Jump to content

damiance

Stowarzyszenie
  • Content Count

    5,828
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    33

Everything posted by damiance

  1. damiance

    damskie torby i torebki

    moje drogie Panie, pozwalam sobie zainicjować temat ciekawą torebką marki Fendi z linii Peekaboo. kwiatowy gobelin z zewnątrz, wewnątrz torebki różowa podszewka ze skóry.
  2. damiance

    Dysputy ekonomiczne

    Polecam bardzo edukacyjny wywiad:
  3. damiance

    Producenci, marki butów: Prime Shoes

    odwiedziłem dzisiaj outlet Baumler i Prime Shoes, reklamowany kilka dni temu w "ogłoszeniach" i było warto: poniżej Prime Shoes LINTZ ciemny brąz. Podeszwy, grube 8 mm, szyte goodyearem. Buty nawet w regularnej cenie to dobra oferta, nie wspominając o cenie jaką zapłaciłem. Z innych ciekawostek - duży wybór garniturów (między innymi oglądałem garnitur z materiału Zegna 150') i marynarek. Amatorzy czystego kaszmiru z Włoch mogą się tam wybrać po długie płaszcze. Ponadto koszule, paski, kurtki oraz dział sportowy, na który już nie miałem czasu ... Uploaded with ImageShack.us Uploaded with ImageShack.us Uploaded with ImageShack.us
  4. Koleżanki, Koledzy, chcąc zgłębić nieznany temat trzeba sięgnąć do pewnego źródła. Specjalnie dla Buta w Butonierce, naszym przewodnikiem po świecie perfum jest - zaproszony przeze mnie do wywiadu - Pan Marcin Veith. Ojciec-założyciel forum internetowego Perfuforum.pl, bloger znany zapewne niejednemu z Was jako Fqjcior. Zapraszam do lektury pasjonującej opowieści! Damian foto: Damiance Panie Marcinie, skąd pojawiło się u Pana zainteresowanie tematyką perfumeryjną? Z perspektywy męskich zainteresowań to przecież bardzo niszowe hobby. Rzeczywiście znani raczej z zamiłowania do szybkich aut, piłki nożnej i wędkowania mężczyźni niezmiernie rzadko oddają się perfumowemu hobby. Nawet jeśli perfumy nie są im obojętne, przyznawanie się do tego zwykle uważają – błędnie moim zdaniem- jako ujmę na męskim ego. Na szczęście powolutku się to zmienia, co mnie bardzo cieszy. Dla mnie perfumy były ważne od zawsze, tzn. od kiedy pamiętam. Nie umiem wytłumaczyć, dlaczego, ale już jako 10 letnie dziecko chciałem mieć i miałem swoje pachnidło (a było to „Zielonej Jabłuszko” produkcji Polleny), a zapachu „Old Spice”, którego używał znajomy moich rodziców, nie zapomnę nigdy (a trzeba pamiętać, że były to lata 80-te ubiegłego wieku, gdy na dobre perfumy mało kto mógł sobie pozwolić, a dostępne były wyłącznie za dewizy w Pewexie czy w Baltonie i to też tylko niektóre). Dziś z perspektywy czasu stwierdzam, że przyczyną mojego zainteresowania perfumami było prawdopodobnie połączenie dużej czułości na bodźce zapachowe z ogólną wrażliwością estetyczną. Podziwiam i potrafię docenić oraz podziwiam wszystko, co subiektywnie oceniam jako piękne – nie tylko wonie, ale i muzykę, film, krajobraz, przedmiot, a także piękną kobietę… Co ciekawe, to nie było nigdy tak, że interesowały mnie zapachy per se. Nie. Od początku chodziło o perfumy. Miały w sobie niezwykłą magię. Poruszały mnie. Zauważyłem też, że miały przemożny wpływ na moje postrzeganie osób je noszących i na przywoływanie wspomnień. Wciąż uważam, że poprzez odpowiedni dobór perfum możemy zmienić sposób, w jaki jesteśmy odbierani przez otoczenie, możemy też wpływać na własną ocenę swojej osoby. Co więcej - perfumy potrafią natychmiast przywołać nawet odległe wspomnienia. To jest niesamowite. Kim są użytkownicy założonego przez Pana Perfuforum, czy spotykacie się w świecie realnym? Specyfiką świata wirtualnego, a w takim przecież funkcjonuje moje forum, jest duża anonimowość jego użytkowników. Osobiście nie znam żadnego usera Perfumforum. Niewiele także potrafię o nich powiedzieć, poza tym, że to wspaniała grupach prawdziwych entuzjastów perfum, miłośników tematyki, ludzi bardzo wrażliwych, którzy potrafią nie tylko niezwykle opisywać pachnidła i swoje wrażenia z nimi związane, ale także toczyć poważne spory na ich temat! Członkowie Perfuforum są w różnym wieku, od młodego po dojrzały, a ich różne punkty widzenia pięknie się uzupełniają. Wiem, że jest pewna mała grupa, której udało się co najmniej raz spotkać „w realu”. To naprawdę miłe, że poprzez tę wspólną zapachową pasję dotarli do siebie i nawiązali prawdziwe znajomości. Czy znany jest moment, w historii świata, w którym pojawiają się męskie perfumy? Czy różniły się znacząco od współczesnych produktów? Cóż, ten moment trudno dokładnie sprecyzować. Od swojego początku (w Europie należy przyjąć rok 1370 czyli datę powstania Wody Królowej Węgier, pierwszych w znanej historii perfum na nośniku alkoholowym) perfumy nie były przyporządkowane płci. Nawet słynne kolońskie używane były zarówno przez mężczyzn, jak i kobiety, a o fakcie ich używania decydowała nie tyle płeć, ile zamożność i pozycja społeczna. Tak było do wieku XX, ściślej do jego początków, gdy pośród przytłaczającej przewagi perfum dedykowanych kobietom pojawiły się pierwsze pachnidła dla panów, co producenci już wówczas starali się zaznaczyć w ich nazwie: Guerlain „Mouchoir de Monsieur” (1902), Worth „Pour Homme” (1932), Caron „Pour Un Homme” (1934); choć nie zawsze, czego przykładem wspomniany wcześniej „Old Spice” (1938). W kolejnych dekadach powstało wiele wspaniałych męskich pachnideł, ale podział na perfumy męskie i damskie, jaki znamy dziś, utrwalił się już współcześnie (poczynając od lat 80-tych) i jest efektem intensywnego marketingu producentów perfum. Coco Chanel powiedziała, że moda przemija styl pozostaje. Czy w świecie męskich perfum ta sentencja też ma zastosowanie? Jaka, jeżeli w ogóle, rodzina zapachowa zasługuje na miano stylowego, męskiego klasyka? Bez wątpienia sentencja Coco Chanel ma zastosowanie w świecie perfum, także męskich. Nie mam wątpliwości, że na miano stylowego męskiego klaska zasługuje rodzina zapachowa fougere, która swój początek wzięła w zapachu wcale nie pomyślanym jako męski. Fougere Royale (1882) francuskiego domu Houbigant w momencie swego powstania były perfumami absolutnie przełomowymi, ze względu na bezprecedensowe użycie syntetycznie pozyskanej z bobu tonka kumaryny, która w połączeniu z lawendą i mchem dębowym utworzyła wcześniej nieznany akord, który od nazwy perfum nazwano akordem fougere (franc. paproć). Zapach zyskał ogromną popularność właśnie wśród panów i doczekał się niezliczonej liczby naśladowców, z których najbardziej znane to klasyki lat 60 –tych i 70-tych: Azzaro „Pour Homme” (1978), Faberge „Brut” (1964), Paco Rabanne „Pour Homme” (1973). Polski produkt „Brutal” Polleny to także fougere. O tym, że klasyczne fougere to wciąż temat chętnie podejmowany w męskich perfumach, świadczą także nowsze pachnidła: YSL „Rive Gauche Pour Homme” (2003), Penhaligon’s „Sartorial” (2010), „Masculine Pluriel” Maison Francis Kurkdjian (2014). Właśnie ten akord używany był przez dekady do zaperfumowania męskich kosmetyków do golenia, co dodatkowo umocniło postrzeganie go jako zapachu męskiego. Amerykanie zwykli określać tę woń jako „barbershop scent”. Na przestrzeni lat osoby zajmujące się kwalifikowaniem perfum stworzyły na ten użytek co najmniej kilka odmian zapachu fougere, np. aromatic fougere, woody fougere, oriental fougere. Jednak pozycja klasycznego fougere jako symbolu męskości w perfumach wydaje się być niezachwiana i mam nadzieję, że tak pozostanie. Czy stwierdzenie, że współczesne zapachy są mniej trwałe, niż te powiedzmy sprzed 30 lat, jest uzasadnione? I tak, i nie. Jak zwykle nie ma jednej prostej odpowiedzi. Z jednej strony osiągnięcia współczesnej chemii pozwalają na zastosowanie składników syntetycznych bądź pozyskanych w inny nietradycyjny, często technicznie bardzo zaawansowany sposób, które potrafią niemal doskonale utrwalić każdy zapach na skórze (nawet z natury ulotny cytrusowy zapach koloński). Z drugiej zaś strony we współczesnej perfumerii głównonurtowej, która jest niczym innym, tylko potężnym, bardzo dochodowym biznesem ukierunkowanym na szybki zysk i wysokie słupki sprzedaży, dąży się do tego, by zapach nie był zbyt trwały, bo w efekcie spowoduje to szybsze zużycie flakonu i być może zakup kolejnego. Ale nie jest to zasada, gdyż wciąż wiele współcześnie powstających pachnideł charakteryzuje się bardzo dobrą trwałością. Natomiast 30 lat temu mieliśmy połowę lat 80-tych, czyli rozkwit mody na perfumy bardzo mocne, intensywne i zwykle wówczas bardzo trwałe (np. YSL „Kouros” czy Dior „Poison”). Współczesnym zapachom rzeczywiście daleko to tamtych perfumowych bomb! Warto natomiast wiedzieć, że zanim odkryto syntezę aromamolekuł, perfumy komponowane wyłącznie ze składników naturalnych utrwalano głównie piżmami i ambrą. Jednak efekty takiego utrwalania dalekie były od tego, co można osiągnąć obecnie. Kobiety twierdzą, że mężczyzna jest prosty w obsłudze. Jak wobec tego wytłumaczyć mężczyźnie, w nieskomplikowany sposób, architekturę zapachu? Tak, aby mógł z tej wiedzy skorzystać w perfumerii. To bardzo dobre pytanie, a odpowiedź wcale nie jest łatwa. Myślę, że z punktu widzenia mężczyzny – użytkownika perfum ważne jest, by pamiętać, że perfumy to nie tylko to, co czujemy na papierku testując je w perfumerii, ale to przede wszystkim to, co odkrywają przed nami, na naszej skórze, w ciągu kolejnych godzin po ich zaaplikowaniu. Nie można, wprost nie wolno oceniać perfum i podejmować decyzji o ich zakupie na podstawie kilkuminutowego „wwąchiwania” się w papierek. To podstawowy błąd, na który zresztą liczą duże sklepy z perfumami. Zresztą także i producenci perfum robią wszystko, by pierwsze wrażenie, a więc tzw. akord głowy, był jak najbardziej atrakcyjny i zachęcił do zakupu. Jednak pamiętajmy, że jeżeli użyjemy perfum, będziemy nimi pachnieć co najmniej kilka godzin. Powinniśmy widzieć, jak zachowują się one w tym czasie, gdyż poza akordem głowy (trwającym maksymalnie do 2-3 minuty od aplikacji), zwykle zbudowane są z zasadniczej woni zwanej akordem serca (trwa ok. 1-2 godzin), po której przychodzi najdłużej trwająca baza zapachu (nawet kolejne 6-8 godzin). W dobrych perfumach te fazy potrafią się od siebie znacząco różnić. Dlatego dobrze jest przed zakupem perfum zdobyć próbkę albo po prostu użyć danych perfum podczas wizyty w perfumerii i dać sobie czas na ich lepsze poznanie w ciągu dnia czy też wieczoru. Światy męskich i damskich ubrań są wyraźnie rozdzielone. Skąd i kiedy pojawiła się zatem koncepcja zapachów unisex? Czy zatarcie sie podziału jest wynikiem zmian kulturowych, czy doskonałości branży perfumeryjnej w promowaniu zapachów podobających się obu płciom jednocześnie? Myślę, że perfumy uniseks były niezbyt udanym eksperymentem, któremu początek dał Calvin Klein zapachem CK One w 1994 roku. Po czasie widać jednak, że zarówno kobiety, jak i mężczyźni przyzwyczajeni są do podziału perfum na damskie i męskie i – szczególnie panowie – lepiej się czują, gdy sięgają po zapachy właśnie dla nich dedykowane. Uniseks to w perfumerii głównonurtowej dziś już raczej margines. Inaczej sytuacja ma się w tzw. perfumerii niszowej, gdzie niepisaną zasada jest niedzielenie pachnideł na męskie i damskie. Nabywcę perfum niszowych traktuje się jako dużo bardziej świadomego użytkownika, konesera, który swój wybór opiera wyłącznie na tym, co czuje, a nie na wskazaniach zawartych na etykiecie. Skoro mamy piwo rzemieślnicze to czy również dzisiaj dostępne są na rynku zapachy powstające na nieprzemysłową skalę, w czasochłonnym procesie godnym miana "old school"? Tak, jak najbardziej. Ostatnie 10-15 lat to dynamiczny rozwój tzw. perfumerii niszowej, produkowanej na małą skalę, czasem całkowicie ręcznie w prywatnych, domowych pracowniach. To szczególnie ciekawy i wartościowy segment rynku niszowego, który określam jako perfumy artystyczne. Twórcy na własną rękę pozyskują składniki (kupują je lub nawet sami pozyskują z natury), komponują, mieszają, sezonują, butelkują, etykietują swoje dzieła. Zwykle są to perfumiarze samouki, bez odpowiedniego wykształcenia, co jednak wcale nie umniejsza jakości, wartości i urody ich perfum. Wprost przeciwnie. Prowadzą skromny marketing i sprzedaż opierając się na Internecie, a ich sprzymierzeńcami są perfumowe blogi i fora zapachowych entuzjastów. Ich pachnidła powstają tak, jak niegdyś, gdy wytwarzanie perfum było zajęciem rzemieślniczym. Kreatywność nie zna wówczas granic. Charakter tych zapachów wynika wyłącznie z wizji i talentu perfumiarza, a nie z mody, oczekiwań rynku, briefów i ograniczeń budżetowych, tak jak to jest w tzw. mainstreamie. Marki takie jak Tauer Perfumes, Mona Di Orio, Nasomatto, Sonoma Scent Studio, Vero Profumo czy Slumberhouse nie są szerzej znane, a o ich istnieniu wiedzą jedynie koneserzy i maniacy perfum. Obcowanie z ich perfumami to kompletnie inny wymiar zapachowej bajki. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że perfumeria artystyczna oraz mainstreamowa, ta dostępna w sklepach w centrach handlowych, to dwa różne światy. Tu i tu mamy do czynienia z chemiczną mieszanką pachnących składników, jednak zarówno jakość, treść, charakter, jak i wrażenia z ich używania są w obu przypadkach na zupełnie różnym poziomie. Perfumy niszowe są dziś tym, czym ogólnie perfumy były w latach swej świetności. Towarem luksusowym, prawdziwie ekskluzywnym, przeznaczonym dla najbardziej wyrobionych i wymagających klientów. W porównaniu do nich zapachy dostępne w perfumeriach sieciowych określiłbym - lekko przesadzając - jako perfumowy hipermarket. Mają się spodobać wszystkim, przez co tak naprawdę są nijakie i podobne do siebie. To oczywiście uproszczenie, bo rynek perfum jest dużo bardziej zróżnicowany. Obok artisanal perfumes i mainstreamu mamy jeszcze zapachy luksusowe oferowane przez znane marki (np. Chanel Lex Exclusifs, Hermes Hermessence, Dior La Collection Privee) oraz marki niszowe działające na większą skale, dla których perfumy komponują często znani profesjonalni perfumiarze (np. Amouage, Penhaligon’s, L’Artisan Parfumeur, Frederic Malle Editions de Parfums). Te pachnidła nie ustępują niczym perfumom artystycznym, a wręcz często prezentują nawet wyższy poziom, niedostępny nikomu innemu. To prawdziwe Himalaje perfumerii, łączące doskonałe składniki z perfumiarskim mistrzostwem i brakiem ograniczeń dot. cen stosowanych ingrediencji. Cechuje je jednak zwykle warsztatowa poprawność i wysoka estetyka, wynikająca z tego, że są komponowane przez elitę perfumiarzy, ludzi gruntownie wykształconych kierunkowo, którzy nie potrafią w swej twórczości uciec od klasycznych zasad, które im wpojono. W porównaniu do nich tzw. artisanal perfumers to swoiści „rock and rollowcy perfum”, unikający w swej twórczości klasycznych reguł kompozycji. Od nich można spodziewać się dosłownie wszystkiego, nawet zapachu topiących się kabli elektrycznych(!). Forum But w Butonierce odwiedza wielu młodych czytelników, którzy często pytają o porady odnośnie męskich zapachów, bo są na początku swoich olfaktorycznych odkryć. Jak zbudować podstawową kolekcję zapachów? Czym się kierować - marką, nazwiskiem perfumiarza? Czy może Pan wskazać jakieś hity, dyskutowane na Perfuforum, którym warto się przyjrzeć bliżej. Są różne szkoły. Wg jednej z nich mężczyzna powinien pachnieć zawsze tak samo i być wierny jednym perfumom. Najlepiej przez całe życie. Zagwarantuje to bowiem, że stanie się rozpoznawalny poprzez perfumy i będzie się z nimi nieodłącznie kojarzyć. Taka zapachowa sygnatura, podpis. Uważam, że to jednak przesadnie minimalistyczne podejście, do tego strasznie nudne i pozbawiające mężczyznę możliwości wyboru i korzystania z rozmaitości. To tak, jakby wciąż nosić ten sam sweter. Smutne, prawda? Wg innej – znacznie mi bliższej – szkoły, mężczyzna powinien posiadać co najmniej 2-3 zapachy używane w zależności od okazji i okoliczności. Przy ich doborze należy kierować się wyłącznie ich charakterem i jakością. Marka czy nazwisko perfumiarza to sprawy na tym etapie drugorzędne. Jeden z zapachów będzie przeznaczony do codziennego użycia – do szkoły, na uczelnię czy do pracy. Najlepiej by był charakterystyczny, ale nie koniecznie kontrowersyjny. Raczej średniej wagi, niż ciężki. No i trwały przez te przynajmniej 8 godzin. Tu doskonale sprawdzi się zapach z gatunku fougere lub jednego z jego odmian, a także lekki drzewny. Drugi zapach to perfumy wieczorowe, ubierane do wyjścia na imprezę, kolację, do teatru, kina czy na koncert. Tu warto rozejrzeć się na czymś bardziej eleganckim, zmysłowym, intrygującym (np. zapachy balsamiczne, przyprawowe, ambrowe), a nawet kontrowersyjnym (np. zapachy kadzidlane, skórzane, a nawet kwiatowe). Wreszcie trzecie pachnidło miałoby mieć niezobowiązujący, a nawet sportowy charakter, dobrze korespondujący z odpoczynkiem, wolnym czasem czy aktywnością fizyczną. Tu polecam wszelkie wody kolońskie, zapachy wodne czy ozonowe. Jeżeli chodzi o perfumy hity – to każdemu poszukującemu zapachu dla siebie na początek polecam zapoznać się z: Terre d’Hermes, Cartier Declaration, Dior Homme, Dior Homme Sport, Dunhill Icon, Chanel Allure Homme Sport, Bleu de Chanel, YSL L’Homme, Mont Blanc Legend, Bvlgari Man Extreme, Victor & Rolf Spicebomb, Dolce & Gabanna Pour Homme, Davidoff Cool Water, Dior Fahrenheit, Coty Aspen. Dadzą one niezłe pojęcie o współczesnej estetyce męskich perfum. Na zakończenie bardzo proszę o rekomendację zapachu, który kojarzy się Panu z jesienią, mężczyzną w tweedowym garniturze i butach ze skórzaną, skrzypiąca podeszwą. Nie będę tu zbyt odkrywczy: Green Irish Tweed brytyjskiej marki ekskluzywnej Creed. Klasyk i jednocześnie jedne z najdoskonalszych męskich perfum, jakie kiedykolwiek powstały. Genialne i absolutnie ponadczasowe dzieło Pierre’a Bourdona.
  5. Koleżanki (już ze 2 panie mamy na pokładzie?) i koledzy, ciekawy artykuł, nie dokładnie o modzie klasycznej ale warto przeczytać aby się zorientować jak działa światek mody. W tekście jest mowa między innymi o "gwieździe" E. Minge. To samo słyszałem z pierwszej ręki od kolegi który też był na ostatnich pokazach w Paryżu - generalnie niezła ściema .. polecam: http://www.ekawa.net/polak-na-swiatowym-wybiegu/ macie jakieś uwagi po przeczytaniu? pozdrawiam d
  6. forumowa wyszukiwarka milczy na temat tego rzemieślnika. Jak to możliwe? Czy ktoś poznał Pana Włodzisława, wiadomo coś więcej niż płynie z lektury poniższego wywiadu sprzed 3 lat? https://expressilustrowany.pl/lodzki-szewc-czyni-cuda/ar/9796884
  7. damiance

    Humor

    Złotousta minister rodziny, pracy i polityki społecznej, E. Rafalska - wypowiedź dot. ogłoszonego wskaźnika waloryzacji emerytur i rent: "Oczywiście te świadczenia rosną znacznie wolniej niż oczekiwania emerytów, niemniej jednak jest to ten mechanizm waloryzacji, który jest oczekiwany przez emerytów, ponieważ te wyższe świadczenia rosną wolniej, rosną o ten ustawowy wskaźnik, natomiast najniższe świadczenia rosną trochę szybciej." https://www.bankier.pl/wiadomosc/Wskaznik-waloryzacji-emerytur-i-rent-w-2019-r-wyniesie-102-86-proc-4202296.html
  8. damiance

    [Cz.Jamroziński] Rękawiczki

    moim zdaniem Pan Czesław z chęcią by robił ze skóry pekari (lub kapibary) gdyby była dostępna, w szczególności zbliżonej do innych skór, którymi dysponuje. Możliwe, że jego doświadczenia są w dużej mierze związane ze skórami nad którymi trzeba było się nieźle nagimnastykować aby wyciąć odpowiednie fragmenty
  9. damiance

    4000 krawatów i zima 100-lecia

    Dzisiaj o godz.19.40 w TVP Historia "Zima stulecia". Zapraszam w imieniu Grzegorza.
  10. damiance

    4000 krawatów i zima 100-lecia

    Koleżanki i Koledzy, zapraszam do lektury wywiadu z Panem Grzegorzem Sieczkowskim, pisarzem oraz dziennikarzem związanym z TVP Historia, a w przeszłości pracującym między innymi dla „Rzeczpospolitej”, „Życia Warszawy”, „Szpilek” oraz „Playboya”. Z naszej perspektywy istotne jest to, że bohater niniejszego wywiadu był jednym z pionierów tworzących nasze forum oraz stowarzyszenie BwB. Jeżeli znacie bloga „Muzeum krawatów - one day, one tie” to wiecie o kim mowa. Okazją do wywiadu jest najnowsza książka, „Zima stulecia. Portret pamięciowy kataklizmu”. (zdjęcia "zimy stulecia" z Internetu) Grzegorzu, jestem pod wrażeniem Twojego dzieła z pogranicza socjologii, ekonomii, antropologii i historii. Jak doszło do tego, że dopiero teraz, prawie 40 lat po zimie stulecia (1978/79), powstała ta książka? Dlaczego ten wybryk natury zasługuje na zrelacjonowanie? Dziękuję za tak ciepłą ocenę. Pomysłem zainspirował mnie wydawca, a że we mnie się coś iskrzyło na ten temat, to nasze drogi się spotkały i mogłem przystąpić do pracy. Dlaczego o zimie stulecia pisali inni, tego nie wiem. Mogę mówić w swoim imieniu. Był film fabularny Filipa Bajona „Bal na dworcu w Koluszkach” i zbiór opowiadań Sławomira Rogowskiego „Zima stulecia”. Zresztą Bajon i Rogowski są też na stronach mojej książki. Wbrew pozorom zima stulecia nie jest łatwy temat, również od strony czysto warsztatowej. To nie może być wyłącznie opowieść o mrozie i śniegu. Łatwiej zrobić jest film o takiej zimie, napisać duży reportaż do gazety, nawet opowiadanie, ale książkę – reportaż historyczny już trudniej, bo tę opowieść o mrozie i śniegu trzeba uzupełnić o dodatkową narrację. Dla mnie to było też bardzo ważne doświadczenie warsztatowe. W jaki sposób docierałeś do świadków tamtych wydarzeń? Dla mnie zima stulecia była jednym z kilku ważnych doświadczeń pokoleniowych, dlatego świadomie nawiązuję do zdjęcia na okładce, które przedstawia mężczyznę szusującego na nartach biegowych ulicą Marszałkowską przy Królewskiej. Wątek Marszałkowskiej i Warszawy przewija się w wielu historiach, nawet osób spoza Warszawy. Wracając do bohaterów. Przy dokumentowaniu książki zawsze tak jest, że najpierw ma się za mało bohaterów, ale od pewnego momentu zaczyna działać efekt kuli śniegowej. Im bardziej się szuka opowieści, tym więcej osób i historii znajdujemy. Zawsze pomaga przypadek. Spotykasz kogoś na ulicy. Nie rozmawiałeś z człowiekiem kilkanaście lat. On proponuje pójście na kawę. Mówię mu, że śpieszę, bo piszę książkę. On się pyta, o czym. A, o zimie stulecia. I on wtedy mówi, że ktoś to ma świetną historię. Ale niektórych ludzi trzeba specjalnie poszukać, tak jak Janusza Mroza, dyrektora Stołecznego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej w latach 70. i 80. Nie wyobrażałem sobie książki o zimie stulecia bez legendarnego dyrektora Mroza. Znamy się już kilka lat, ale nie znałem Twojej barwnej biografii. Dowiedziałem się, że w trakcie wybuchu tego kataklizmu miałeś 20 lat i pracowałeś jako noszowy bloku operacyjnego chirurgii plastycznej. W jakich okolicznościach zostałeś zaskoczony przez zimę stulecia? Na okładce książki biogram i tak jest za krótki, nie było miejsca na przykład na informację, że w latach siedemdziesiątych byłem w sekcie-komunie o nazwie Świątynia Boża i Barankowa, Apostołów w Duchu i Prawdzie, Początek i Koniec, Alfa i Omega. Byłem tam bardzo krótko, bo mnie wyrzucili. Ale wróćmy do zimy stulecia. Przemierzałem wtedy z jednej imprezy sylwestrowej na drugą. Szczęśliwie – w odróżnieniu od większości ludzi – nie miałem problemów z transportem. Jak stanąłem na przystanku przyjechał tramwaj. Potem milicjantom zarył się w śniegu radiowóz, podwieźli nas, za to, że my im pomogliśmy. Nawet piliśmy z nimi. Wróciliśmy podwiezieni pod sam dom przez karetkę pogotowia. Wtedy ukradłem, wstyd się teraz przyznać, skrzynkę mleka. Butelki popękały, bo mleko było zmrożone, więc obtłukliśmy szkło, rozmroziliśmy mleko, przecedziliśmy przez sitko i spożyliśmy na śniadanie z jarzębiakiem. Od tego czasu nie trawię mleka. Jarzębiak tak. Wielu użytkowników forum – łącznie ze mną – nie pamięta tamtych wydarzeń. Ja pamiętam tylko końcowy okres PRL, jak „najweselszy barak w obozie socjalistycznym” chylił się ku upadkowi. O ile życie w PRL-u było siermiężne, to książka napisana jest z humorem. Czy mogę prosić o przytoczenie najzabawniejszej, Twoim zdaniem, historii? Na mnie największe wrażenie robi historia kilkunastu kilogramów mięsa, które zamarzło w bagażniku samochodu jednego z bohaterów. Zamarzło, bo bagażnik był wilgotny, wcześniej przewożono w nim karpie na święta, a jak próbowano wysuszyć to jeszcze bardziej zamókł. I cały ten mokry bagażnik załadowano mięsem. Właściciel ruszył na Sylwestra do Warszawy, ale nie dojechał, bo śnieg tak zaczął podać, że nie było szans. Miał przymusowy postój, udało mu się gdzieś tam znaleźć nocleg. W tym czasie mięso zamarzło. A to był wtedy towar ogromnej wartości. I to mięso jeździło tak zamrożone aż do wiosny. Gdyby współcześnie nastała taka zima, to czy relacje międzyludzkie wyglądałyby inaczej niż wówczas? Jak to sobie wyobrażasz? Myślę, że dla wielu osób taka zima byłaby wielkim szokiem. Ale trzeba też powiedzieć uczciwie, że taka zima, wszędzie jest klęską żywiołową. Moim zdaniem, byłoby dużo gorzej niż wtedy, bo nikt w ogóle nie myśli, że może coś takiego być. Szok na pewno byłby dużo większy. A ludzie jakby się zachowali? Mam nadzieję, że dobrze. Staram się wierzyć w ludzi. Czy możemy się spodziewać, że TVP Historia pokaże za rok jakiś materiał filmowy przybliżający tamte wydarzenia? Mam nadzieję. Na razie tylko tyle mogę powiedzieć. Z drugiej strony chciałbym też w grudniu promować swoją kolejną książkę na zupełnie inny temat. Ale o tym też jeszcze za wcześnie opowiadać. Odchodząc od tematyki zaprezentowanej w książce, ale pozostając w tematyce naszego forum, czy zechciałbyś podzielić się z forumowiczami Twoją niezwykłą historią związaną z zakupem pewnych butów w jednym z warszawskich sklepów? Opowiadałeś mi o tym wiele lat temu, ale dobrze pamiętam naszą rozmowę bo historia bardzo mnie ubawiła Na początku lat 90. XX wieku kilka warszawskich sklepów "„Cepelia” zamieniło się w coś miedzy outletem, a tanią odzieżą. Sprzedawano ubrania nowe, ale czasami bardzo dziwne. To były włoskie ciuchy. Kupiłem tam parę fajnych rzeczy, na przykład za grosze marynarkę z wielbłądziej wełny. Jakieś koszule. Z kolegą zobaczyliśmy, że maja piękne, czarne wiedenki. Naprawdę bardzo ładne. Wyglądały też na solidne i wygodne. Świetnie leżały na stopie. I na dodatek rewelacyjnie tanie. Buty kupiłem, założyłem i udałem się na suto zakrapiany bilard. Kiedy wracałem siąpił drobny deszczyk, a ja przemierzałem chodnik niepewnym krokiem, ale i tak zauważyłem, że dziwnie kuleję. Spojrzałem na buty. Okazało się, ze nie mam jednego obcasa. Po stu metrach odpadł drugi. Kupiłem trumniaki. Mam drugą historię z butami. Kupowałem kiedyś – około dwudziestu lat temu – dziecku buty w sklepie Bata i zobaczyłem, że są bardzo ładne, męskie buty, za dosłownie grosze. Kupiłem dwie pary. Na drugi dzień włożyłem buty, garnitur, wziąłem też sportową torbę, bo miałem się z żoną spotkać na basenie. I udałem się na spotkanie w centrum Warszawy. Idąc Foksal do SARP-u zauważyłem, że coś mi dziwnie klapie jedna stopa. Okazało się, że podeszwa prawie cała się odkleiła. Na ulicy zdjąłem buty, wyjąłem japonki z torby na basen i założyłem je do garnituru. I tak chodziłem do wieczora. Na drugi dzień założyłem drugą parę i ruszyłem w niej na konferencję. Poważna impreza. Siedzę na niej wsłuchany w mówców i czuję, że o coś nogą zawadzam. Patrzę i myślę sobie: „Co za kretyn podeszwę zostawił”. To była podeszwa od mojego buta. Obie pary wylądowały w koszu na śmieci. A to co mi się przydarzyło opowiedziałem mojej mamie, która się roześmiała i opowiedziała mi, że przed wojną dzieci biegały po ulicach wykrzykując taki wierszyk: „Bata się rozlata, jeden dzień chodzenia, trzy dni klejenia”. Na zakończenia chciałbym zapytać o Twój blog: „Muzeum krawatów - one day, one tie”. Czy kolekcja cały czas się rozwija i czy prawdą jest, że masz ponad 1000 krawatów w kolekcji? To nie prawda. Mam przynajmniej 3500 krawatów. Oficjalnie mówię, że 4000. Nowe cały czas dochodzą. Oczywiście, kilkanaście krawatów się zniszczyło, bo krawat, który jest w blogu, muszę mieć tego dnia na sobie. Takie przyjąłem reguły, chcę żeby krawaty żyły. Kilkanaście rozdałem. Ale przy tej skali, straty są minimalne. Jest też trochę podwójnych, a nawet potrójnych, bo trudno to kontrolować. Część kolekcji, poza blogiem, pokazałem w 2014 podczas wystawy „Codziennie inny krawat (1663)” w warszawskiej Galerii Delfiny. Myślę, że muszę pomyśleć o nowej wystawie. Chętnie – w nie tak odległej przyszłości – ofiarowałbym krawaty do jakiegoś muzeum stroju, ale nie wiem, czy ktoś w Polsce jest czymś takim w ogóle zainteresowany. Rozluźniłoby mi się w domu, zostawiłbym sobie tylko te, które mają dla mnie wartość sentymentalną. I miałbym miejsce na nowe, które w przyszłości znowu bym ofiarował...
  11. damiance

    marka butów: Aubercy / Francja

    Francuska marka butów już była wielokrotnie wspominana na forum, ale nie miała wątku. Sklep przy Rue Vivienne 34, w dzielnicy Bourse, został stworzony w 1935 roku przez Renée i André Aubercy. To był sklep męski, który jeszcze nie specjalizował się wyłącznie w obuwiu. Dopiero w 1956 roku André postanowił stworzyć własny warsztat. (pomiędzy tymi dwiema datami firma prawdopodobnie zlecała produkcję butów; historia na oficjalnej stronie jest raczej tekstem marketingowym niż biografią.) Aktualnie firmę prowadzi jego syn Philippe i jego żona Odette, wspierani przez jego wnuka Xaviera. Aubercy jest podobnież ostatnim z paryskich domów, który zachował swoją niezależność. W ofercie RTW, MTO i Bespoke. https://www.aubercy.com/en/ Poniżej zdjęcie charakterystycznego modelu: Ellipse
  12. Dodaję jeszcze doprecyzowanie, po uzgodnieniu z pracownią: szycie spodni na miarę może być z materiału powierzonego lub zakupionego za pośrednictwem pracowni.
  13. Szanowni forumowicze, zapraszam do udziału w licytacji charytatywnej, sponsorowanej przez pracownię krawiecką TARASENKO TAILORING. Do wylicytowania są spodnie na miarę (szczegóły zostaną opisane przez pracownię w kolejnym wpisie) Regulamin licytacji charytatywnej "But w Butonierce Dzieciom" Użyte terminy Beneficjent: Chełmskie Centrum Pomocy Dziecku i Rodzinie w Chełmie Dostawa Przedmiotu Licytacji: Spotkanie na terenie Trójmiasta (Gdynia) w dowolnym terminie. Minimalna Kwota Postąpienia: 5 PLN Organizator: stowarzyszenie But w Butonierce - Bespoke Social Club Przedmiot Licytacji: Szycie spodni na miarę (z materiału powierzonego lub zakupionego za pośrednictwem pracowni) Przedstawiciel Organizatora: @damiance Sponsor: Tarasenko Tailoring Sergiusz Tarasenko http://tarasenko.eu/ Uczestnik: osoba zarejestrowana na forum "But w Butonierce", biorąca udział w licytacji Wygrywający: Uczestnik, który do Zakończenia Licytacji zadeklarował najwyższą kwotę za Przedmiot Licytacji Zakończenie Licytacji: 09.02.2019, do końca dnia (24:00), według wskazań zegara na forum. ZASADY Sponsor / Uczestnik / Beneficjent akceptuje niniejszy regulamin i zobowiązuje się do przestrzegania jego zapisów. Uczestnik bierze udział w licytacji we własnym imieniu. Uczestnik może podbijać kwotę za Przedmiot Licytacji o kwotę nie mniejszą niż wynosi Minimalna Kwota Postąpienia. Licytacja startuje od kwoty 1 PLN. Obowiązuje Minimalna Kwota Postąpienia. Wygrywający, w ciągu 24 godzin od Zakończenia Licytacji, powiadamia Przedstawiciela Organizatora (forumową wiadomością PW) o adresie email na który ma odbywać się dalsza komunikacja Organizatora i Sponsora z Wygrywającym. [W przypadku braku w/w powiadomienia Organizator może: a) wskazać nowego Wygrywającego (kolejną osobę, która zadeklarowała najwyższa kwotę) lub b ) zakończyć licytację bez wskazania nowego Wygrywającego, co zostanie uzgodnione przez Organizatora ze Sponsorem]. Organizator przekazuje niezwłocznie Wygrywającemu numer rachunku bankowego Beneficjenta wraz z wytycznymi dotyczącymi wykonania przelewu (tytuł przelewu). Wygrywający, w ciągu 48 godzin od otrzymania numeru rachunku Beneficjenta, powiadamia Organizatora o wykonaniu przelewu. [W przypadku braku w/w powiadomienia Organizator może: a) wskazać nowego Wygrywającego (kolejną osobę, która zadeklarowała najwyższa kwotę) lub b ) zakończyć licytację bez wskazania nowego Wygrywającego, co zostanie uzgodnione przez Organizatora ze Sponsorem]. Organizator informuje niezwłocznie Beneficjenta o wysokości kwoty jaka wpłynie na jego rachunek bankowy w związku z licytacją. Komunikacja odbywa się emailowo. Beneficjent informuje niezwłocznie Organizatora o otrzymaniu kwoty przelewu. Organizator Informuje niezwłocznie Sponsora, który uzgadnia z Wygrywającym szczegóły dotyczące Dostawy Przedmiotu Licytacji.
  14. Koledzy, dziękuję za zwrócenie uwagi - poprawione
  15. damiance

    [Cz.Jamroziński] Rękawiczki

    racja, składanie
  16. damiance

    [Cz.Jamroziński] Rękawiczki

    Już z myślą o cieplejszej aurze. Styczeń to świetny miesiąc na realizację zamówień - nie ma takiego tłoku jak pod koniec grudnia. co do skóry: koza
  17. dzięki za spotkanie! Można powiedzieć, że obłożenie stolika 100%, ale zawsze czekamy na kolejne nowe twarze i brak miejsc siedzących plotki z branży (pojawienie się nowej firmy krawieckiej w Warszawie!) zostały niespodziewanie zdominowane przez tematy inwestycyjne i geopolitykę. Dobrze jest spotkać się z ludźmi o zróżnicowanych zainteresowaniach... Na koniec pojawiła się myśl, że kolejne spotkanie powinno się odbyć w mniej tłocznym miejscu i z tematem przewodnim. Może spotkanie z jakimś rzemieślnikiem? do następnego!
  18. damiance

    Dysputy ekonomiczne

    wszystko zależy od ROE / ROI Polecam wczorajszy artykuł z Pulsu Biznesu: https://www.pb.pl/ile-naprawde-zarobisz-kupujac-pod-wynajem-950138
  19. damiance

    Humor

  20. damiance

    Dysputy ekonomiczne

    Nie ma jednej dobrej odpowiedzi na to pytanie. Wszystkie warianty są obarczone ryzykiem i zależy jak te ryzyka wyceniasz / identyfikujesz. Aktualne ceny (średnio) są nominalnie niewiele powyżej cen sprzed dekady (wybuchu kryzysu). To co się teraz dzieje z popytem to składowa głównie większej dostępności mieszkań i skromnej palety inwestycji alternatywnych. Niskie stopy procentowe - prawdopodobnie już aktualnie za niskie (dzięki "rpp") i wciąż istniejący podatek Belki - wypychają ludzi w kierunku takich inwestycji. "Inwestorów" bez doświadczenia. Pytanie tylko o jakie poziomy rentowności walczą inwestujący w nieruchomości? Dla Warszawy jest to ok. 5% p.a. po podatku. [należy założyć puste przebiegi, jakąś amortyzację - o tym się często zapomina]. A kredyt hipoteczny kosztuje powyżej 4%. Poza tym, istnieje ryzyko zwiększenia podatku ryczałtowego od wynajmu a w jakiejś perspektywie, za horyzontem podatek katastralny. Ryzyko demograficzne w dłuższej perspektywie zaciąży na tym rynku [a politycy od kilkunastu lat mantrują o brakujących 3 mln mieszkań ;) ]
×

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.