzydełek. To, co MOIM ZDANIEM w Polsce określa się kiołnierzykiem włoskim (skrzydełka raczej krótkie i szeroko rozstawione) to "col cutaway". Tak mi się zdaje. Powiedziałbym, że summa divisio we francuskim to "col français" i "col italien", a "cutaway" to podgrupa "italien". Oprócz tego są jeszcze kołnierzyki bardziej egzotyczne, jak col club, col anglais... Sprawdziłem z ciekawości w Petit Larousse Illustré z 1925 roku (duża dwutomowa edycja została się w Warszawie...) i ta pozycja wyróżnia następujące "cols": droit, cassé, rabattu, d'enfant. Żaden nie przypomina za bardzo współczesnych kołnierzyków, może poza łamanym (cassé) w koszulach smokingowych. "Hai" figuruje w tej słowniko-encyklopedii jako synonim "hé", wykrzyknienia służącemu zwróceniu uwagi (jak: e, panie!). Z kolei "haï" lub "haïe" to okrzyk używany przy poganianiu koni...
  16. Koledzy, Czy są jakieś godne uwagi zegarki "na poziomie" zasilane energią słoneczną, czy to nadal pozostaje tylko zabawną ciekawostką?
  17. zacna inicjatywa, brawo dla kolegi. PS: Mnie osobiście szycie w Warszawie nie interesuje, bliżej mam do Włoch, ale czekam na fotoreportarze.
  18. Taka refleksja mała: ponieważ espadryle są raczej z definicji na jeden sezon, to nie lepiej kupić kilka par budżetowych? Ja w espadrylach w mieście nie chadzam, ale w tym roku wyjeżdżam wyjątkowo nad morze i zabiorę nie jedną, lecz dwie pary espadryli. Po 10 euro (we francuskiej sieci z budżetowym obuwiem). Nie widzę potrzeby wydawania więcej, i tak pewnie z podróży nie wrócą... No, ale co kto lubi. Takie taniej znajdziesz np. w H&M i pewnie jeszcze w wielu innych sieciówkach. P.S. Kiedyś widziałem w Internecie instrukcje, jak sobie zrobić espadryle w domu
  19. Pozwolę sobie nie zgodzić się z kolegami. Współcześni Francuzi nazywają kołenirzyk włoski "col cutaway", z tym, że wymawiają to przekomicznie, jakoś tak: kata'we (w uproszczonym IPA). Biedacy zamęczyliby się, gdyby musieli wymawiać hai, bo to tylko jeden dźwięk we francuskim... I dopóki ktoś mi nie udowodni (wchodząc do jakiegoś paryskiego chemisier i prosząc o "col hai", albo "haï", dostać kołnierzyk włoski), to po prostu nie uwierzę.
  20. Mam na myśli dwie rzeczy: -ich jakość jest taka, że na pewno po ok. 20 założeniach (i 20 praniach w przypadku koszul) ich wygląd znacznie się pogorszy. Wszyscy wiemy, na czym polega pogarszanie się wyglądu ubrań - utrata koloru tkaniny, defasonowanie, mechacenie. Te ok. 20 założeń koresponduje moim zdaniem z jednym sezonem, ale to zależy od intensywności użytkowania. -design większości ubrań z Mango jest "modowy", a nie ponadczasowy, istnieje więc ryzyko że po jednym sezonie nie będziesz już chciał ich nosić (np. mikrokołnierzyki, mikroklapy w marynarkach, niewielka długość). Takie ryzyko kupowania w sklepach "modowych", zwłaszcza tak masowych jak Mango. To też jeden z głównych powodów dla których namawiam do wybierania krojów ponadczasowych. Rozróżnienie tego, co modne od tego, co eleganckie, wymaga pewnego doświadczenia. Np. w zupełnie poważnym programie modowym we francuskiej telewizji usłyszeć można było, że obecnie kołnierzyki button down są niemodne Ja bym bardziej przejmował się rozmiarem kołnierzyka
  21. Jakość jest słaba, ale na wyprzedażach można zaryzykować. Np. ostatnio (w UK) widziałem fajne lniane koszule, pewnie jednosezonowe, ale po obniżce -50% ceny rozsądne. Z kolei żadna, ale to żadna marynarka nie zainteresowała mnie estetycznie, więc na ceny nawet nie spojrzałem. Ja bym tam kupił tylko ubrania np. na wakacyjny wyjazd, takie które zakłada się na kilka tygodni w roku.
  22. przecież on schudł ze 100 kg, to na pewno ta sama osoba? Może jakieś choróbsko tak go odchudziło? Fajny ten garnitur w kratę księcia Walii, ja też zamówiłem ostatnio podobną tkaninę.
  23. Ja mogę przetłumaczyć, nawet z chęcią. Taki mi pomysł na zabicie czasu w wakacje wpadł do głowy. Znalazłby się w Polsce wydawca? Chociaż mógłbym też opublikować tłumaczenie pod CC, ale wtedy to zajmie więcej czasu
  24. Trafna uwaga - pewnie z irracjonalnego strachu, że trafi się na profesjonalistę odrobinę mniej profesjonalnego od innych i nam nasze piękne wdzianko zrujnuje. Albo dlatego, że częste czyszczenie chemiczne nie służy tkaninom. A jeśli chodzi o krawaty, to po prostu obawiamy się, że - w najlepszym razie - zaprasują nam krawędzie jak kanty u spodni...
  25. zgadzam się, że broguesy do okazji nie pasują, ale nie ma co rozdzierać szat - to fajne buty, sam noszę zawsze wtedy, gdy ujdą (ale nie na ślub).
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.