-
Postów
735 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Forum
Wydarzenia
Treść opublikowana przez B.B.
-
Cash to jest jeszcze pikuś, w porównaniu z Dylanem.
-
-
Wszak to niemal słynna Burroughsowska technika cut-up, nie ma co się śmiać.
-
A jesteś pewny, że to zdjęcie Barracka było z "ważnej okazji" a nie "przemówienia do rolników z Wisconsin", gdzie podwinął rękawy, żeby wyglądać bardziej swojsko?
-
Znasz circa datowanie tego zdjęcia?
-
Kierowcy F1 już tak mają, że się lubią rozwalać w rajdówkach, nie wiem czy pamiętacie przygodę Raikonenena z WRC? Ukończył może 1 rajd w całym sezonie bez jakiegoś dzwona.
-
Nie było mnie trochę, ale wróciłem, więc się przywitam.
-
Z mediów - co powiedziano w tematach nas interesujących
B.B. odpowiedział(a) na damiance temat w Męska elegancja
Nie wiem, za bardzo się śmiałem z tych spodni żeby się przyjrzeć. -
Z mediów - co powiedziano w tematach nas interesujących
B.B. odpowiedział(a) na damiance temat w Męska elegancja
Pierwszy to pierwszy, ale ten ze spodniami roboczymi (2 zestaw) to ci dopiero ewenement "dandy hydraulik" i do tego buty, koleś mówi "klasyczne oxfordy" a tam jakieś zdeptane każuale na słoninie, -
I tak powstały pierwsze stowarzyszeniowe memy internetowe.
-
Bitlesi w Hamburgu czy na początku kariery studyjnej grali taką chałturę, że aż szkoda gadać, ale to naprawdę w tamtych latach była jedyna możliwość, nie było absolutnie innej muzyki poza muzyką stricte-czarną (blues, ale on w formie czyste w UK to też lata minimalnie późniejsze, w tamtych latach był tylko megaprymitywny skiffle, który był prymitywny nawet przy nagrania czarnych bluesmanów z przed wojny, ale i Bitlesi od tego zaczynali), którą czterech utalentowanych, ale niewykształconych, chłopków z portowego miasta mogłoby w ogóle grać, to jest trochę inna para kaloszy, nie mogli myśleć o robieniu czegoś innego, bo niczego innego nie znali, jednak jak poznali to mieli w nosie to że fanom się może nie spodobać, że zmienili stylistykę i to że przestaną zarabiać kasę na koncertach (odegranie większości kawałków już z Revolvera byłoby dość trudne technicznie na żywo, w 4 osobowym składzie). Debiut Bowiego ma mimo wszystko sporo z muzyki psychodelicznej, weźmy pod uwagę że rock psychodeliczny to była muzyka "bajkowa" w której większość zespołów śpiewała o jednorożcach na grzybowych łąkach i magicznych ptakach, nie potrzeba jakiś strasznych odjazdów by nazwać płytę psychodeliczną (chociaż na niektórych albumach są ostre), natomiast jest to też ewidentnie płyta popowa, z tym nie ma co polemizować, dlatego jest to psychodelic-pop, przynajmniej dla mnie. Glam Rock, a art-glam rock w stylu Bowiego to są trochę inne rzeczy, bo roboczo glam można podzielić na 3 grupy: -1. Kolesie grający fajnal kantdałn i inne parodie muzyki rockowej, których nie da się słuchać, pochodzący głównie z USA, raczej z lat 80', fatalna tandeta i rzeczy które dawno powinny przepaść na stosie historii, ale nie wiadomo dlaczego dalej są popularne w jakiś dziwnych kręgach. -2. Kolesie którzy chcieli wrócić do prostego rock'n'rolla, trochę mniej nachalnie niż punki kilka lat później, tutaj najchlubniejszym przykładem jest właśnie T.Rex, ale są i mniej chlubne, takie jak Smokie, tutaj czasem jest to spoko szczera muzyczka, a czasem nudny chłam, po prostu zależy to od wrażliwości i umiejętności członków zespołów, jednak ciągle jest to lepsze od 1. -3. Art-glam-rock- czyli kolorowi goście grający muzykę w której glam był raczej dodatkiem, niż głównym motywem, wizerunek, nieco brzmienie, trochę pomysłów muzycznych, jednak dużo więcej w tym jest wszystkiego innego, tutaj największa firma to ewidentnie Bowie, ale są także Cockney Rebel, Sparks, Brian Eno (wczesny), Lue Reed, proto-punkowcy z New York Dolls i jeszcze sporo. Jak to powiedział mój znajomy "Glam rock jest jak musztarda, jako dodatek genialny, samego jeść raczej trudno w większych ilościach" Ziggy Stardust to nie jest mimo wszystko zwyczajny glam-rock, jeżeli już to powiedzmy progresywny-glam-rock, bardzo pomysłowy co do formy, co do koncepcji, przepełniony świetnymi kompozycjami, niesamowicie spójny, genialnie wyprodukowany, mimo wszystko pozycja klasę, albo dwie lepsza, od najlepszych albumów T.Rexa. Zapomniałeś też o bardzo dobrym Hunky Dorry (1971) i Aladdin Sane (1973), które mimo, że słabsze od Ziggy'ego to są dalej bardzo dobre. Owszem później jego albumy były jeszcze lepsze, szczególnie Trylogia, Potwory i Sattion to Station, ale nie umniejsza to wielkości płytom z okresu "Ziggy'ego" i tuż przed. Bowie nagrał ze 20 dobrych płyt, z czego trudno mi wybierać lepsze i gorsze, a "Next Day" tylko potwierdza jego nieprzeciętny talent, bo mimo wszystko rzadko kto tworzy tak dobre albumy "na starość". Co do początków kariery, to nie będę się spierał, jeszcze biografii nie czytałem (Jak możesz jakąś polecić, po Polsku, to chętnie, bo pewnie widzisz, że uwielbiam jego twórczość), ale nie wydaję mi się żeby kolesiowi o jego talentowi i ambicji, nie zależało na tym żeby robić dobrą muzykę, a TYLKO na fanach.
-
Trochę dramatyzujesz, bo jednak naszymi przeciwnikami do awansu była głównie Anglia, Czarnogóra i Ukraina.
-
Z mediów - co powiedziano w tematach nas interesujących
B.B. odpowiedział(a) na damiance temat w Męska elegancja
Marynarka ze ścinków (recykling) i okulary do spawania acetylenem, o butach na 10cm podeszwie ze styropianu nie wspominając, solidnie. -
Zappa był jednym z największych geniuszy muzyki rozrywkowej, chociaż nagrał też całą masę zwykłych odpadów, miał tak że nagrywał każdy pomysł jaki miał, nawet jak okazał się kiepski, mimo tego w jego przeogromnej dyskografii znajdziemy tyle geniuszu aranżacyjno-kompozytorskiego że starczy na długie godziny, pracoholik i perfekcjonista w każdym momencie, na takim Grand Wazzo jest tyle smaczków że to aż przerażające, wątpię żebym był w stanie wymienić 10 albumów muzyki rozrywkowej które dorównują tym najlepszym albumom Zappy. A ja słucham w tej chwili płyty "LIve 1973" zespołu Uriah Heep, generalnie zespół cukierkowy jak jasny gwint, żeby nie powiedzieć że precz odpustowy, chyba bardziej niż nawet Rainbow, nie potrafiący nagrać jednej płyty bez 70% zapychaczy, ale koncert z normalnym brzmieniem instrumentów i wyborem najlepszych kawałów z różnych płyt daje radę, w sumie wystarcza by poznać Uriah Heep z najlepszej strony, dlatego w sumie tylko do tego albumu tego zespołu wracam.
-
A w ogóle skąd garnitur?
-
W latach 70/80' handlowaliśmy z GB, nawet samochodami (ba, nawet Polonezy były wysyłane tam na rajdy, w celach promocyjnych), więc buty? Czemu nie.
-
Pierwsza płyta Bowiego to był psychodelic-pop, ale bardzo znośne kompozycje, a już Space Oditty było bardzo dobrą płytą w stylu który Bowie niemal stworzył, artystycznego glam-rocka pomieszanego z czym się dało, a "Człowiek który sprzedał świat" czy "Huky Dorry" w ogóle są już świetne. Artystów nie ocenia się po najgorszych dokonaniach, a po najlepszych, jeżeli ktoś nagrał około 20 bardzo dobrych płyt na których było wszystko i jeszcze więcej, a do tego nagrał 4 płyty z muzyką stricte popową, z czego jedna jest arcydziełem gatunku (Let's Dance), to na pewno nie powiemy że jest muzykiem związanym stricte z muzyką pop (w sensie gatunku, a nie muzyki rozrywkowej), że chciał tylko lepiej sprzedawać, bo zarówno albumy z lat 70, jak i 90, zupełnie tej tezie przeczą. Elvis to tak naprawdę nie był żaden odkrywca, on tyko zaczął grać czarną muzykę, jest symbolem rewolucji, ale podobnie jak Sex Pistols 20 lat później, niemal nic do niej pod względem muzycznym nie wniósł. Zespoły powstawały różnie, Frank Zappa w wieku 14-15 lat pisał kompozycje muzyki poważnej i nawet nie myślał o graniu rock'n'rolla, zresztą zawsze wyrażał się o tej muzyce dość krytycznie("Wystarczy zagrać meksykańską piosenkę na sfuzzowanej gitarze i już nazywają to rock'n'rollem, a to dalej tylko meksykańska piosenka"), Bitlesi powstali z fascynacji muzyką, co potwierdza biografia Johna Lennona, którą czytałem, dlatego nie mieli oporów w momencie zmiany fascynacji, zmienić swojej muzyki. Zespół który chce zadowolić publikę, będzie sobie grał to co się publice podoba i nie powie publicznie, jak Lennon "Fani mnie wkur...". Wizerunek Bitlesów z pierwszych lat kariery to wymysł menagera, a że grali pop-muzyczkę- innej wtedy tak naprawdę nie było, bo na drugiej stronie barykady był dopiero jazz, ale tego 4 gości z Liverpoolu grać nie mogło, jednak gdy tylko pojawiło się cokolwiek innego, to w to weszli. A dzisiejsza technika ciągle nie pozwala na takie nagłośnienie pleneru jak klubu, naprawdę, jeżeli byłeś na koncercie tego samego zespołu w hali i na plenerze to wiesz o czym mówię. Stadion to inna sytuacja, tam akustyka jest "halowa", bo obiekt jest zamknięty z 3 stron, ale Lotnisko Bemowo stadionem nie jest i na tym klepisku naprawdę nikt nie brzmi tak jak mógłby zabrzmieć w hali/klubie/stadionie. Dla mnie zapadające w pamięć show to mimo wszystko, głównie muzyka, nie potrzebuje efektów pirotechnicznych, a resztę można zrobić w klubie. Claptona zazdroszczę, bo ten dziadek dalej daje b. dobre koncerty (z tego co widziałem i słyszałem), mi się niestety nie udało.
-
ON twierdzi co innego:
-
Nie wiemy też jaką muzykę gra "kolega", może gra country i chce wyglądać jak Johny Cash.
-
Pewnie dlatego Bitlesi u szczytu kariery zrezygnowali z koncertów i zaczęli nagrywać płyty w zupełnie innym stylu niż te które dały im popularność, a David Bowie grał muzykę eksperymentalną od roku 1976 (z małą przerwą na lata 80'), a wcześniej to też był wysokiej klasy art-rock,... nie gadaj głupstw. Nie wiem jak z Presleyem, ale reszta to wykonawcy których nadrzędnym celem była muzyka, a nie przypodobanie się fanom (no Stonesi później też, ale oni nagrali tylko kilak dobrych płyt tak naprawdę), bo tak naprawdę dobra muzyka mogłaby istnieć bez słuchacza, sama w sobie. A klubowy/halowy koncert ma tą zaletę że dobrze brzmi, ma fajną atmosferę, a w dużym klubie można zrobić niemal to samo co na powietrzu, tylko fajerwerków mniej.
-
No to skoro zespół przyznaje się że nie chce robić muzyki (sztuki) tylko zarabiać kasę, to jest w ogóle warty uwagi? W metalu przede wszystkim liczy się kreatywność/pomysłowość, bo w większości przypadków (pomijając techniczny death metal i avant-garde metal) utwory są bardzo proste, jednak np taki zespół Sepultura, w latach 90' robił naprawdę ciekawe rzeczy, łączenie thrash metalu z reggae, z brazylijską muzyką etniczną, kombinowanie, pomysły, to się ceni, później po odejściu Maxa Cavalery to samo robił na początku jego zespół Soulfly. Jednak Sepultura w nowym składzie nie bardzo się odnalazła, a Soulfly się mocno zgubił i ostatnie 3 albumy to była kaszana straszna. Po prostu, nie lubię przeciętności, możliwe że na koncercie Rammsteina bym się nawet dobrze bawił, szczególnie po %, ale mimo wszystko jest to zespół słaby i wolałbym drugi raz zobaczyć Killing Joke (jeżeli chodzi o Industrial) i klubowy gig Motorheada (jeżeli chodzi o heavy metalowe show), niż wydać kasę na tegoroczny skład Impactu, który był naprawdę słaby jak piwo "VIP" (Korna widziałem, Slayera widziałem i to jeszcze w pełnym składzie, Behemotha widziałem, Mastodona widziałem, na resztę w moim odczuciu nie było warto płacić, zresztą za Korna i Behemotha też, a jak Mastodon grał tak jak wtedy jak ich widziałem, czyli na totalnie schrzanionym brzmieniu na plenerze, to też nie warto). A przy albumie "Killing Joke" z 2003 roku, cała dyskografia Rammsteina razem wzięta wypada bladziuchno.
-
Gust, gustem, ja wychodzę z założenia, że niezależnie od gustu można rozróżnić złe i dobre zespoły, ja nawet złe lubię, ale jestem tego świadom. Naprawdę Rammstein to podróba muzyki metalowej, którą każdy szanujący się fan metalu omija z daleka, nigdy nie byłem metalowcem, chociaż w metalu znajduję też dużo ciekawych rzeczy, ale Rammstein to naprawdę nie jest zespół którego bym określił "nr 1 w metalu", bo ani nic nie odkryli, ani nic za bardzo nie wnieśli, ani nie są zbyt pomysłowi, nie ma w tym nic co mogłoby człowieka za bardzo zaciekawić, ot taki zespolik z pogranicza radiowego popu i metalu, raczej niska półka. Może i show na koncercie był fajny, bo mi tam na żywo nawet Korn się w miarę podobał (chociaż to może być wina C2H5OH, ale ciii...), ale nr 1 w metalu to oni na pewno nie są, a i wątpię żeby tym "jarmarkiem" dogonili Iron Maiden. I nie chodzi o to żeby się obrażać, czy mieć komuś za złe że krytykuje zespół który się lubi, a o to, że uważam że mam sporą wiedzę na temat muzyki rockowej, co pozwala mi mieć odpowiednią perspektywę do w miarę obiektywnego ocenienia różnych zespołów. Dlatego nigdy nie powiem że Rammstein czy Metallica są najlepszymi zespołami świata, bo dobrze wiem, że nie są, nawet w metalu, nawet gdybym je lubił (a Metallikę lubię), to nigdy tak nie powiem.
-
Wiesz, sorry za takie pytania, ale ile znasz zespołów metalowych że twierdzisz że Rammstein w ogóle gra solidny metal, oraz na ilu dużych koncertach byłeś że twierdzisz że Rammstein daje najlepsze?
-
Jak zwykle są dwie opcje, można powiększyć stopę, albo zmniejszyć buta, sam wybierz co ci bardziej odpowiada, opcja 2 jest bardziej uzasadniona ekonomicznie, jak masz już inne buty.
-
Zegarek w sam raz dla pracowników elektrowni atomowych, im to nie zrobi większej różnicy.
