Skocz do zawartości

Ekscelencja

Użytkownik
  • Postów

    212
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Ekscelencja

  1. Jak na razie mam dwie koszule od Milera. Z dotychczasowych zakupów leżą na mnie chyba najlepiej. Biały oxford owszem, jest dość grubą tkaniną ale bez przesady, skóry nie zdziera. Druga koszula w granatową vichy jest dla odmiany cieńsza i bardziej miękka (wrażenie potęgują miękki kołnierzyk i mankiety). Tylko jak będziecie chcieli skracać rękawy, przypilnujcie żeby nie skrócili w ten sposób
  2. Masz absolutną rację iksde.
  3. Panie Kolego, sprzedaż spadała.
  4. I moja altana dotarła. To ci niespodzianka! Dziękuję Poszetko i Wesołych Świąt!
  5. Ekscelencja

    Po prostu gotuj!

    Cecina. Weźmiesz ćwierć kilo mąki z ciecierzycy, wymieszasz z 600ml wody, dodasz łyżeczkę soli, pieprzu według uznania i 80ml oliwy. Dokładnie wymieszasz i odstawisz na godzinę. Wylejesz na blachę obłożoną papierem do pieczenia i w 200*C zapieczesz aż placek rumieńców nabierze, co półtora kwadransa zająć powinno. Placek winien być cienki, chrupki na zewnątrz i miękki wewnątrz. Obyś nie zapomniał jeszcze pieprzem świeżym przykryć. Jadło to iście magiczne moce posiada, co poświadczy szybkie jego zniknięcie z talerzy.
  6. Wszystko idzie dobrym torem, żeby poszetki nie podziwiać tylko, zakupiłem pierwszą marynarkę
  7. Jeszcze niedawno marzyłem o poszetce z dokładnie tym obrazem Gierymskiego i proszę! Zamówienie już złożyłem Tylko że wciąż nie mam żadnej marynarki...
  8. Miler ma dość mocny slim (nie robią mi się fałdy w pasie) i rękawy na tyle długie, że w każdej ich koszuli skracam je o ok. 2-3cm. Patrząc jednak na tabelę rozmiarów nie wiem czy nie zbraknie Ci centymetra:
  9. Ekscelencja

    Sprzęt audio

    Znaczy się siedzisz w fotelu, czytasz książkę, oglądasz film i jednocześnie słuchasz muzyki popijając piwo? Tylko Krecik tak potrafił
  10. Islandzki klasyk z rana. Jakbym miał wizualizować to byłoby to coś między chatą w lesie skąpaną w śniegu i słońcu a pierwszymi wiosennymi promieniami słońca.
  11. Dobry żart.
  12. Czyli jak zwykle zacząłem od pupy strony
  13. Nie noszę "jeszcze" bo nie mam żadnej Powoli się przygotowuję do zakupu ale chwilę mi to zajmie. Najpierw się naoglądam żeby wiedzieć do czego zawęzić poszukiwania.
  14. Poszetka to nie problem, bo nie noszę marynarki (jeszcze). Fular wymyśliłem sobie raczej jako dodatek do stylizacji, w której nie będę nosił v-necka. Krawat z samą koszulą jakoś mi się nie widzi, a potrzebowałbym jakieś małe ożywienie przy zestawieniu granatowych spodni i błękitnej koszuli. Bordowy czy fiolet wydaje mi się logiczny w takiej sytuacji, nie wiem jednak jakby się prezentował fular z przewagą niebieskiego w kontrastowy wzór
  15. Czy któryś z poniższych fularów pasuje w jakiś szczególny sposób do błękitnej koszuli?
  16. Gdzie szukać grubszych szalików z drukowanej wełny w podobne motywy:
  17. Koliste jeziora Białorusi Marczewskiego. Tutaj można posłuchać wywiad z Autorem: https://www.polskieradio.pl/8/4801/Artykul/1898572,Koliste-jeziora-Bialorusi-Wschod-slowami-poety
  18. Dobry wieczór. Byłbym wdzięczny za polecenie książek, które by pomogły w orientacji na początek zegarkowej pasji. W ojczystym języku najlepiej. Coś o historii mierzenia czasu, przeglądem marek, jakimiś sensownymi poradami odnośnie używania chronometrów, etc. Chciałbym nabyć choćby podstawową wiedzę na ten temat bez zbędnego siedzenia przed ekranem komputera
  19. Gratuluję Zwycięzcom!
  20. Dziękuję. Chcę mieć na początek jakiś punkt zaczepienia. Rękawy, ramiona i reszta wyjdą w praniu.
  21. W klacie na wdechu mierzę ~102cm z leciutkim luzem. 1. W jakim rozmiarze musiałbym mierzyć marynarkę? 2. W jakim rozmiarze musiałbym dobrać płaszcz? Płaszcze mierzy się wg mierzonej gołej klaty czy jakoś uwzględnia się rozmiar z koszulą, swetrem, etc?
  22. Jeden z tych zespołów, które poznałem dzięki radiowej Trójce. To były jeszcze czasy przez internetami i usługami typu Spotify i last.fm.
  23. Na imię mi Paweł, powoli dobiegam życiowej czterdziestki. Na początku przyznam, że moja fizjonomia nigdy nie przyjaźniła się z materiałami fotoczułymi. To by wyjaśniało małą ilość portretów jakimi męczę świat. Dlatego z tych wszystkich literek wyimaginujecie sobie Państwo co i jak. Pochodzę z ubogiej rodziny, takiej w dodatku bez głowy. Nie miał mi zatem kto wykładać mądrości dotyczących bycia mężczyzną. Jako osoba w miarę pojętna uczyłem się z obserwacji, jednak finanse jakimi dysponowaliśmy skazywały nas na odzież najtańszą. A oznaczało to najtańsze dżinsy produkowane dla dżentelmenów, którym na imię Gargantua chyba było oraz garderobę kupowaną w pewnych sklepach na kilogramy. Tak mijały lata, zmieniały się ustroje, rządy, idole, bieda jednak nas chyba lubiła. Jako nastolatek zacząłem słuchać cięższych odmian metalu i techno. Nie trudno z takiego pomieszania wyobrazić sobie stroje we wszelakich odcieniach czerni z mnóstwem kolorowych akcentów. No ale wszyscy byliśmy w końcu młodzi! Nie pamiętam kiedy wiatry zaczęły wiać w inne strony, pamiętam jednak że pewnego dnia postanowiłem założyć koszulę. Nie było to nic szczególnego, zwykła popelina tonąca w morzu stylistycznej szarości, zapewne jeszcze za duża. Ze zbyt dużymi ciuchami przyjaźniłem się dość długo. Nawet w czasach, kiedy w końcu pojawiła się pierwsza praca. Nie wymagała ode mnie żadnych zasad dotyczących wyglądu. Miałem jedynie siedzieć przy komputerze i projektować. No, czasem przeszedłem się na halę zobaczyć co u szefa produkcji i omówić nowe projekty. Zaczął się czas zakupu ubrań nieco ładniejszych, nawet markowych, ale niekoniecznie dopasowanych do figury i siebie nawzajem. Było skromnie i schludnie. Zmiana pracy i przeprowadzka do stolicy oznaczała przy okazji większy pieniądz jaki mogłem wymienić na ubranie. Wrodzona skromność i filozofia 'to tylko ubranie' powodowały, że ubierałem się już w sklepach goszczących w każdej galerii handlowej. Czekałem na nowe wyprzedaże i wyprzedaże wyprzedaży a ciuch nosiłem dopóty, dopóki się nie rozsypał w przysłowiowy pył. Coś dziwnego zaczęło się dziać w tym, jakże chłodnym roku. Pamiętam że z czystej ciekawości szukałem informacji na temat tego fajnego gadżetu noszonego pod szyją. Dzięki fularowi zacząłem powoli kojarzyć blogi Szarmant i Mr. Vintage. Najciekawsze, że człowiek odżegnujący się od mody i trendów powoli zaczął śledzić blogi modowe. Zaczęły mi się podobać bardziej formalne koszule, chinosy i buty, których nigdy bym nie ubrał poza oficjalnymi okazjami. Zaczęła się najszybsza jak dotąd metamorfoza stylistyczna z jaką miałem do czynienia. Zafascynowany bardziej eleganckimi ciuchami zacząłem bardziej krytycznie przyglądać się swojej szafie. Nagle wyłoniły się z niej koszule z przetartymi mankietami, dżinsy ze zbyt długimi nogawkami, sprane bluzy, wykulkowane skarpetki w kolorach, których nie uświadczysz na żadnej tęczy. Buty natomiast zawierały na swej powierzchni więcej dziur niż skóry, z której zostały uszyte. Torba, w której nosiłem własnoręcznie skrojone kanapki wcale nie była lepsza. Zacząłem od wyrzucenia niemal wszystkiego co miałem. To była doskonała okazja do skompletowania nowej, lepszej garderoby. Po szybkim zdobyciu jakichkolwiek podstaw paru ciuchach kupionych pod wpływem chwili coś zaczęło się stabilizować. Okazało się, że wręcz uwielbiam błękitne, dopasowane koszule. Jeśli są z oksfordu lub lnu to jeszcze lepiej. A kiedy kołnierz zdobią guziki to już w ogóle mam niebo. Przy okazji dowiedziałem się, że XL to było zbyt wiele. Dżinsów zostały mi trzy pary, które noszę w domu. Na co dzień zastąpiłem je chinosami, które szyje mi Benevento. Bawełniane, powyciągane swetry wymieniłem na kilka wełnianych w serek, po który sięgałem jak dotąd jedynie do lodówki. Od jakiegoś czasu zacząłem nawet nosić krawaty. Sportowe buty poszły w kąt, obecnie kończą mi się rozbijać piękne Crownhille The Prague zakupione w znanej i szanowanej Poszetce. Jak dotąd udało mi się obronić przed marynarkami, jednak jesień już coraz głośniej mi szepce, że czegoś mi brakuje... Co będzie jutro? Wiecie Państwo, wciąż ten fular mi po głowie chodzi. A co było przyczynkiem? Chyba wrodzona chęć poznawania, dążenia do perfekcji w każdej dziedzinie mnie interesującej. Tak nauczyłem się robić dobre zdjęcia. Przestałem jeść chemię i nauczyłem się całkiem świetnie gotować. Jedzenie przestało być paliwem a stało się życiową filozofią. Wyrzuciłem długopis i zacząłem władać piórem wiecznym. Bez cienia żalu zacząłem się pozbywać przedmiotów kiepskich, tandetnych na rzecz tych lepszych i kupowanych w znacznie mniejszej ilości. Nawet duchowo stałem się bardziej odporny. Mniej przeszkadza mi pogoda, telemarketerów spławiam już na początku rozmowy i życzę im miłego dnia. Praca w godzinach, kiedy da się coś załatwić stała się przyjemna, nawet ten głośny piesek Pani spod piątki zdaje się milszy. Każdy pozytywny drobiazg składa się na całość zarówno pod względem wizerunku jak i stanu ducha. Wiem, że jestem dopiero na początku drogi do własnego stylu. Myślę, że powyższa metamorfoza stylu to bardziej wynik ewolucji. Wszystko co eleganckie w ubiorze wydarzyło się niespełna w pół roku, co eleganckie umysłowo działo się chyba od zawsze, co było zasługą kochającej matki. To raczej chęć bycia jeszcze bardziej schludnym i eleganckim bez większych ekscesów. Zwłaszcza, że urodził mi się syn i żeby nauczyć go bycia mężczyzną, sam muszę się sporo nauczyć: jak żyć, kim być i jak dobrze wyglądać. To jedno z zadań głowy rodziny, tak to sobie wymyśliłem.
  24. Piątek w biurze:
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.