Misza Opublikowano 20 Stycznia 2013 Zgłoś Opublikowano 20 Stycznia 2013 Nie mam zbyt bogatego doświadczenia, ale myślę, że dekoracje, kostiumy i obsługa oświetlenia nie stało na najwyższym poziomie. Jestem w błędzie Dr.? Cytuj
Dr Kilroy Opublikowano 20 Stycznia 2013 Zgłoś Opublikowano 20 Stycznia 2013 Myślę, że trzeba wziąć na poprawkę budżet WOK-u. Nie znam dokładnych danych, ale na pewno ma o wiele mniej pieniędzy do dyspozycji niż np. Teatr Wielki. Rozważane było nawet odwołanie corocznego tradycyjnego letniego Festiwalu Mozartowskiego, ale z tego co wiem, ten kryzys został raczej zażegnany. Druga sprawa to niewielka scena - trudno, żeby dekoracje były zrealizowane z takim rozmachem, jak te używane na ogromnych scenach. Kostiumy być może faktycznie mogłyby być lepsze, ale nie są one moim zdaniem wcale takie złe. W "Czarodziejskim flecie" są one akurat dość specyficzne, tylko Tamino ma zwykły, oświeceniowo-klasycystyczny strój - dla porównania, w "Don Giovannim" takie właśnie przeważają. Co do oświetlenia nie wypowiem się, bo szczerze mówiąc nie zwracałem na nie większej uwagi. Podsumowując, myślę, że większość niedoskonałości można by zrzucić na karb kiepskiej sytuacji finansowej WOK-u. Pozdrawiam, Dr PS Nie wiem, jak w Twoim wypadku, ale na "moim" występie Królowa Nocy robiła dziwne miny przy wykonywaniu partii koloraturowych. Rozumiem, że to jedne z trudniejszych partii w literaturze, ale mogłaby powstrzymać się nieco od tych grymasów. Cytuj
Misza Opublikowano 20 Stycznia 2013 Zgłoś Opublikowano 20 Stycznia 2013 W związku z tym, że moja wiedza kończy się na "partiach", bynajmniej nie "koloraturowych", powtórzę: "wspaniała muzyka". Cytuj
Dr Kilroy Opublikowano 20 Stycznia 2013 Zgłoś Opublikowano 20 Stycznia 2013 Partie koloraturowe to partie sopranu, w których śpiewaczka się popisuje swoimi możliwościami wokalnymi. Czyli wysokie dźwięki, szybkie tempo, różne ozdobniki itd. Pozdrawiam, Dr Cytuj
Pan Janusz Opublikowano 21 Stycznia 2013 Zgłoś Opublikowano 21 Stycznia 2013 Polecam Don Carlo. Jedyne na czym sie zawiodlem to publicznosci, ubior jak na rozdanie swiadectw w szkole wiekszosci i zdziwienie, kiedy zawalidrogi sie reka odsuwa Cytuj
Misza Opublikowano 21 Stycznia 2013 Zgłoś Opublikowano 21 Stycznia 2013 ciach na czym sie zawiodlem to publicznosci ciach +, porażka na całego. Cytuj
Stormont Opublikowano 23 Stycznia 2013 Zgłoś Opublikowano 23 Stycznia 2013 Polecam Don Carlo. Jedyne na czym sie zawiodlem to publicznosci, ubior jak na rozdanie swiadectw w szkole wiekszosci i zdziwienie, kiedy zawalidrogi sie reka odsuwa Jakie to ma znaczenie dla odbioru widowiska? Cytuj
turbo Opublikowano 23 Stycznia 2013 Zgłoś Opublikowano 23 Stycznia 2013 Na odbiór opery jako widowiska pewnie żadnego znaczenia, ale na samopoczucie jako widza jak najbardziej. Cytuj
B.B. Opublikowano 23 Stycznia 2013 Zgłoś Opublikowano 23 Stycznia 2013 Ja i tak w życiu nie odbierałem opery jako coś innego niż muzyka, bo cała "otoczka" jest w 9/10 przypadków tak holendernie głupia że jakiekolwiek próby zwracania uwagi na aspekty fabularne kończą się totalnym załamaniem, więc nawet nie próbuje. Cytuj
Pan Janusz Opublikowano 23 Stycznia 2013 Zgłoś Opublikowano 23 Stycznia 2013 Scenografia, kostiumy itp. stały na bardzo wysokim poziomie. Dla mnie akurat na odbiór zdarzenia składa się też w dużej mierze nie tylko sam event, ale również jego organizacja (nie pokwapili się w Operze aby poinformować od kiedy do kiedy trwa antrakt) oraz poziom bezimiennego tłumu, który również przybył. Jeżeli wiem, że te dwa ostatnie aspekty będą na niskim poziomie, często rezygnuje z udziału w jakimś wydarzeniu. W tym względzie o parę poziomów wyprzedzał moją ostatnią wizytę w Operze Warszawskiej Sylwester Operowy w Sali Kongresowej. Cytuj
Misza Opublikowano 23 Stycznia 2013 Zgłoś Opublikowano 23 Stycznia 2013 Ja i tak w życiu nie odbierałem opery jako coś innego niż muzyka, bo cała "otoczka" jest w 9/10 przypadków tak holendernie głupia że jakiekolwiek próby zwracania uwagi na aspekty fabularne kończą się totalnym załamaniem, więc nawet nie próbuje. Najważniejsze, to mieć jasno sprecyzowane opinie w życiu. Wymień proszę w wolnej chwili opery, w których po obejrzeniu dostrzegasz to, że cała "otoczka" (oprócz muzyki) jest tak holendernie głupia, że jakiekolwiek próby zwracania uwagi na aspekty fabularne kończą się totalnym załamaniem. Cytuj
Dr Kilroy Opublikowano 23 Stycznia 2013 Zgłoś Opublikowano 23 Stycznia 2013 Akurat sporo oper Mozarta jest nieco głupkowatych, ale to przecież raczej proste komedyjki, a ja takie lubię. Pozdrawiam, Dr Cytuj
proceleusmatyk Opublikowano 23 Stycznia 2013 Autor Zgłoś Opublikowano 23 Stycznia 2013 Ostatnio w Kongresowej nie poinformowano o antrakcie - spuszczono kurtynę bez słowa i część widzów poszła po płaszcze. Ciekawe, co i o kim to świadczy. Cytuj
B.B. Opublikowano 23 Stycznia 2013 Zgłoś Opublikowano 23 Stycznia 2013 Ja i tak w życiu nie odbierałem opery jako coś innego niż muzyka, bo cała "otoczka" jest w 9/10 przypadków tak holendernie głupia że jakiekolwiek próby zwracania uwagi na aspekty fabularne kończą się totalnym załamaniem, więc nawet nie próbuje. Najważniejsze, to mieć jasno sprecyzowane opinie w życiu. Wymień proszę w wolnej chwili opery, w których po obejrzeniu dostrzegasz to, że cała "otoczka" (oprócz muzyki) jest tak holendernie głupia, że jakiekolwiek próby zwracania uwagi na aspekty fabularne kończą się totalnym załamaniem. Nie oszukujmy się że opery w większości są po prostu fabularnie głupawe, najprostsze historie które bez muzyki nie byłyby warte funta kłaków, są pewnie wyjątki, ale opera (minus) muzyka = czysty kicz, swoją drogą nie bez powodu operę już w XIX wieku zaliczono do "campowych" dziedzin sztuki, dlatego oper zwykle tylko słucham bo i tak nie wiem o czym jest, a wtedy jeżeli muzyka jest ciekawa to można słuchać, ale naprawdę musiałbyś być bardzo upartym i daleko szukać żeby udowodnić że opery mają ambitną i nieszablonową fabułę. Cytuj
Stormont Opublikowano 25 Stycznia 2013 Zgłoś Opublikowano 25 Stycznia 2013 Ostatnio w Kongresowej nie poinformowano o antrakcie - spuszczono kurtynę bez słowa i część widzów poszła po płaszcze. Ciekawe, co i o kim to świadczy. Być może byli rozczarowani widowiskiem? Cytuj
+Immune+ Opublikowano 25 Stycznia 2013 Zgłoś Opublikowano 25 Stycznia 2013 To w ogóle jest ciekawe zagadnienie. W Polsce zwykło się zachwycać każdym przedstawieniem z uwagi na to, że każda wizyta w filharmonii, operze czy teatrze jest traktowana jako namiastka kultury wysokiej. Ciekawym przeżyciem jest wizyta w mediolańskiej Teatro Alla Scalla, lub Teatro Massimo w Palermo, gdzie nierzadko da się słyszeć gwizdy, lub okrzyki dezaprobaty w kierunku wykonujących spektakl. Z własnych doświadczeń, bardzo dobrze pamiętam jak w 2011 r. w Pizie podczas wykonywania arii Radamesa (Celeste Aida) Ernesto Grisales został niemal zlinczowany przez publiczność za niefortunną próbę zakończenia arii diminuendem, przy którym całkowicie niemal załamał mu się głos. Diminuendo (wł. zmniejszać; także decrescendo) - stopniowe osłabianie natężenia dynamiki w utworze muzycznym. Za wikipedią => http://pl.wikipedia.org/wiki/Diminuendo Cytuj
pirat Opublikowano 25 Stycznia 2013 Zgłoś Opublikowano 25 Stycznia 2013 Moderator zwykle zyczy sobie tlumaczenia obcych jezykow, wiec moze napisz cos wiecej bo 'innuendo' to mi sie z queen kojarzy Cytuj
proceleusmatyk Opublikowano 25 Stycznia 2013 Autor Zgłoś Opublikowano 25 Stycznia 2013 Ostatnio w Kongresowej nie poinformowano o antrakcie - spuszczono kurtynę bez słowa i część widzów poszła po płaszcze. Ciekawe, co i o kim to świadczy. Być może byli rozczarowani widowiskiem? Nie, na pewno nie o to chodziło. Słyszałem głosy wychodzących typu: "Dwie godziny? Trochę krótko..." oraz opinie organizatorów z dnia następnego. Cytuj
tangens Opublikowano 25 Stycznia 2013 Zgłoś Opublikowano 25 Stycznia 2013 Dołączam do dyskusji po przerwie, jak zwykle z przyjemnością... Pierwsze wspomnienie z ostatnich dni, to Requiem Verdiego w ON. No no, co za utwór... Wcześniej nigdy nie słyszałem. Dużo muzyki. Mięsiste i potężne... Podobało mi się. Claudio Montanaro wie jak rozruszać orkiestrę... Drugie - dzisiejsze. Na Mezzo relacja z koncertu sylwestrowego 2012 w Filharmonii Berlińskiej. Simon Rattle i jako gwiazda Cecilia Bartoli... co skutkowało oczywiście barokiem, głównie Haendlem. Znakomite. Grali jak z nut... Kiedyś się wybiorę... Potem przebojowo, Dvorak, Brahms i Ravel... Masakra... Są najlepsi. Cytuj
Stormont Opublikowano 31 Stycznia 2013 Zgłoś Opublikowano 31 Stycznia 2013 To w ogóle jest ciekawe zagadnienie. W Polsce zwykło się zachwycać każdym przedstawieniem z uwagi na to, że każda wizyta w filharmonii, operze czy teatrze jest traktowana jako namiastka kultury wysokiej. To podobnie jak np. z esejami w Kwartalniku Filmowym, albo bardziej ambitnymi artykułami w Kinie. Mnóstwo bełkotu, mało treści, ale ludzie to czytają i jeszcze te bzdury powtarzają, tylko dlatego, że połowa słów i zwrotów jest nieznana szerszej publice. Cytuj
Misza Opublikowano 1 Lutego 2013 Zgłoś Opublikowano 1 Lutego 2013 Nazwa tematu "Opera warszawska" zmieniona. Panowie, kilka dni temu byłem na premierze Irydiona Krasińskiego w reżyserii Andrzeja Seweryna w Teatrze Polskim. Wrażenia raczej negatywne. Nie polecam. Ma się wrażenie rozwlekłości niektórych scen, niepotrzebnych pauz, tło muzyczne ciekawe, choć nastraja do porządnej depresji. Kilkanaście osób wyszło podczas antraktu. Stroje? WSTYD! Wrocław rządzi. Tam (opera) czułem się naprawdę dobrze. A w Warszawie był jakiś koszmar. Jeśli polecacie coś z repertuaru TP - dajcie znać. Cytuj
pol606 Opublikowano 2 Lutego 2013 Zgłoś Opublikowano 2 Lutego 2013 "Wrocław rządzi." Oh yea.... Cytuj
Stormont Opublikowano 12 Lutego 2013 Zgłoś Opublikowano 12 Lutego 2013 Repertuar TP w ogóle nastraja do wizyt w tym przybytku. Cytuj
proceleusmatyk Opublikowano 17 Marca 2013 Autor Zgłoś Opublikowano 17 Marca 2013 Sen nocy letniej - ktoś już był? Na mnie balet zrobił średnie wrażenie, choć momenty psychodeliczne (snu) miejscami były imponujące. Cytuj
Rekomendowane odpowiedzi
Dołącz do dyskusji
Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.