Byłem w niedziele na koncercie Herbiego Hancocka, fantastyczny, świetna akustyka sali kongresowej, świetni muzycy towarzyszący (Lionel Loueke- gitara, James Genus-bas, Trevor Lawrence- perkusja), świetna muzyka, wspaniałe popisy solowe gitarzysty, fortepianowe solo Hancocka też dla mnie na +, chociaż spotkałem się z opiniami że niby solo było nudne, ale trzeba było się wczuć i było dobre, ale rozumiem tych ludzi, bo poza tym fragmentem koncert był muzycznie czarniejszy od smoły, a w tym konkretnym momencie zabrakło afrykańskiej intensywności i rytmu rodem gdzieś z okolic funku i afrykańskiej muzyki etnicznej który w twórczości tegoż jazzmana jest wręcz permanentnie obecna. Nie zawiodłem się nawet na moment, pełne spektrum możliwości Hancocka od Mwandishi po okres elektroniczny, do tego Hancock w przerwach opowiadał zabawne rzeczy i fantastycznie prowadził show, nawet z testowania vocodera potrafił zrobić element przedstawienia i przejść z niego płynie do utworu. Jak ktoś będzie miał okazję kiedyś to serdecznie polecam występy, warto.