Co do Slasha całkowicie zgadzam się z bigbadwoof - nie zagrał nic ciekawego niby? Hmm a projekt Slash bluesballs (bardzo ceniony), Slash's snakepit? -> moim zdaniem super, całkiem ciekawa płyta "Slash" z różnymi wykonawcami, WSPANIAŁE koncerty!
Myles Kennedy nie do wszystkich piosenek gnr pasuje i zdecydowanie wolę w tej roli Axla, dawnego Axla.
A Page to może nie ćpun? -> proszę spójrz na jego oczęta w koncertowej wersji Stairway to heaven... Dosłownie wniebowzięty.
Santana? Santana gra wszystko na jedno kopyto -> wśród gitarzystów jest powiedzonko, że Santana do każdej piosenki gra jedną solówkę Natomiast Slash jest zdecydowanym mistrzem bendingu i vibratio, moim zdaniem w tym nikt go nie przebija. Co prawda technicznie jest na pewno gorszy od dajmy na to Petricciego, Steva Vaia tudzież innych speedfingersów, ale ich muzyka jakoś nie wpada w ucho niestety. Co do Page'a wydaje mi się że także nic od debiutu Led Zeppelin nie wymyślił. Ba! Nawet nie próbował wymyślić...
BTW riff slasha z sweet child o mine został uznany za NAJLEPSZY RIFF WSZECHCZASÓW.
Nie mniej jednak każdego z w/w gitarzystów baaardzo lubię, ale na tym poziomie raczej ciężko określać kto jest lepszy a kto gorszy. Może w danej technice, w szybkości, w improwizacji ktoś być lepszy ale nie staje się przez to lepszym gitarzystą.