Znam jeden kawał, ale tak mi się podoba, że muszę się podzielić.
Jedzie mężczyzna na wielbłądzie po pustyni. Już trzeci dzień bez picia i jedzenia. Ledwo się na nim trzyma.
Nagle wyprzedza go rowerzysta. Strasznie zdziwiony krzyczy za nim:
- rowerzysto stój! Jak Ty to robisz, że w takim upale tak szybko jedziesz
- to proste, im szybciej jadę, tym jest mi zimniej.
Mężczyzna stwierdził, że to super pomysł, więc zaczął bić i poganiać wielbłąda. Po kilku godzinach wielbłąd nie wytrzymał i padł. Staje nad nim pochylony i mówi:
- o kurwa, zamarzł jebany.
Dziękuje.