Temperatura dochodziła do 40 stopni, w kilku pawilonach była niewiarygodna duchota, generalnie spore wyzwanie dla ducha i ciała.
Pierwszego dnia jeszcze się starałem- garnitur, koszula, krawat. Drugiego już bez krawata. Trzeciego wskoczyłem w dzinsy. Na kolejne czerwcowe Pitti pojadę pewnie w mięciutkich driving mock's i cienkiej koszuli. No cóż, tam się jedzie jednak do pracy. Luca Rubinacci, Lino czy Nicola Ricci krążą wokoło "catwalku" czyli placu przy pawilonie centralnym. Dla nich praca oznacza właśnie głownie to- kampania reklamowa niskim kosztem.
Podobnie jak Bartek wcześniej, patrzyłem na Rubinacciego ze sporą dawką sceptycyzmu. Albo mój gust się zmienił, albo jego, ale już tego nie kupuję.