Skocz do zawartości
Yukon

Sprzęt audio

Rekomendowane odpowiedzi

Panowie, dzielimy się muzyką. Podzielmy się opiniami o sprzęcie audio w każdej postaci. Osobiście w domu słucham głównie radiobudzika :lol: w obu funkcjach. Poza lokum używam odtwarzacza mp3 Creative Zen Stone

http://pl.creative.com/products/product ... duct=16424

Jest niesamowity, zwłaszcza pod względem odporności na upadki, wilgoć, naukę latania, przygniatanie etc. W opisie producenta podano 10 godzin słuchania na akumulatorze. Według mnie to kłamstwo, mi czasami wystarcza na kilka godzin więcej. Nie słucham już na nim muzyki, ale jako sprzęt do odtwarzania podcastów, czy niewymagających wysokiej jakości okazji (bieganie?) jest idealny, poza tym bardzo dobry stosunek cena/jakość Z czystym sumieniem mogę polecić ten sprzęt.

W chwili obecnej poszukuję słuchawek i odtwarzacza dla siebie, do czegoś więcej niż podcasty. Możecie coś polecić?

PS. Zdarza mi się b. rzadko używać magnetofonu szpulowego :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Yukon: Polecam ipoda classic. Ma gigantyczną pojemność 160GB, i mieści się na nim duża moja biblioteka muzyczna.

W samochodzie ipod świetnie integruje się z systemem audio.

W pracy podłączam go do tego grubaska, który daje mi ciepły, delikatny dzwięk:

Dołączona grafika

Podczas podróży, mam ze sobą całą moja muzyczną bibliotekę na tym małym, niemodnym urządzeniu, czym nie mógłbym się pochwalić, używając w to miejsce iphona, czy innego smartphona..

Ipoda podłączam do tych słuchawek (Denona) http://www.sonicftp.com/news/images/denon_dnhp500.jpg). Oprócz dobrej jakości dźwięku, ich zaletą, jest możliwość złożenia na płasko.

Eksperymentowałem ze słuchawkami z aktywnym wyciszaniem hałasu, ale jakoś nie odpowiadało mi to rozwiązanie.

W domu mam zestaw kina domowego oparty o amplituner ONKYO (wersja usieciowiona). Napędza go muzyka z DVD ONKYO, który kupiłem ze względu na możliwośc odtwarzania płyt SACD. To już trzecia generacja sprzętu ONKYO, jaka kupiłem. BArdzo cenię tą firmę za jakość.

Całość podłączona jest do głośników i suba CASTLE. Monitory boczne i tylne to dyskretne głośniki Harmand Kardon. Jestem tym szczęściarzem, który miał okazje zamurowania kabli w ścianach, więc teoretycznie w miejsce monitorów efektowych, mogłyby znaleźć się pełnowymiarowe klasyczne skrzynkowce... Ale jak to wytłumaczyć mojej Małżonce :D

Amplituner jest zawsze włączony, kiedy działa telewizor. Już nikt w domu nie chce oglądać TV przy dźwięku dochodzącym z głośników telewizora.

Nie jest to zestaw audiofilski, ale swojego rodzaju kompromis, pomiędzy użytecznością, łatwością obsługi (dla każdego z domowników) i budżetem. Dzień w którym wydałbym "audiofilską" sumę na sprzęt audio, moja kochana Żona, wypominałaby mi do końca mojego życia. Albo i dłużej...

Oczywiście ipod świetnie integruje się z amplitunerem przez kabel USB. Zauważyłem, że coraz rzadziej słuchamy muzyki z płyt CD. Ipod i platforma cyfrowa powoli wypierają srebrne krążki w naszym domu. A szkoda...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Yukon:

Podczas podróży, mam ze sobą całą moja muzyczną bibliotekę na tym małym, niemodnym urządzeniu, czym nie mógłbym się pochwalić, używając w to miejsce iphona, czy innego smartphona..

Ipoda podłączam do tych słuchawek (Denona) http://www.sonicftp.com/news/images/denon_dnhp500.jpg). Oprócz dobrej jakości dźwięku, ich zaletą, jest możliwość złożenia na płasko.

Ze słuchania muzyki na smartphonie już zrezygnowałem, i tak używam ich tak intensywnie, że rozładowują się po kilku godzinach. Co do słuchawek, odpowiadają mi pod względem rozmiaru i możliwości złożenia. Nie podoba mi się natomiast wygląd, ale są przecież podobne modele. Szukałem właśnie słuchawek nausznych, ale zakrywających tylko małżowinę, nie otaczających ją wraz z przyległym obszarem. Poza tym szukam jeszcze drugiej pary, o bardziej sportowym zastosowaniu. Tu raczej wchodzą w grę tylko douszne, ze względów praktycznych.

iPod classic to rzeczywiście klasyka, ale na chwilę obecną aż takiego dysku nie potrzebuję, sądzę, że spokojnie 80GB by mi wystarczyło. Ktoś poleci jakieś modele? Audiofilem nie jestem, niemniej jednak lubię posłuchać moich ulubionych utworów w wysokiej jakości. I dotyczy to całego spektrum słuchanych gatunków.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

iPod classic to rzeczywiście klasyka, ale na chwilę obecną aż takiego dysku nie potrzebuję, sądzę, że spokojnie 80GB by mi wystarczyło. Ktoś poleci jakieś modele?

Kup Pan iPoda pierwszej generacji. Miał chyba 80 mW na kanał! I naprawdę bardzo dobry dźwięk, już nie pamiętam jaki chip muzyczny tam montowali. Coraz nowsze generacje to coraz gorsze g...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Yukon, zapraszamy do cmdns

Rozumiem aluzję, z zaproszenia korzystam, ba jestem w cmdns od dłuższego czasu jako obserwator. Nie zamierzam na razie wstawiać swoich zestawów, ani zbytnio komentować cudzych. Jestem na początku przygody z eleganckimi ubiorami (która może się zakończyć na czymś, co tutaj niektórzy nazywają smart casual, inni się nie cenzurują), więc nie rzucę się jako śniadanie starym wyjadaczom na pożarcie. Z drugiej strony, nie będę udawał znawcy, który wie, że spodnie mają o centymetr za długie nogawki, koszula jest o dwa tony za jasna, a marynarka ma o ćwierć milimetra za szerokie klapy. Równie dobrze mógłbym rzucać stwierdzeniami "świetne wino, rocznik 93, wybitny, charakteryzuje się odpowiednią barwą, pachnie gruszkami, torfem, przesuszoną ziemią i śliwkami z południa Kalifornii". A, że wolę być ze sobą szczery to nie udaję ani eksperta w dziedzinie ubioru, ani winiarstwa.

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Temat jakoś podupadł, a szkoda...

Miałem nadzieję, że pojawi się w nim Yamaha Pianocraft - genialna miniwieża, która brzmi jakby kosztowała dwa razy więcej, a może słuchawki Koss Porta Pro, które wyglądają jak narzędzie tortur kosmicznych ojca Marty'ego McFly, ale brzmieniowo zdecydowanie są warte swojej coraz zresztą niższej ceny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Temat jakoś podupadł, a szkoda...

Miałem nadzieję, że pojawi się w nim Yamaha Pianocraft - genialna miniwieża, która brzmi jakby kosztowała dwa razy więcej, a może słuchawki Koss Porta Pro, które wyglądają jak narzędzie tortur kosmicznych ojca Marty'ego McFly, ale brzmieniowo zdecydowanie są warte swojej coraz zresztą niższej ceny.

wrzuć te cuda to popatrzymy ...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tego trzeba posłuchać, nie popatrzeć;-)

do zdjęć zawsze możesz dołożyć plik mp3 :arrow:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ten sprzęt to co najwyżej takie Loake świata dźwięku, ale nawet do takiego sprzętu mp3 pasuje mniej więcej jak do wspomnianych Loake plastikowe prawidła z Ikei...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Temat jakoś podupadł, a szkoda...

...słuchawki Koss Porta Pro, które wyglądają jak narzędzie tortur kosmicznych ojca Marty'ego McFly, ale brzmieniowo zdecydowanie są warte swojej coraz zresztą niższej ceny.

Faktycznie grają jak słuchawki za 2000PLN :-D Wyglądają tak jak by zaprojektowano je do filmu Tron (część pierwsza :-D ). Mają w sobie coś z Commodore C64 :-) i czasów kiedy Walkman królował na ulicach. Jednak lubię ich dźwięk, a bas mają niesamowity. Za takie pieniądze...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Temat jakoś podupadł, a szkoda...

Miałem nadzieję, że pojawi się w nim Yamaha Pianocraft - genialna miniwieża, która brzmi jakby kosztowała dwa razy więcej, a może słuchawki Koss Porta Pro, które wyglądają jak narzędzie tortur kosmicznych ojca Marty'ego McFly, ale brzmieniowo zdecydowanie są warte swojej coraz zresztą niższej ceny.

Koss Porta Pro... Wszystko zależy od odtwarzacza, czy ma "zimny" czy "ciepły" dźwięk.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Temat jakoś podupadł, a szkoda...

...słuchawki Koss Porta Pro, które wyglądają jak narzędzie tortur kosmicznych ojca Marty'ego McFly, ale brzmieniowo zdecydowanie są warte swojej coraz zresztą niższej ceny.

Faktycznie grają jak słuchawki za 2000PLN :-D Wyglądają tak jak by zaprojektowano je do filmu Tron (część pierwsza :-D ). Mają w sobie coś z Commodore C64 :-) i czasów kiedy Walkman królował na ulicach. Jednak lubię ich dźwięk, a bas mają niesamowity. Za takie pieniądze...

Potwierdzam dobre słuchawki z niesamowitymi jak na tą klasę cenową basami. Dobrze zgrywały mi się z iRiverem Clixem i iPhonem 3G. Używałem ponad rok i wymieniłem dopiero na Senki HD595. (trafiła się świetna okazja na używane :-))

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam bardzo podobne, HD555, potwierdzam że świetne, z tym że raczej do zastosowań domowych. Wiem, że teraz nosi się takie duże słuchawki na zewnątrz, ale dla mnie HD555 to overdressed, a Porta Pro to sprezzatura;-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

PortaPro są bardzo dobre jak na małe słuchawki, ale to jednak tylko sprzęt przenośny (chociaż król sprzętu przenośnego). Dżentelmen słucha muzyki na siedząco: we własnej sali muzycznej lub ostatecznie w sali koncertowej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

PortaPro są bardzo dobre jak na małe słuchawki, ale to jednak tylko sprzęt przenośny (chociaż król sprzętu przenośnego). Dżentelmen słucha muzyki na siedząco: we własnej sali muzycznej lub ostatecznie w sali koncertowej.

Co ciekawego nam jeszcze powiesz, co dzentelem robi, a czego nie.

Moze jakis dekalog spiszesz, zebym wiedzial co robic, o wszechwiedzacy?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie ma mowy. Bez tego nie byłoby tzw. fanu.

Ale po namyśle wkleję tekst programowy:

"Audiofil i gentleman

Jest kilka definicji dżentelmena. Jedna z nich mówi, że jest nim człowiek, który zdobywa Mount Everest, nikomu o tym nie mówi, po czym w towarzystwie słucha z zainteresowaniem opowieści znajomego, który mimo ataku rwy kulszowej wszedł na Giewont. Wychodząc z tej definicji, trzeba uznać zjawisko dżentelmeństwa za wybitnie brytyjskie. Jako właściciel angielskiego samochodu, domu na wsi i fajki, z zainteresowaniem zapoznałem się zatem z książką „Gentleman. Mam zasady” autorstwa Adama Granville.

Książka Granville’a to dzieło epokowe. Na naszym rynku, zdominowanym przez pozycje autorstwa żony prezydenta Kwaśniewskiego (a.k.a. Pierwsza Dama), nie było dotąd pozycji tak wszechstronnie i wnikliwie badającej sprawę od męskiej strony. Owszem, Pierwsza Dama wydała również prosty poradnik dla mężczyzn. Jednak zagadnienia typu „którą stroną jeść szparagi, jeśli w ogóle”, bledną i tracą znaczenie choćby w porównaniu z klasyfikacją stylów życia wg. Granville’a (Prolet, Drobnomieszczanin, Bobo i Gentleman). Bowiem dżentelmeństwo to dla autora nie paląca kwestia kolejności stosowania sztućców (w ogóle w jego dziele nie wspomnianej), lecz styl, który przenika całe życie i czyni je łatwiejszym, zgodnie z podaną w książce kluczową cechą dżentelmena, jaką jest beztroska. Skąd dżentelmen bierze beztroskę? Oczywiście z siebie samego, oraz z innej istotnej cechy, jaką jest finansowa niezależność. Oddam głos autorowi: „Posiadanie pieniędzy pozwala na beztroskę, typową dla dżentelmena, ale z drugiej strony jest drobnomieszczańskie i nieeleganckie. Styl życia łagodzi tę sprzeczność. Dlatego warto się wcześniej przygotować, bo ryzyko wzbogacenia jest spore”.

Nasze czasopismo bywa regularnie oskarżane o promowanie niewłaściwego stylu życia, polegającego na zachwalaniu atrakcji niedostępnych tak zwanemu „zwykłemu Kowalskiemu”. Atrakcje te, w postaci słuchania muzyki z czegoś lepszego niż radio dodawane gratis do naszego mercedesa (ambicja posiadania którego jak najbardziej Kowalskiego nie obraża), lub chodzenia przyzwoicie odzianym do opery lub filharmonii, dziwnie jakoś irytują egalitarnie zorientowanych obywateli. O ile jednak hasło „mercedes dla wszystkich” nie budziłoby chyba szczególnej niechęci (nasze społeczeństwo nie jest w tych sprawach zazdrosne), o tyle nawoływanie do czynności elitarnych innych niż po prostu finansowe budzi już czasem niechęć. Książka Granville’a ładuje się tutaj z butami (dobrze wyczyszczonymi) i bije w ten słaby punkt można powiedzieć centralnie.

Począwszy od spraw garderoby (powinna wyglądać na używaną, rzeczy ostentacyjnie nowe nie są wskazane dla dżentelmena), piętnaście rodzajów węzłów krawatowych, przez kwestię dlaczego minister Sikorski źle zrobił, nie wkładając kamizelki, wymowę krawatów stowarzyszeniowych (Old Eton, Uniwersytet Yale, Samoobrona itd.), zagadnienie żakietu (nareszcie znalazł się ktoś, kto nie mówi na ten rodzaj stroju „frak” ani „surdut”!), przez rozpaczliwe pytanie „kto doradza naszemu prezydentowi w sprawach ubioru?” i kwestię, czy muzułmanie mogą nosić czarne obuwie, aż po problemy zarządzania rezydencją i przyczyny, dla której amunicja w sejfie nie powinna być przechowywana w magazynkach (sprężyna się osłabia, to uzupełnienie moje – AR).

Czy książka Granville’a omawia wszystkie istotne zagadnienia i problemy, z którymi może zetknąć się dżentelmen? Oczywiście nie. Takie kompendium musiałoby mieć objętość Encyclopaedia Britannica. Jednak ponieważ główną cechą dżentelmena ma być beztroska, nie sądzą, aby prawdziwy d. się tym przejmował. Czego w tej książce brakuje mnie, z punktu widzenia mojej kolumny w H-Fi i Muzyce? Mógłbym zwrócić uwagę na stosunkowo małą objętość poświęconą kulturze, zwłaszcza (oczywiście) słuchaniu muzyki. O sprzęcie, nawet angielskim, nie ma nic, nawet tyle, ile miejsca poświęcono flaszkom-piersiówkom. Z książki rzecz jasna można wywnioskować, że dżentelmen odwiedza koncerty i operę, bibliotekę ma własną, zatem musi też czasem czytać, jednak więcej miejsca poświęcono sprawom obuwia. Czy to źle?

Otóż niekonieczne. Sprawa wynika z długiej tradycji. Wczesna definicja dżentelmena została podana w 1440 roku w statucie oksfordzkiego kolegium All Souls: bene nati, bene vestiti et mediocriter docti (dobrze urodzeni, dobrze odziani, przeciętnie wykształceni), i do dziś nie została odwołana. W związku z tym przeciętny dżentelmen (o ile nie jest to oksymoron) nie przykłada dużej wagi do czynności intelektualnych, oddając się im dyskretnie. Weźmy rzecz na przykładzie. Otóż drużyna Henryka V, która niosła na kontynent brytyjskie wartości i sos miętowy, nie powalała raczej wykształceniem. Piśmiennych trudno byłoby wśród nich znaleźć, a mimo to każdy z nich był, co do sztuki, dżentelmenem (można to potwierdzić u Szekspira). Jednak z muzyką sprawa jest nieco inna. O ile na początku XV wieku sztuka studiowania pergaminów zarezerwowana byłą raczej dla duchownych i dla wybranych osobników z warstw niższych (tzw. pisarze), o tyle muzyki słuchano z upodobaniem. W końcu jeden z najpopularniejszych utworów muzyki rozrywkowej, Greensleeves, przypisywany jest Henrykowi VIII, a wykonuje się go regularnie do dzisiaj. Już wówczas prawdziwy hit był potęgą. Król Ryszard I miał swojego Blondela, wśród towarzyszy Robin Hooda (wszyscy co do jednego dżentelmeni) znajdował się minstrel Allan-a-Dale… Dlatego słuchanie muzyki jest sztuką dżentelmeńską co się zowie i chętnie zobaczyłbym więcej na ten temat w kolejnym wydaniu książki Adama Granville’a.

Pomimo tych niewielkich zastrzeżeń, uważam że każdy audiofil godny tego miana powinien zapoznać się z omawianą pozycją literacką. Książka propagująca coś tak nieuchwytnego, jak styl, powinna być przez nas popierana. Czyż bowiem słuchanie pięknej muzyki za pośrednictwem wyszukanych zabawek, w gustownym pomieszczeniu, nie jest również przejawem stylu?"

(Alek Rachwald, Hi-Fi i Muzyka)

  • Oceniam pozytywnie 2

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To jest felieton zamieszczony kilka miesięcy temu w czasopismie Hi-Fi i Muzyka, stanowiący zasadniczo recenzję książki Granville'a na użytek czytelników HFM. Ale ponieważ ma się zarówno ku tematyce tego forum w ogóle, jak i wątku w szczególności, wkleiłem go tu. Słowem ekselan, szarman, manifik - jak mawiał bohater jednej książki Strugackich.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cóż, w sumie każdy człowiek, który jest w miarę dobrze ubrany, dobrze umyty i zważa na uczucia innych może być dżentelmenem. Kiedyś kryterium była niezależność finansowa rozumiana jako utrzymywanie się bez pracy zarobkowej, jednak stopniowe rozplenienie się wśród sfer wyższych takich zawodów jak lekarz, pisarz czy prawnik położyło kres temu przesądowi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.