Skocz do zawartości

swordfishtrombone

Użytkownik
  • Postów

    3 158
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    10

Treść opublikowana przez swordfishtrombone

  1. Istotnie, już poprawiam błąd w linku. Sam też na ślub kupiłem cap toe, ale to po to, żeby je potem intensywnie użytkować. Jeśli się kupuje buty na jeden raz, to moim zdaniem bardziej formalne (odpowiednie do smokingu) są buty bez nakładanych nosków. Co do gumy, to - tak jak pisałem - nie musi być opony; sam mam dwie pary butów "do biegania" które są na podeszwie plastikowej, ale wyglądającej dokładnie jak skórzana (oprócz koloru spodu i tego, że się znacznie wolniej wycierają). Marka (dla informacji): Gentleman farmer (już chyba nie istnieje).
  2. Jeśli nie lakierki (faktycznie trudno znaleźć znośną parę w polskich sklepach), to oxfordy; bardziej uroczyste będą bez nakładanego noska. Jak ognia unikaj dziurkowań, ażurów, marszczeń itd - im gładsze, tym lepiej. Np. takie jak te:http://www.markowski.fr/homme/markowski/chaussure-richelieu/richelieu-florian-noir.html (może trochę zbyt czubiaste, zwłaszcza, jeśli jesteś przy kości). Dokładnie takich jak na zdjęciu w Polsce nie dostaniesz, ale szukaj podobnych po sklepach. Może zostanę zlinczowany za to, co powiem, ale nie baw się w skórzaną podeszwę - nie będziesz zadowolony (trzeba o nią dbać, po nocy tańczenia się mocno wytrze itd.) - nie musi być od razu centymetr gumy nalany, ale jakaś plastikowo-gumowa imitacja skóry będzie OK.
  3. Najważniejsze, że dobrze się czujesz. Poprawki na pewno pomogą. Lakierki do czarnego smokingu na wieczór to to, czego szukasz, ale przypilnuj, żeby były czarne (nie jestem pewien koloru tych, które wkleiłeś). Kopyto (kształt buta) wydaje mi się do zaakceptowania, ale trudno ocenić na podstawie tego zdjęcia. Takie moje zdanie.
  4. we francuskim nocibé jest teraz promocja -25% na perfumy (kod łatwy do wygooglowania), ale nie wiem, czy wysyłają do Polski (powinni). Osobiście używam dwóch zapachów: Lalique Equus (chyba mój ulubiony, trudny do dostania we Francji) i Terre d'Hermes (podobny i łatwiejszy do dostania, choć droższy; jest w nim coś bardziej formalnego). Kupuję niemal wyłącznie na lotniskach - w sklepach tylko z kodami promocyjnymi. Uważam, że perfumy są zdecydowanie zbyt drogie...
  5. Ja powiem tylko tyle: odradzam jasnobrązowe brogsy (są mniej uniwersalne), jeśli masz mieć jedną parę, weź ciemny brąz. Zastanów się nad otwartą przyszwą w brogsach, dużo łatwiej się zakłada i zdejmuje. Jeśli chodzi o czarne oxfordy, to te loaki mi się podobają, cena dość przystępna, ale o ich jakości (w porównaniu do innych butów ze średniej półki) niewiele dobrego słyszałem. Ci, co znają się lepiej (czyli większość), powiedzą więcej.
  6. FYI, Markowski właśnie kilka tygodni temu dodał do oferty na stronie internetowej nową, droższą linię Prince Jorge. Pomijając, że nazwa jest moim zdaniem ohydna, buty mają mieć lepszą konstrukcję od głównej linii Markowskiego (skóra anilinowa w miejsce box calf - czy to faktycznie robi różnicę?) i wydłużone noski. Zdjęcia mi się nie podobają, ale w tym tygodniu przejdę się na rue de Paradis i obejrzę - chętnie podzielę się wrażeniami i przekażę obsłudze wszelkie pytania, jeśli ktoś chce jakieś zadać...
  7. Szukam chętnych do zamówienia u pana Donata teczki wzorowanej na tej: http://www.jpmarcellino.com/index.php/classic-satchels/thomas-more-old-school-satchel/thomas-more-1909.html z polskiego juchtu bez podszewki. Cena: ok. 600 zł przy zamówieniu min. 10 egzemplarzy. Chętnych proszę o zgłoszenia na priv lub w temacie: http://forum.butwbutonierce.pl/topic/2642-donat-szukam-chętnych-do-zamówienia-casualowej-teczki-z-juchtu-niedrogo/#entry131145
  8. no właśnie z wierzchu też mi się wydaje, że nie warto przepłacać, ale może ktoś jest innego zdania, chętnie wysłucham. http://www.markowski.fr/homme/markowski/chaussure-richelieu-hubert-noir.html - Markowski, dla porządku. Ponoć między Markowskim a 7ème largeur jest zauważalna różnica w jakości (jeśli chodzi o konstrukcję buta)... 7ème largeur to chyba nawet coś w rodzaju linii de luxe Markowskiego? Dlatego z urzędu Markowskiego odpuściłem, idc od razu do 7ème largeur. A Yanko chętnie bym kupił, ale chyba nie mają sklepu w Paryżu, a nie mam czasu na ewentualne zwroty, dlatego muszę postawić na to, co mogę przymierzyć na miejscu.
  9. Szukam ładnych klasycznych, "konserwatywnych" czarnych oxfordów cap toe. Waham się między dwiema markami: Septième Largeur: http://www.septiemelargeur.fr/eugene-semelle-slim-gomme--forme-199--en-box-calf-noir-p27200-fr.html Crockett & Jones: http://www.crockettandjones.com/product/connaught-black#.U2J-_V58j-Y Chętnie obejrzę coś innego w tym przedziale cenowym (wiem, między 7ème largeur et Crockett&Jones różnica w cenie to 100%: coś między 200 a 400-450 euro), jeśli jest do przymierzenia w Paryżu. Czy różnica w cenie koresponduje z różnicą w jakości? Przeczytałem (na styleforum) opinię, że w przypadku oxfordów cap toe (flagowych butów wielu marek) 100% różnicy w cenie odpowiada 10% różnicy w jakości (taki był wniosek z porównania kilkunastu par z różnych półek cenowych)... Dziękuję za opinie.
  10. Trochę to trwało (Orsonero miał problem z włoskim dostawcą zapięć + dostawa do Francji) ale dziś dostałem wreszcie torbę biglową, o której już pisałem wyżej w tym wątku. Spostrzeżenia: -ładna skóra bydlęca (trochę ciemniejsza niż na zdjęciach - kwestia oświetlenia), nie bardzo gruba, zaskakująco lekka (co docenię z pewnością jak ją czymś wypełnię...) -porządnie uszyta. Wewnątrz (chyba po to, żeby nie dublować zewnętrznego szwu który musiałby przebijać na drugą stronę) obrąbek skóry jest przyklejony do wnętrza torby klejem. Póki się nie odklei, to nie przeszkadza; -bardzo duża (wybrałem model 50 cm) i bardzo pakowna (moja teza o łatwości pakowania się potwierdziła); wydaje mi się, że krótsze modele, choć mniej pakowne, mają ładniejsze proporcje (są mniej podłużne ); przy torbie 50 cm ta proporcja musi być lekko zachwiana przez wzgląd na funkcjonalność; -zamknięcie funkcjonuje dobrze, nie trzeba się z nim siłować, nie trzeszczy, zamyka pewnie, jest miejsce na kłódkę; -usztywniona część torby jest bardzo sztywna - to bardziej kufer niż torba; -ze względu na swoje rozmiary dobra na podróż bez walizki (check-in luggage) - noszenie i tej torby, i 23 kg walizki na dłuższą metę nie jest możliwe. Minusem może być to, że torba nie zamyka się całkowicie (pod zapięciem, po bokach pozostaje kilka cm otwartej przestrzeni) - jeśli nosimy w niej bardzo drobne przedmioty (monety? długopisy?!) i porządnie się wytrzęsie, jest ryzyko, że wypadną. Za to możemy w torbie spokojnie nosić kota, albo niedużego psa, bez ryzyka uduszenia Generalnie jestem zadowolony i mogę tę torbę polecić. Zobaczę, jak się będzie zużywała - nie planuję jej oszczędzać, lubię lekko sfatygowane podróżne torby - nadaje im to charakteru! Razem z torbą wziąłem też niedużą czarną aktówkę ( http://sklep.orsonero.pl/teczka-aktowka-dyplomatka-skorzana-meska-0560-p-34.html ) i jestem (chyba jeszcze bardziej) zadowolony - ładna skóra, bardzo estetyczne wykonanie, porządny uchwyt, na mój komputer (MacBook Air 13) pasuje jak ulał (może na nie szyta?). Niedrogo. Śmiało polecam.
  11. Czułem powołanie w życiu swym na księdza, albo też żołnierski włożyć but, lecz pojąłem że*... buty żołnierskie nie odpowiadają mi ze względów estetycznych. Moim prawdziwym powołaniem jest noszenie klasycznych oxfordów, np. czarnych w wersji cap toe, takich jak te tutaj: http://www.shoepassion.com/formal-shoes/no-543.html. Na próżno prosiłbym o nie Świętego Mikołaja - we Francji, gdzie od lat mieszkam, według zwyczaju wkłada on prezenty... do buta. A przecież nie włoży mi butów do buta (w każdym razie nie w odpowiednim rozmiarze). A jak udowodnić, że mam pasję? Prawnicy wiedzą, że podobny dowód, jak dowód dobrej czy złej wiary jest w praktyce niesłychanie trudny, jeśli nie niemożliwy do przeprowadzenia. Mogę jednak przywołać na świadków kolegów z biura, którzy dobrze wiedzą, że w "wolniejszych" chwilach oddaję się przeglądaniu w Internecie stron Crockett&Jones, John Lobb, Markowski, Septième Largeur... i wcale nie dlatego, że strony xxx są zablokowane (bo nie są). Zaświadczyć o mojej pasji może też ukochana, która wie doskonale, że gdy spacerujemy po Paryżu, muszę zatrzymać się przed wystawą każdego sklepu z klasycznym obuwiem (a nie jest ich mało). Wreszcie sam fakt, iż w piękny sobotni wieczór jak ten dzisiejszy siedzę przed komputerem i piszę o butach, też świadczy o tym, że obuwie to dla mnie więcej niż ochraniacz na skarpety! * Na początku wypowiedzi parafrazuję słowa Romana Kostrzewskiego (KAT).
  12. A ja - jeśli wolno - poradzę koledze tak: oczywiście, ślub jest wydarzeniem bardzo ważnym i na stroju w tym dniu nie należy przesadnie oszczędzać. Niemniej jednak, warto - jak we wszystkim - zachować umiar, wbrew temu co niektórzy mogą sugerować. Na garnitur i buty warto wydać grube tysiące złotych, ale tylko pod warunkiem, że założymy je więcej niż raz. Garnitur z Bytomia (niedawno odwiedziłem ich salon i byłem pozytywnie zaskoczony) po poprawkach na pewno się sprawdzi. Buty z Bexley'a też (czas na przymiarkę i ewentualną wymianę jeszcze jest, skoro ślub w sierpniu). Koszula moim zdaniem też spokojnie wystarczy 'sklepowa'. Zachęciłbym do znacznie droższych zakupów, bo zdaję sobie sprawę, że garnitur z Bytomia i buty z Bexley'a to nie jest szczyt jakości. Sam na ślubny strój wydałem sporo więcej, ale tylko dlatego, że na pewno jeszcze i buty, i garnitur, i koszulę, i krawat nie raz wykorzystam. Skoro kolega PiotreQ! garnitur zakłada rzadko, nawet nie raz w roku - nie ma moim zdaniem sensu wydawać więcej, niż chce wydać. A buty z Salamandra istotnie są brzydkie. I chyba nawet coraz brzydsze (a może to mój gust jest coraz lepszy).
  13. Jak najbardziej się zgadzam; sam mam kilkadziesiąt krawatów i noszę je prawie codziennie, także w zestawach bardzo nieformalnych (matowy jedwab w grochy, duży paisley). Byłem tylko dosyć zdziwiony, gdy odkryłem, że dość uznane marki polecają explicite na ślub dla pana młodego krawat w dość dużą granatową pepitę (Capelli), albo w spore dwukolorowe kwiaty (Hober). To chyba, co te wszystkie krawaty łączy, to kolor (bezpieczne szarości i granaty) i (bardzo) niewielki kontrast (pepita nie jest biało-czarna albo różowo-żółta, a kwiaty też są w odcieniach tła (szarości/srebra)). Czyżby wniosek z tego był taki, że wszystko rozbija się bardziej o kolor/kontrast, ewentualnie wielkość wzoru, niż o sam wzór?... Wiem, że pytania mogą się wydać irytujące i bezcelowe - w pewnym stopniu są, jednak ze względów zawodowych mam obsesję formułowania generalnych i abstrakcyjnych teorii wszystkiego na podstawie materiałów empirycznych - ot, bawi mnie to intelektualnie. I coś mi podpowiada, że niektórych forumowiczów też.
  14. Tak sobie abstrakcyjnie rozważam. Szukam krawata dla pana młodego (bardzo podoba mi się ten z Capelli w granatową pepitkę, ale nie wiem, czy jest odpowiedni pod względem formalności) i skonstatowałem, że wiele solidnych marek krawaciarskich proponuje jako "wedding ties" właśnie bardzo drobne wzory - i to zarówno Włosi, jak i Anglicy. Gdyby to byli tylko Włosi (albo tylko Anglicy), pomyślałbym, że to jakaś lokalna tradycja, ale skoro obaj modowi hegemoni się w tej kwestii zgadzają, to już nie wiem, co myśleć. Dla poparcia moich słów: krawaty ślubne Capelli (http://www.patriziocappelli.it/catalog/index.php?cPath=2_27) i Hobera (ten to dopiero ma fantazję w temacie krawatów ślubnych!): http://www.samhober.com/formal-wedding-silk-ties/ Dzięki za rady.
  15. Dzięki. Mnie, szczerze mówiąc, zawsze się wydawało, że skala formalności krawatów to, mniej więcej: gładki (najbardziej formalny) - skośne pasy - grochy (wliczając w to małe kwiatki i inne motywy z odległości wyglądające jak grochy) - kratki/pepitki - "esy-floresy" (np. paisley) - "rysunki" (np. herby, ale też, choć jeszcze niżej, wszelkiego rodzaju koniki, św. Mikołaje, szczeniaczki itd.). Tak to sobie sam opracowałem na własne potrzeby, a tu się okazuje, że kratki/pepitki to bardzo formalne krawaty, bardziej formalne od gładkich...! Chociaż to pewnie zależy też od wielkości - wzór drobniejszy jest z pewnością bardziej formalny... A bardziej do rzeczy, z ciekawości: Waszym zdaniem krawat w pepitkę albo drobny paisley (zbliżony do grochów) jest naprawdę odpowiedni na ślub? Bardziej niż gładki? Proszę, pomóżcie mi przeorganizować moją hierarchię formalności krawatów! Edit: Chwilę po napisaniu postu zdałem sobie sprawę, że często na formalne okazje zakładam krawat w bardzo drobne grochy (kropki), tak drobne, że widać je tylko z bliska, podobny do tego: http://www.patriziocappelli.it/catalog/product_info.php?cPath=2_27&products_id=185 . Tyle tylko, że uważam go za odpowiedni na formalne okazje właśnie ze względu na to, że mój rozmówca tych grochów nie widzi - widzi gładki krawat...
  16. A co powiecie na taki krawat (np. do białej koszuli i granatowego garnituru w "żabie oczko")? Niby zaindeksowany jako wedding tie, ale czy ujdzie tylko w zestawach bardzo formalnych? http://www.patriziocappelli.it/catalog/product_info.php?cPath=2_27&products_id=648
  17. Odpowiem sobie sam, także dla tych, których może to interesować. Podczas ostatniej wizyty w Polsce odwiedziłem salon Dastan i wrażenia mam następujące: Marka ma design dość odważny jak na polskie warunki, są kolorowe spodnie i marynarki, wszystko to wygląda nawet nieźle na manekinach, ale w rzeczywistości jest z dramatycznie słabych materiałów. Nawet tkaniny teoretycznie w 100% naturalne (np. spodnie 100% bawełny, w ładnych kolorach) są tak cieniutkie i 'dziwne' w dotyku, że przy odrobinie doświadczenia nie ma się wątpliwości, że nie przeżyją pierwszego prania. Przy tym ceny jak na polskie warunki nie są niskie. Prosty przykład: do salonu Dastan wszedłem w kurtce Barbour Liddesdale, kupionej na Country Attire za ok. 100 euro. Pikowana marynarka w podobnym stylu (dobry fit na moją polską, średnioszczupłą, wysoką sylwetkę, biorąc pod uwagę, że rozmiary to M L XL XXL) w Dastanie to 400 zł, czyli prawie tyle samo. Porównanie zewnętrznej tkaniny (chyba nylon w oryginalnym Barbourze vs. poliester w marynarce Dastana) to niebo a ziemia. Nie przesadzę jeśli powiem, że marynarka Dastana wyglądała przy Barbourze jak torebka foliowa przy dobrej jakości torbie skórzanej! Oczywiście wiem, że marynarka z podszewką i kołnierzem z jednej strony, a overcoat Barboura z drugiej to zupełnie inne produkty, ale jednak samą tkaninę porównać można. Podsumuję to tak: Dastana mogę polecić tym, którzy szukają oryginalnego designu za w miarę przystępną cenę (400 zł za marynarkę, 150 za spodnie)... na 2-3 założenia. Oczywiście, jeśli ktoś może wydać 400 zł na marynarkę na kilka założeń, lepiej zrobi, jeśli kupi porządną na kilkaset założeń, za kilkakrotnie większą sumę. Plus dla Dastana za "kaganiec oświaty" - wprowadzenie w miarę odważnej, nieźle dopasowanej mody "pod strzechy" Mazowsza. Wielki minus za jakość. Resztę oceńcie sami.
  18. Przyczyn jest kilka. Po pierwsze wydaje mi się iż fakt, że otwiera się "w całości" (powierzchnia otwarcia odpowiada powierzchni dna, że tak to naukowo ujmę) powoduje, że łatwo do niej wkładać ubrania bez ich gniecenia i potem je wyjmować. Po drugie, wygląda moim zdaniem bardzo ładnie (na zdjęciach, na żywo jeszcze nie widziałem) i cenę ma rozsądną. Po trzecie, często widuję na lotnikach pasażerów z torbami "lekarskimi" (tych co bardziej eleganckich); jest to też jeden z najbardziej tradycyjnych modeli torby weekendowej, więc zakładam, że sprawdzi się w swojej roli. Po czwarte i ostatnie, lubię dodatki "retro" (by nie powiedzieć "vintage") i wydaje mi się, że torba (głównie przez zapięcie) dobrze się w ten styl wkomponowuje. Więcej napiszę jak już dostanę. Dodam tylko, że długo używałem płóciennej torby weekendowej o prawie identycznych rozmiarach i też otwieranej z góry, ale na suwak - sprawdzała się dobrze (choć wolałbym, żeby otwarcie było szersze - patrz wyżej), tylko mocno się już sfatygowała (no i nigdy nie była specjalnie ładna).
  19. ja niedługo zacznę latać z tym: http://sklep.orsonero.pl/duzy-kufer-torba-biglowka-p-934.html .
  20. Ja przymierzam się do zakupu torby biglowej i aktówki w orsonero. Przekonuje mnie to, że mają własną garbarnię, więc relacja jakość-cena może być niezła (przy stosunkowo niskich cenach). Jestem też wielkim fanem skóry juchtowej w kolorze naturalnym - mają bogatą ofertę, mogę polecić juchtowe teczki na nieformalne okazje, pięknie się starzeją. Dam znać czy ich wyroby są na poziomie moich oczekiwań (te ostatnie nie są wygórowane - bądź co bądź są to ceny w granicach 100 euro lub niewiele więcej).
  21. Panowie, Jakiś czas temu natknąłem się na ofertę marki Dastan: www.dastan.pl . Jest to polska firma z "salonami" głównie w powiatowych miastach Mazowsza (z całym szacunkiem dla regionu, z którego sam pochodzę). Od kilku lat już w Polsce nie mieszkam i oferty nie śledzę, ale odnoszę wrażenie, że ten Dastan ma design bardziej "eksperymentalny" czy "odważny" niż Bytom czy Vistula. Kolorystyka jest świeższa, są oryginalne (niekoniecznie dobre) pomysły... nie wiem, jak się przedstawiają ceny (nie wydaje się, żeby sprzedawali w Internecie, co dziwne - dlaczego komuś bardziej się opłaca otwierać "salony" niż prowadzić handel online?) ani jakość materiałów, ale cudów bym się nie spodziewał. Czy ktoś z Was miał styczność z tą marką? Co myślicie o ofercie? W szczególności, jak wam się podoba "flagowa" kurtko-marynarka husky? Zły pomysł? (Byłoby dobrze, gdyby kołnierz i inne aplikacje były z porządnego sztruksu, i gdyby kołnierz można było zapiąć wyżej, ale tak pewnie nie jest). Nieźle też wygląda ciemnogranatowy garnitur z białym obszyciem dziurek - gdyby tak był z lnem i na półpodszewce - ale to pewnie poliester... Klapy w marynarkach na mój gust za wąskie; jest też cieplejsza (grubsza) wersja kurtki husky, które mogłaby się sprawdzić, ale nawet modelowi na stronie dobrali zły rozmiar (dużo za długie rękawy)... Dzięki za opinie.
  22. O krawatach podyskutuję chętnie w wątku o krawatach. Zgodzę się co do negatywnego stereotypu złotych dodatków, i mnie nie był on obcy. Odkąd kilka lat temu zacząłem pracować, zmieniłem kraj, powoli zacząłem zmieniać zdanie. Problem chyba w tym, że złote dodatki muszą mieć historię: wierzcie lub nie, ale złota Omega "po dziadku" albo rodowy sygnet (!) w krajach gdzie materialna tradycja jest kontynuowana nieprzerwanie od wieków naprawdę nie są negatywnie odbierane. W Polsce ktoś ze złotym sygnetem jest odbierany jako "pozer" albo nouveau riche. Chyba całkiem słusznie, bo ilu z nas ma złote dodatki "po dziadku"? Ja nie mam złotych spinek po dziadku (mam dwie pary srebrnych, w tym jedne bardzo ładne, art deco), ale jeśli chcę, żeby mój wnuk takie miał, nie pozostaje mi nic innego jak kupić Okazja jest, spinki są, złoto "w dołku"...
  23. ...nie żebym chciał się kłócić, i nie żebym - przy całym szacunku jakim go darzę - uważał Pana Szarmanta za najwyższy autorytet w tej dziedzinie (chociaż niektóre jego stylizacje podobają mi się bardzo), z tym akurat się zgadzam: Jak (jeśli) przekonam się do publikowania własnych zdjęć w Internecie (co zawodowo ludziom odradzam), wrzucę zdjęcie zestawu na mnie. Póki co poglądowo pokażę tego pana: navy-suit-with-gold-tie.jpg , i tego pana: Gold-Tie.jpg . Absolutnie się nie zgadzam ze stwierdzeniem iż wyglądają jak z targów ślubnych (choć ten pierwszy przesadził ze złotą poszetką), a obaj noszą złote krawaty. Zresztą rozumiem: ja a priori nie trawię zielonych krawatów (w żadnym odcieniu), a widziałem kilka bardzo udanych zestawów z krawatami np. pistacjowymi. Chociaż sam w życiu bym nie założył, ani nikomu nie polecił. To jak te spinki?
  24. Może - takich mam najwięcej. Dzięki za radę. A jak spinki? Które lepsze?
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.