-
Postów
950 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
38
Typ zawartości
Profile
Forum
Wydarzenia
Treść opublikowana przez musa19
-
-
Krawat, krawaty, poszetki, dodatki - cena \ styl \ jakość
musa19 odpowiedział(a) na Mateusz3M temat w Męska elegancja
Tekstu, który rozpoczynając tym zdaniem popełnię, proszę nie traktować absolutnie jako jakiejkolwiek recenzji. To jedynie zbiór luźnych uwag i przemyśleń związanych z moimi ostatnimi krawatowymi zakupami. Tutaj po raz kolejny podkreślę, że totalnie nie interesuje mnie producent, konstrukcja, rodzaj wypełnienia, „magiczność” pochodzenia surowca, itp. – pewnie gdyby nie fakt, że w życiu nie widziałem plastikowego zwisu męskiego, który odpowiadałby mojemu „wzorcowi” krawata, nawet nie za bardzo zwracałbym uwagę na skład. Ja osobiście od krawata oczekuję, że będzie mi się podobał, łatwo się wiązał, nie rozwiązywał w trakcie noszenia, nie mechacił/zaciągał od samego patrzenia na niego i wracał do stanu pierwotnego w miarę rozsądnym czasie. Kiedyś, być może, podsumowałbym stwierdzeniem, że interesuje mnie, aby krawat nie wyglądał „tanio” – ale powiem szczerze, że sam już nie wiem za bardzo, co to znaczy, bo miałem w rękach i wiązałem na szyi krawaty za nieprzyzwoite, moim zdaniem, pieniądze, których w ślepym teście nie odróżniłbym od już nawet nie sieciówkowych, ale wręcz bazarowych wynalazków, a nad którymi zbieracze (kolekcjonerzy?) krawatów rozpływali się w samych achach i ochach. Czyli, podkreślę, nie znam się… i dlatego się wypowiem. Acha, generalnie trzymam się zasady, że nie kupuję krawatów za ponad 300 złotych za sztukę, bo mi szkoda. No tak już mam, mogę wydać te 300 złotych bez żalu na jakieś głupoty, a jak przychodzi do zakupu krawata, to zaczynam mocno powątpiewać w sens takich działań. Zdaję sobie sprawę, że może to części z Kolegów wydawać się dziwne, ale chcę być szczery w tym względzie – choć przyznam, że parę razy na żywo krawat robił na mnie na tyle mocne wrażenie, że zastanawiałem się nad wydaniem ponad dwukrotności wspomnianej kwoty. Odwodził mnie jednak od tego zawsze fakt, że mam krawaty T&A czy N&L, które kosztowały zauważalnie mniej niż wypusty rodzimy marek, takich jak Poszetka czy EoE, a wcale nie pochodziły z rynku wtórnego. Zauważyłem też, choć na pewno nie nazwałbym tego regułą, że jeśli chodzi o właściwości „użytkowe”, to bardziej odpowiadają mi produkty angielskie i, choćby nasze rodzimie, polskie, niż włoskie – a przyczyną tego stanu rzeczy jest fakt, że nie obchodzę się z krawatami łagodnie, tzn. z jednej strony bardzo mocno zawiązuję krawat (czasami aż słyszę, jak jęczy), a z drugiej nie wykazuję się ani delikatnością, ani cierpliwością w jego rozwiązywaniu, czego skutkiem nie raz było już, że nić pękała/naciągała się, a węższa część krawata (końcówka?) deformowała się jak kręgosłup współczesnego nastolatka. W opisanym zakresie wyroby z metką „made in England” dają sobą pomiatać dużo bardziej niż włoszczyzna. W jakimś amoku przedświątecznym, korzystając z wyprzedaży, przecen, czarnych piątków, cyfrowych poniedziałków (jak się okazało całego chyba miesiąca) pozamawiałem kilka krawatów z różnych źródeł: 4 szt. z Dignito, 2 szt. z New&Lingwood, 2 szt. z Drake’s, i 2 szt. z Viola Milano. Najbardziej zaszalałem z Dignito, ale powodem tego jest fakt, że po latach noszenia bardzo stonowanych krawatów wróciła mi olbrzymia ochota na ornamenty, a dodatkowo dostałem na zakupy spory rabat, co zakup uczyniło dla mnie atrakcyjnym, bo powiem szczerze, że w cenie regularnej bym tych krawatów nie kupił – nie dlatego, że są złe, bo jest wręcz przeciwnie, ale z powodów opisanych powyżej (krawaty kosztują znacząco ponad 300 złotych). Jeżeli chodzi o wszystkie 10 wspominanych tutaj krawatów, to jakościowo, moim zdaniem, nie ma między nimi większych różnic – wszystkie wykonane są bardzo starannie, solidnie i nie „tanio” – ale też żaden nie wywołuje u mnie efektu „wow” – choć mam ostatnio, po latach noszenia bardzo stonowanych krawatów, fazę na różnego rodzaju ornamenty i „paisleje” i właśnie takie zamówiłem z Dignito (cztery różne ornamenty) i z N&L (jeden paisley) więc one zwracają większą uwagę osób trzecich (nawiasem mówiąc w krawatach Dignito wolałbym jedwab mniej matowy, może nie błyszczący, ale lekko odbijający światło). Pozostałem krawaty to raczej standardowe regimentale i drobne geometryczne wzory. Jeżeli chodzi o wykrój i moje oczekiwania, to bezapelacyjnie najbliższy ideału jest regimental od N&L, a w cenie zakupu wręcz bezkonkurencyjny (185 złotych z darmową wysyłką), choć ceny bazowej na poziomie ponad 700 złotych w życiu bym za niego nie zapłacił. Wielką, olbrzymią wręcz zaletą tego krawata jest to, że wiąże się go bez najmniejszych problemów, uzyskując efekt niemal symetrycznej „łezki”, co bardzo mi się podoba a do tego jest to zdecydowanie najszerszy ze wszystkich krawatów, w dodatku dosyć szeroki już od samej góry pod węzłem. Krawat bardzo szybko po rozwiązaniu odzyskuje pierwotny kształt, ale jest dosyć sztywny i sprawia trochę (nie z wyglądu ale w dotyku) wrażenie, jakby miał domieszkę sztucznych włókien, choć metka głosi, że to 100% jedwabiu. Na drugim miejscu w kategorii łatwość wiązania w stosunku do uzyskane efektu jest jeden z czterech krawatów Dignito (niestety nie jest to regułą w przypadku krawatów tej firmy i nie wiem dlaczego pozostałe nie wiążą się równie efektownie i efektywnie, bo cechy materiału z którego zostały wykonane poza wzorem wyglądają na podobne jeśli nie identyczne, a i rodzaj wypełnienia jest raczej ten sam). Krawaty Dignito są odrobinę węższe od prezentowanego N&L ale nadal trochę szersze, szczególnie w górnej części niż np. Poszetka. Jeżeli mam do nich jakieś zastrzeżenia, to dosyć długo dochodzą do siebie po wiązaniu – nie powstają trwałe wypaczenia, ale bezpośrednio po noszeniu krawata bardzo trudno jest od razu związać go ponownie, znacznie trudniej niż w momencie kiedy był on rozprostowany. Dużo sobie obiecywałem po krawatach Drake i VM, szczególnie po przejrzeniu wielu pozytywnych opinii w internecie, będącymi czasami wręcz zachwytem nad „jakością w tym przedziale cenowym”, ale powiem szczerze, że krawaty jakich wiele – nie to żeby mnie rozczarowały, ale i na pewno nie uwiodły jakimś tajemnym urokiem – szczególnie teraz jestem w stanie pojąc tak wysokie pozycjonowanie na forum nieodżałowanego EoE, tym bardziej, że w przypadku polskiego producenta mogliśmy liczyć w niższej cenie na prawdziwe krawatowe bespoke. Oczywiście nie mam żadnych zastrzeżeń co do jakości krawatów, choć i tu się niczym na tle omawianej powyżej konkurencji nie wyróżniają (Drake są owszem mniej delikatne na łączeniach i nie ma problemu z szarpaniem węższej końcówki), dodatkowo są zauważalnie węższe (8 cm kontra deklarowane 8,5 w Dignito i N&L) i akurat mnie wiąże się je średnio – jak węzeł wychodzi ok, to mi krótsza końcówka zauważalnie wystaje (nie lubię i tyle), jak końcówka nie wystaje, to węzeł taki dla mnie średnio udany, łezka wychodzi bardzo ładna, ale nigdy symetrycznie, itd. – czyli takie tam pierdoły i problemy pierwszego świata. Jak zanudziłem, to trudno, nikt nie kazał czytać? -
Z żalem jednak muszę przyznać, że Janusz z Hiszpanii nie za bardzo potrafi robić trzewiki - szczególnie problem ma z cholewką w okolicach kostki i powyżej... ;)
-
Islay to jedyne wysokie trzewiki jakie znam, w których czuję buty powyżej kostki tylko i wyłącznie wtedy, kiedy schodzę po schodach - w innych sytuacjach normalnie, jakby kończyły się jak zwykłe półbuty.
-
-
Ponownie AS z linii Exclusive, tym razem w wersji dla Herringa, czyli model Drake. Uwagi co do skóry, podobnie jak w modelu Moore plus tu dodatkowo jeden z najładniejszych odcieni tzw. oxblood, jaki w życiu widziałem (niestety żadne zdjęcia tego nie oddadzą).
-
Dzisiaj AS z linii Exclusive - w nawiązaniu do rozmowy rozpoczętej w innym wątku przy okazji porównań skór stosowanych przez różne marki obuwnicze, powiem, że jak dla mnie jest to spokojnie poziom C&J handgrade. Być może w niedalekiej przyszłości pokuszę się o dokładniejsze opisanie moich wrażeń z użytkowania butów różnych producentów, bo jestem świeżo po eksperymentach "organoleptycznych", do których zachęcił mnie Kolega @Whitesnake. Pozdrawiam.
-
Witaj w klubie? Poza tym ja nie utyskuje, po prostu kopyto 348 niebezpiecznie blisko balansuje na granicy mojej akceptacji smukłości buta, rozumianej jako długość razy "cienkość" - to pewnie dlatego, że do szczupłych i smukłych nie należę, a za najładniejsze buty ze stajni C&J uważam Islay i Pembroke? Ja, niestety, mam tylko swoje (i dzieci, i śmieci)? Ale jako, że pamiętam wątek o tym, czy wypada w Kielmanach chodzić na kebab, spieszę wyjaśnić, że nie chodziło mi o to, żeby butami podkreślać cokolwiek, tylko o fakt, że można je szybko i wygodnie, bez użycia łyżki do butów założyć na stopy - cecha, jak dla mnie, nie do przecenienia? A tymczasem... Vass.
-
Nie rozumiałem "fenomenu" tych butów, dopóki ich nie kupiłem. Długo się nad nimi zastanawiałem, bo ani wyglądem mnie nie urzekały, ani nie przekonywały wykończeniem czy jakością (bez rewelacji, przyznaję). Kiedy je przymierzałem, nie były specjalnie wygodne czy komfortowe, a jednak zewsząd słyszałem na ich temat praktycznie same pochwały od zadowolonych użytkowników (przynajmniej jeśli chodzi o wygodę, bo z wyglądem jak jest, każdy widzi?). A teraz, to poza butami sportowymi mój pierwszy wybór, żeby szybko coś założyć na stopy, bo trzeba choćby wyrzucić śmieci. Marszczą się okropnie, ale zupełnie zapominam o nich, kiedy są na nogach - w zasadzie to takie skarpety, o których istnieniu przypomina tylko twarda podeszwa, izolująca od nawierzchni. Podsumowując, niezbyt urodziwe ale bardzo praktyczne.
-
Nie wiem, dlaczego pochowałem loafersy, bo jak mam rano przypilnować dzieci, żeby się ubrały, czasu mi nie starcza na sznurowanie własnych butów... Znowu to samo. C&J. Praca, praca, praca...
-
Zwinęli się niestety, zanim zdążyłem pokupować u nich krawaty? Pewnie, jak się zamówi bespoke to tak, te z wieszaka to z reguły 8 cm więc bez szału, jak mawiają miłośnicy Podkowińskiego? Moje gratulacje @Vince. A żeby nie było tak zupełnie offtopowo, poniżej mój dzisiejszy kocyk. Wybaczcie dramatyczną jakość, ale wstydzę się prosić kogoś o zdjęcie... Góra: Dół:
-
@Zajac Poziomka, zazdroszczę pogody (albo wytrzymałości na zimno?) - ja wczoraj na spacerze z dziećmi przemarzłem w golfie z merynosów i pikowanej Barbórce...
-
@Kyle, z loafersami dziwna sprawa, bo zasadniczo były (nie)złe w obu (7 i 7,5 UK) rozmiarach, tj. 7 nie cisnęły ale były delikatnie opięte a 7,5 nie spadały z nogi, a jednak jakby minimalnie za obszerne. Biorąc pod uwagę, że 1) buty były zamszowe (wolałbym skórę licową przymierzać, ale mieli oprócz tych zamszowych tylko 7UK w kordowanie - uczucie ściśnięcia było jakby większe), 2) miałem trochę grubszą skarpetę ale jednak buty mierzyłem do południa i nie w sezonie lato/wiosna (stopa ponoć wtedy jest większa objętościowo), 3) loafersy się po czasie "rozklepują" - nie potrafiłem się zdecydować, bo pamiętam, że miałem kiedyś zamszowe tassel loafers od Cheaney (chyba Hubert im było), które też się miały rozbić (wziąłem opięte) a musiałem je oddać, bo choć niby nie cisnęły mocno, z radością zdejmowałem je po dniu noszenia, odczuwając przy tym niekłamaną ulgę. Summa summarum ja z promocji nie skorzystałem (Pembroke w moim rozmiarze też nie mieli), ale cieszę się, że inni mieli więcej szczęścia. Co do informacji o promocji, to nie wiem, dlaczego zadzwonili do mnie, bo do tej pory kupiłem u nich jedynie trzy pary butów i nic więcej. Może wpływ na to miał fakt, że tak samo jak Berg jestem w grupie partnerów biznesowych/sponsorów tego samego klubu sportowego??
-
Dzisiaj, Yanko*. *Kolega @Whitesnakezlecił mi pracę domową, żeby porównać skóry w różnych butach więc je wygrzebałem gdzieś z kartonów... ?
-
Piękne buty, niech się dobrze noszą?
-
-
@Tanatos70, naprawdę zacnie? Przy okazji - szukam krawatów, które tak wyglądają po związaniu z "natury", a nie wspomagane węższą końcówką - ktoś może coś podpowiedzieć?
-
Sympatyczna Pani ze sklepu (chyba Agnieszka?), która zadzwoniła, że są Cavendishe w rozmiarach, które chciałem porównać i przy okazji wspomniała, że może mi je sprzedać 30% taniej?
-
No właśnie przymierzałem w kolorze tan i wydawały mi się trochę za jasne. Z drugiej strony wszędzie na zdjęciach widzę, jak pięknie się starzeją i robią ciemniejsze. Nie wiem tylko, czy to proces naturalny, czy wspomagany kosmetykami - jeśli to drugie, to ja odpadam, bo od "miziania" butów trzymam się z daleka i dla mnie to ostateczność? Tymczasem... G&B William - dowód na to, że dobre nie musi być drogie. Pięć lat za nimi, kosztowały ułamek ceny, jaką z reguły od dłuższego czasu płacę za buty a spisują się wyśmienicie.
-
Dzisiaj i jutro C&J w Bergu z rabatem 30 %.
-
Nie ułatwisz @Mamrot w rozstrzygnięciu dylematu, czy brać je w kolorze ciemnego brązu czy dębiny. A tymczasem, jak dla mnie kultowe Vassy... I podczas ciężkiej pracy...
-
@Krzysiek_W, uważam, że kopyto F jest zauważalnie pojemniejsze, szczególnie jeśli chodzi o podbicie w stosunku do kopyta 915F w Yanko (innych kopyt Yanko niestety nie znam). Moim zdaniem buty Vassa góra w takim samym rozmiarze jak Yanko na 915F (pomimo tego, że za pierwszym razem support Vassa polecał mi buty średnio o półtora, dwa rozmiary większe niż zazwyczaj noszę ?).
-
W jakiś lepszych czasach chyba będziemy musieli zorganizować towarzyskie spotkanie użytkowników Tetbury, żeby porozważać o nowym znaczeniu zwrotu "co się tak marszczysz?"?
-
W sumie nie żałuję, ale ja bardzo długo przekonywałem się do monków w ogóle i ciągle czuję się jakoś nieswojo, szczególnie wtedy, kiedy zakładam je do garnituru??
