Nie ma się co dziwić, że mnóstwo osób wynosi z pracy nienawiść do krawatów. Przez nie tylko z trudem przecież mogą zaczerpnąć tchu, i dopiero rozluźniając węzeł nagle przypominają sobie, jak wielką, choć zazwyczaj niedocenianą przyjemnością, jest oddychanie pełną piersią. Wbrew pozorom ciśnie ich jednak nie krawat, a poczucie przymusu. I ono odbiera też ozdabianiu szyi cały sens, bo kupują na chybił-trafił, zazwyczaj śledzie z poliestru (wbrew naturze!), i zawiązują je niechlujnie, niekiedy tylko raz - na stałe - z cudzą pomocą. Taki krawat nie może wyglądać dobrze, a do tego przecież jest przeznaczony. Niestety, gdy ktoś jest do czegoś zmuszany, od razu to widać.
Nie noszę więc krawatów z poczucia obowiązku. Wybieram je dlatego, że warto. Wymyślono je po to, by przynosiły nieco przyjemności płci pięknej i nam samym - czemu więc miałbym robić sobie z nich narzędzie tortur?