Nie mogę dojść do ładu z wymiarami w Lancerto. Nie dla siebie, oczywiście, tylko dla mężczyzny. Po kolei.
Facet jest wymiarowy i naprawdę łatwo coś dobrze leżącego kupić na taką sylwetkę: wzrost 190, klatka 112 cm, talia 98. Ręce proporcjonalne, brzuch nie wystaje, ramiona równe, barki dosyć szerokie (czyli na plecach nie tworzą się w marynarkach pionowe fałdy i nie odznaczają się wkłady na ramionach), nogi szczupłe. Po prostu świetnie wpasowuje się w gotowe rozmiary RTW.
Wynalazłam mu niedawno marynarkę Lancerto z dobrej wełny, wyjątkowo ładną - wzięliśmy w rozmiarze 56 na wzrost 188, w wersji slim. Nieźle leży, dobrze się nosi, nawet kamizelkę da się pod ten slim wcisnąć
Zachęcona urodą marynarki namówiłam mężczyznę na zakup garnituru do pracy, w kroju standardowym, żeby kamizelka swobodnie mieściła się pod spodem. Wybrał w sklepie internetowym rozmiar praktycznie identyczny z własnymi wymiarami, czyli 188/112/98. Przesłano błyskawicznie, dodając bardzo przyzwoity firmowy pokrowiec. Rozmiar na metkach się zgadza, ale tylko na metkach. Rękawy za długie - powinny kończyć się na wysokości trzeciego guzika od dołu rękawa. Ramiona wystają na boki poza naturalne barki, cała marynarka jest bardzo długa i sprawia wrażenie co najmniej o rozmiar na dużej. Za to spodnie idealne we wszystkich wymiarach.
Pierwsza myśl: pomyłka przy wszyciu metek w marynarce. Na stronie Lancerto jest automatyczny Fit Finder. Z ciekawości wpisałam wymiary 190/112/98, dobrałam typ sylwetki, wiek itd. I tu niespodzianka: według tego automatu rozmiar ubrań Lancerto dla wzrostu 190 wychodzi nie 188 tylko 182.
Wniosek: raczej na tym skończymy wysyłkowe zakupy w Lancerto. Coś gdzieś przekombinowali.