swordfishtrombone
Użytkownik-
Postów
3 158 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
10
Typ zawartości
Profile
Forum
Wydarzenia
Treść opublikowana przez swordfishtrombone
-
Czarny to najgorszy możliwy kolor na odd trousers (spodnie do zestawu koordynowanego). Ale jeśli już trzeba je nosić, to najlepiej z czarnymi (nie: brązowymi) butami i grafitową marynarką. Niektórzy "blogerzy" (mam tu na myśli jutjubersów, instagramowców itd.) łączą czarne spodnie/garnitury z butami w kolorze koniakowym. Mnie to odrzuca, ale przyjęło się jako dopuszczalne i poprawne w "blogosferze".
-
W gumowej podeszwie też się przecież ściera nosek (tylko trochę wolniej niż w skórzanej), więc czemu nie.
-
Republic of Ties
swordfishtrombone odpowiedział(a) na Republic of Ties temat w Ogłoszenia rzemieślników i firm
Ja też myślę, że jak knit, to skarpeta. Knit z rójkątną końcówką wygląda jak nieudolna podróbka. "Klasycznym" knitem, którego brakuje, jest knit w pasy (poziome, oczywiście), najlepiej granatowo-białe. Tak w ogóle to ja nigdy nie lubiłem knitów, ale jak te od RoT są tak chwalone i w takiej cenie, to się chyba nie oprę i przetestuję.- 498 odpowiedzi
-
- 1
-
-
- republicofties.com
- krawaty
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Materiały naturalne, sztuczne i syntetyczne - dyskusja
swordfishtrombone odpowiedział(a) na Jamjest temat w Sala klubowa
To nie jest prawda. Już we wspomnianej przeze mnie książce "Dress for success" (John T. Molloy, 1975), w syntetycznych latach siedemdziesiątych (chociaż czy takie syntetyczny były w USA, to nie wiem) autor polecał, żeby w miarę możliwości unikać syntetycznych domieszek. Ja od małego byłem nauczony, że jak garnitur/marynarka (a także koszula, T-shirt czy bielizna), to tylko 100% wełny. Czytałem metki jako gołowąs w czasach, gdy nawet nie słyszałem o Bytomiu, a co dopiero o SuSu (pierwsze lata XXI wieku). -
Tak jest.
-
Yanko, cordovan włoski (japoński) z Comipela.
-
U mnie dziś walka wieczoru (przedpołudnia) cordovan vs. woda. Ponieważ nie pada u mnie jak na złość, postanowiłem zrobić małą symulację deszczu. Eksepryment udokumentowałem: 0. Przed zaaplikowaniem wody (but noszony, niekremowany, więc nie jest jakiś nieskazitelny): 1. Kilka kropel deszczu z kranu: Długo schły, oj długo - ostatnia (wcale nie największa) wchłonęła po dobrych 5 minutach (but leżał, więc nie miała jak spłynąć). 2. Po wchłonięciu: Kiepsko to wygląda, w dotyku szorstkie są te plamy. Pod innym kątem wyglądają na ciemne, ale tylko przez aparat, ja oczami je widzę jako jasne): 3. Po przetarciu gołą ręką (moim zdaniem ma to sens, o ile oczywiście but jest czysty, bo ręka podgrzewa skórę i wosk wychodzi). Nie widać tego bardzo, ale jest jakby trochę lepiej: 4. W ruch idzie szczotka, intensywne szczotkowanie ok. minuty: 4. I już jest dużo lepiej, ale w tej chwili sobie myślę: spróbuję nałożyć trochę kremu do cordovanu! Po szybkim nałożeniu i minimalnym przepolerowaniu, tyle, żeby but się wchłonął, wygląda tak: 5. Jeszcze całkiem nie znikły, więc szczotkuję intensywnie, intensywnie, intensywnie - kilka dobrych minut. Z każdym ruchem wygląda to lepiej, a ja jestem trochę gruby i leniwy, więc zatrzymuję się, gdy widzę, że rezultat jest zadowalający. Myślę, że na upartego można by osiągnąć wynik jeszcze lepszy: Po mojemu praktycznie znikło, jestem pewien, że gdyby poszczotkować jeszcze, może dodać trochę kremu, znikłoby całkiem. Postanowiłem za to, że po prostu je odstawię i zobaczę, czy sam czas im nie pomoże w tej ostatniej fazie. Moim zdaniem test wypadł pozytywnie. Edit: Dla kronikarskiej dokładności zaznaczę, że między wchłonięciem całkowitym a przetarciem ręką odczekałem ok. 15 minut żeby sprawdzić, czy plamy same nie zaczną schodzić. Nie zaczęły. Cały test trwał (łącznie z tym ok. piętnastominutowym czekaniem i wklejaniem zdjęć) niewiele ponad 30 minut, więc (biorąc pod uwagę, że woda wchłaniała się ok. 5 minut) wszystkie zabiegi zajęły ok. 10 minut (ręka, szczotka, krem, szczotka). Dla mnie (podkreślam: jestem trochę gruby i leniwy) to dość długo, dla kogoś nawykłego do pieszczenia butów - chyba całkiem niedługo.
-
Jako zapalony użytkownik kurtek liddesdale zapewniam, że leży dobrze. Co do czarnych koszul, to czasem zdarza mi się widywać "elegantów", głównie Azjatów, ubranych w całości na czarno, tj. czarny garnitur, koszula, krawat, buty. Jeśli wszystko jest dobrej jakość i pięknie leży, to wieczorową porą taki strój ma swój urok (chociaż sam bym w życiu się tak nie ubrał), tylko pod warunkiem, że ubrania są naprawdę czarne, a nie czarne po dziesięciu praniach...
-
Embassy of Elegance
swordfishtrombone odpowiedział(a) na Embassy of Elegance temat w Ogłoszenia rzemieślników i firm
Niedługo się dowiemy. Na pewno będzie pięknie Nieformalnych krawatów nigdy za wiele, oczywiście, ale u mnie ostatnio krawaty z wełny (melanż) praktycznie nie schodzą z szyi (mam niebieski i purporowy). Pięknie się wiążą i w ogóle miodzio. -
Nie mam pojęcia, ale może to są konstrukcyjnie takie same spinki, jak męskie? Ewentualnie przemyśleć można zamówienie u jubilera, w wersji srebrnej to nie są bardzo drogie rzeczy.
-
Materiały naturalne, sztuczne i syntetyczne - dyskusja
swordfishtrombone odpowiedział(a) na Jamjest temat w Sala klubowa
Ja tam się nie znam na tkaninach, ale wypada też podnieść argument, że syntetyki też są różnej jakości, i że generalnie teraz są lepsze niż kiedyś. Nie bez przyczyny sportowcy (chociaż im akurat nie zależy, żeby się nie spocić, raczej na tym, żeby odzież nie krępowała ruchów) noszą głównie syntetyki. Co do wygody, to akurat niedawno zdałem sobie sprawę, że nie umiem już chodzić w "adidasach", czuję się, jakbym się miał przewrócić, takie miękkie są. Chodzę głównie w butach GYW, casualowo w trampkach converse'a, które też są w środku dość sztywne i twarde, a w dodatku bardzo często je zmieniam, więc stale mam w miarę nowe i tym twardsze. Sport uprawiam w butach Vibram five fingers (na które się przesiadłem w związku z problemami z palcami stóp przy bieganiu), to w zasadzie sama gumowa podeszwa z mocowaniem do stopy, żadnego wypełnienia. Nie jestem ortopedą i nie wiem, czy to dobrze dla moich stóp, ale obecnie mogę chodzić tylko w twardych butach. -
Niejedna stopa jest taka, że dobrać do niej buta RTW, w którym przyszwa się zejdzie, jest zadaniem praktycznie niewykonalnym. Pomijam już, że są stopy "hybrydowe", jak moja, tj, wąskie, ale z wysokim podbiciem lub odwrotnie. RTW raczej tego nie bierze pod uwagę (szerokość kopyt RTW wzrasta wraz z wysokością podbicia).
-
Materiały naturalne, sztuczne i syntetyczne - dyskusja
swordfishtrombone odpowiedział(a) na Jamjest temat w Sala klubowa
Zależy od tkaniny. Na kaszmirowym płaszczu od samego siedzenia (z szacunkiem!) mam na plecach zagniecenia, które są praktycznie nieusuwalne (z bliska widać jakby ślady cuttera, włoski na tkaninie są trwale uszkodzone), mimo kąpieli parowej po każdym noszeniu (na szczęście jeszcze się nie mechaci). Mam też marynarkę z bardzo lekkiej wełny o otwartym splocie (tropik, hopsack), która nie gniecie się w ogóle, choćbym chciał -- ale też była droga, a obawiam się, że długo nie pożyje, bo otwarty splot grozi zaciągnięciami (jak grenadyna fina). Nadal będę utrzymywał, że przy tkaninach tanich (czy szerzej: niedrogich) przeciętny zjadacz chleba będzie częstokroć bardziej zadowolony z domieszki 10% syntetyku, niż z jej braku. -
Jeśli barber, to tylko taki przedwojenny ;). Ja miałem szczęście i w Paryżu takiego znalazłem - zakład należał wcześniej do jego ojca, on sam pracuje w nim (co podkreśla przy każdej wizycie...) od 1968 r. Nie uznaje maszynek elektrycznych (i też urąga na nie przy każdej wizycie), ostatnią nowością w zakładzie jest suszarka. Używa środków od producentów, z którymi współpracował też jego Papa. Dostęp do takich usług to jeden z pozytywów mieszkania we Francji.
-
To długo im zajęło w sumie. No, ale to duże zamówienie, więc nie wybrzydzajmy. Rezerwują sobie 15 dni roboczych.
-
Nic bardziej mylnego. Mężczyzna z ogoloną twarzą to norma od dziesięcioleci, ogolona głowa (pomijając, że mało kto wygląda dobrze ogolony na zero, z wyjątkiem może czarnoskórych) to nadal manifest: poborowy (teraz już poboru nie ma...), chory na raka, przegrał zakład, łobuz, w najlepszym wypadku: pogodzony z łysieniem. Mnie żadna z tych szufladek nie odpowiada.
-
Lubię taką "popieprzoną" muzykę (jestem chyba jedyną osobą w Europie, która ma wszystkie płyty z muzyką Harry'ego Partcha, słucha i się tym chwali), ale Lulu mnie zupełnie, zupełnie nie przekonuje. Właśnie dlatego, że nie jest dość "popieprzone" na alternatywę. A skoro tak rockokowo się zrobiło, to ode mnie piosenka, która - uświadomiłem sobie ostatnio - niesie potężną energię i jest w pewnym sensie cięższa od najcięższego grind core'u: "Tommy the cat" Primusa. Z gościnnym udziałem, a jakże, Toma Waitsa (w roli kota, bo to o Waitsie jest piosenka tak w ogóle). PS: Wiecie, że Les Claypool, ten pan, który w Primusie śpiewa i gra na basie (czyli właściwie robi całego Primusa), uczestniczył w "castingu" na basistę Metalliki po śmierci Cliffa? I podobno został odrzucony, bo był za dobry (co akurat rozumiem, nie zagrzałby długo miejsca w Metallice i tak).
-
Jest OK, jest szansa, że się zejdzie (u mnie akurat nie zaobserwowałem, żeby przyszwa z czasem się schodziła, ale wierzę, że u niektórych tak się dzieje).
-
Biała, błękitna, niebieski candy stripe, może nawet niebieska krata vichy/gingham. Praktycznie każda klasyczna, poza może czerwonym candy stripe.
-
nie pasuje. Koszula jest za ciemna, żeby do czegokolwiek pasowała.
-
To jest dokładnie, dokładnie tak jak z włosami. Jeden umyje szarym mydłem, przeczesze palcami i wygląda jak Don Draper (to niezmiernie rzadkie, o ile istnieje, na naszej szerokości geograficznej, ale np. wśród Hindusów, których spotkałem, przynajmniej połowa tak miała), inny - jak ja - potrzebuje importowanych szamponów, odżywek, płukanek, kosmetyków do stylizacji, masaży - żeby wyglądać ledwie poprawnie. Ja jestem w kwestii brody genetycznym szczęśliwcem. Gdybym nie był, to zamiast kupować przysłowiowy "wyciąg z tego i owego", bym się po prostu ogolił, bo lubię się też golić, tak na mokro, maszynką na żyletki. I taką filozofię wszystkim polecam. 90% brodaczy porządnie ogolonych wyglądałoby lepiej (w tym ja chyba obiektywnie też, ale moda, dobre geny, a ja jestem leniwy, więc mam brodę).
-
@Wessling - tak właśnie sobie tę marynarkę wyobrażam. Nie rozcinałem jej, ale skonstruowana jest w jakiś zacny sposób -- raz mi z jej środka wylazł (wyciągnąłem właściwie) zwierzęcy włos
-
Materiały naturalne, sztuczne i syntetyczne - dyskusja
swordfishtrombone odpowiedział(a) na Jamjest temat w Sala klubowa
HT to świetna rzecz, ale pomijając już cenę, dość casualowa (no i też się idzie porządnie spocić). Gdybym był komiwojażerem, to bym się na pewno w HT nie ubrał, to tkanina myśliwsko-akademicka :). -
Ale ja lubię Niemcy i niemiecki styl . FYI poza Bossem (nr 2), który faktycznie jest niemiecki, reszta to marki angielskie (1, 6) i skandynawskie (3, 4, 5).
-
Materiały naturalne, sztuczne i syntetyczne - dyskusja
swordfishtrombone odpowiedział(a) na Jamjest temat w Sala klubowa
Jest taka (mądra może średnio, ale bardzo popularna w USA swego czasu) książka "Dress for success" (lata 70-te chyba). Autor poleca właśnie dla komiwojażerów (bo wtedy ten zawód jeszcze istniał) garnitury z domieszką poliestru nie ze względu na cenę, a ze względu na gniotliwość i trwałość. Taki komiwojażer pracuje w drodze, jada w drive-inach, więc siłą rzeczy się wygniecie, a nie chce wyglądać na wygniecionego. To właśnie miałem na myśli bardziej niż cenę. Komiwojażerowi garnitur 100% kaszmir się na wiele nie przyda (nawet jeśli go stać), bo po jednym dniu już będzie mocno sfatygowany, a po paru godzinach utraci efekt "wow". Dzisiaj też są ludzie o takim trybie pracy, i dla nich, myślę, sprawdzą się garnitury z poliestrem. Tkaniny naturalne, zwłaszcza te delikatne (kaszmir jest tu idealnym przykładem) są piękne, ale dla ludzi, którzy mają odpowiednio dużą rotację w szafie i mało "ruchliwą" pracę. Chyba, że ktoś (jak ja, ale nie polecam) potrafi uzasadnić ekonomicznie zakup np. płaszcza, który założy się 2-3 razy w sezonie, na szczególne okazje, to wtedy proszę bardzo, niech kupuje dla frajdy, jego pieniądze. Bottom line: zgadzam się z przedmówcami, że w przypadku np. płaszcza domieszka syntetyku bardzo nie przeszkadza. Ale nie dlatego, że jest nieodczuwalna (bo jest, nie oszukujmy się), ale dlatego, że płaszcz na ogół mamy jeden, góra dwa, i chcemy go nosić codziennie lub co drugi dzień przez kilka sezonów, bo drogi. W takiej sytuacji oczywiście, że pół-syntetyk to wybór lepszy niż kaszmir (przyczepiłem się do tego kaszmiru dlatego właśnie, że mam jasny kaszmirowy płaszcz na szczególne okazje, od zeszłego roku założyłem może 5 razy, ani razu nie miałem go w metrze -- jestem zadowolony, bo mam dużo płaszczy, ale jak ktoś kupi taki płaszcz jako pierwszy lub drugi, zadowolony nie będzie).
