Skocz do zawartości

Zerth

Użytkownik
  • Postów

    44
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Treść opublikowana przez Zerth

  1. Pani Jolu, Ma Pani rację, że mało która pracownia będzie rozważała nawet zakup takiej maszyny. Dla mniejszych operacji rozsądniej cenowo kształtuje się taka specjalistyczna podszywarka: Panie Piotrze, dziękuję za komentarz. Czekam z niecierpliwością na fotografie konstrukcji marynarek z Pańskiej pracowni.
  2. Pani Jolu, Nie mówię tu o prostej podszywarce Juki. Mówię o tandemie takich cudeniek zajmujących się klapami: (uwaga na tragiczną muzykę w tle) Moje obawy związane z podstawowymi, prostymi podszywarkami jest taka, że nie zawierają one specjalnej podstawy do "roll-paddingu" konstrukcji piersiowej czy klap (Maier/Strobel oferują zwykłe, tańsze podszywarki do ogólnych zastosowań jak i specjalistyczne do pikowania klap i płótna na piersi). Słyszałem i czytałem opinie krawców, że przeszywanie tych elementów "na prosto" powoduje, że tracimy główną zaletę płóciennej konstrukcji, jaką jest nadawanie kształtu i tym samym równie dobrze możemy zastosować klejonkę - efekt będzie ten sam, ale taniej i szybciej. Natomiast rozpowszechnienie, jak Pani twierdzi, podszywarek w zakładach krawieckich tylko potwierdza, że "tutto fatto a mano" to po prostu marketing i próba wyróżnienia się na tle RTW.
  3. Prawdopodobnie nie mają maszyny o której wspomniałem, która pracuje w tandemie i posiada sensory, by właściwie pozycjonować ("widzieć") płótno, którego przeszywanie dokonuje się automatycznie. Zakłady krawieckie korzystają raczej z pojedynczej i prostszej maszyny Strobel/Maier, gdzie tkaninę na zamontowanej podstawie (metalowej lub drewnianej, o odpowiedniej krzywiźnie) przesuwa się ręcznie (czyżbyśmy odkryli reklamowane "szycie ręczne"?). To z kolei wydatek "jedynie" kilkudziesięciu tysięcy złotych i o takiej maszynie znajdującej się u Turbasy prawdopodobnie wspomniał Üxküll. Zawsze można też nabyć maszynę używaną: jest przynajmniej kilka dość popularnych włoskich firm reklamujących się online i sprzedających używane specjalistyczne maszyny do szycia. Większość pewnie pochodzi z zamykanych warsztatów we Włoszech, a tymczasem produkcja jest przenoszona do Chin (czy teraz już Bangladeszu, z powodu rosnących kosztów pracy w Chinach?). .
  4. Üxküll, zapewniam Cię, że nie jest to tylko wiedza teoretyczna. Jednak w temacie praktycznych i namacalnych rezultatów mojej pracy będę miał więcej do powiedzenia, zaprezentowania i zaoferowania w ciągu najbliższych miesięcy. A kuriozalną w epoce Google Street View aferę z nieistniejącym zakładem krawieckim "Petera P." z *Savile Row* pamiętam całkiem dobrze. Zgadzam się z kwestią owczego pędu, choć ten efekt stadny będący wynikiem "pompowania balonów" działa też w drugą stronę, w przeciwnym przedziale cenowym, gdzie budowanie legendy bardzo drogich marek utrwala różne mity, jak pokazuje przykład 'rozpruty' powyżej, i wiąze się z często przesadzoną aurą niesamowitości, która otacza niektóre marki/nazwiska/pracownie.
  5. Zaremba i Turbasa to właśnie "pracownie dla bogatych". Wystarczy spojrzeć na ceny, które dorównują dobrym zakładom krawieckim z Rzymu. Tym samym nie wątpię, że stać ich na odpowiednie maszyny, co zresztą potwierdziło zdjęcie maszynowo obszytego kołnierza marynarki od Zaremby. Inna kwestia, że przytłaczająca większość forumowiczów nie odwiedza krawców, u których uszycie garnituru kosztuje 8000 zł, a raczej tych, którzy żądają 2000 zł. Tak samo jak nie każdy (powiedziałbym wręcz, że bardzo drobna mniejszość) ma tę wiedzę, którą masz Ty czy "weterani tego forum". Nie przyjmuję na siebie roli kapłana czegokolwiek, nikomu nic nie chcę udowadniać ani narzucać konkluzji. Wskazuję na pewne kwestie w nadziei, że czytający zastanowi się i na przyszłość będzie ostrożniejszy w sytuacjach, gdy ktoś będzie próbował mamić go historiami o "fatto a mano", "handmade" czy "całkowicie ręcznym szyciu", które bardzo często "rozmijają" się z prawdą. Nie lubię mitów i właśnie "dmuchania balonów" cudowności rzekomo "fully handmade" bespoke, MTM lub RTW. Natomiast do złośliwostek którymi mnie sowicie obdarzyłeś, nie odniosę się. Nie widzę sensu w tym, by miała tu miejsce kolejna bispołkowa wojenka.
  6. Panie Piotrze, Nie wydaje mi się, żeby w "konfekcji" stosowano wyłącznie ścieg maszynowy łańcuszkowy (chainstitch), a elastyczność była wyłączną domeną szycia ręcznego. Sam chainstitch jest raczej domeną konfekcji, ale niższej klasy (i ceny). Solidne ready-to-wear będzie stosować ściegi maszynowe, które wymagają nieco więcej czasu na uszycie (przeszycie danej powierzchni trwa dłużej), ale nie mają wad najprostszych ściegów maszynowych. Co więcej, część z nich ma za zadanie zapewniać te same zalety, co szycie ręczne. Technologia i specjalistyczne, także komputerowo sterowane i programowalne, maszyny do szycia zrobiły ogromny postęp w ciągu ostatnich kilku dekad. Wystarczy spojrzeć na kilka poniższych zdjęć. Na powyższym przykładzie widzimy koszulę uszytą dwuigłowym maszynowym ściegiem łańcuszkowym (chain stitchem), który rzeczywiście ma tendencję do rozpruwania się/rozchodzenia, gdy wysunie się choć jedna nitka, tak jak ujął to Pan Piotr. Co więcej, w przypadku dwuigłowego ściegu koszulowego, jak powyżej, tkanina znajdująca się pomiędzy dwoma ściegami ma tendencję do brzydkiego marszczenia się, zwłaszcza po kilku praniach. Z kolei "łańcuszek", który widzimy od wewnątrz koszuli i który ociera się o skórę, jest dość gruby, chropowaty i nieprzyjemny w dotyku. Jednak żaden szanujący się producent koszul nie będzie ciął kosztów stosując ścieg łańcuszkowy, jeśli tylko zależy mu na tym, by wyróżnić się na tle taniej i bylejakiej "chińszczyzny" oraz zapewnić odpowiednią jakość produktu. Dla porównania poniżej zdjęcie jednoigłowego ściegu stębnowego (single-needle lockstitch) przeplatający nitkę górną z dolną. Taki lockstitch, dzięki wzajemnym przeplataniu się nici przy każdym wkłuciu igły nie rozpruwa się/rozchodzi w przypadku, gdy nitka w danym miejscu "puści". Co więcej, brak "łańcuszka" po wewnętrznej stronie i płaska struktura ściegu sprawia, że jest on mniej wyczuwalny i drażniący dla skóry. Niestety, sposób widoczny na zdjęciu nie pozwala na użycie maszyny dwuigłowej, lecz wymaga więcej nakładu pracy ręcznej (nie mówię o szyciu ręcznym!) przy podwójnym przeszyciu danej powierzchni (przeszycie, założenie materiału, ponowne przeszycie). Co więcej, lockstitch sam w sobie, ze względu na wzajemne przeplatanie się i "blokowanie" nici wymaga mniejszej prędkości szycia niż chainstitch i stąd masowy ready-to-wear z Chin czy Bangladeszu nie będzie go z zasady stosował. W końcu czas to pieniądz. Jednak przyglądając się koszuli od paryskiego Charvet (także bespoke!) z pewnością zauważycie na zewnętrznej stronie szwów elegancki pojedynczy ścieg, a rzut oka wewnątrz koszuli upewni w konkluzji, że jest to single-needle lockstitch. Istnieją także inne rodzaje maszynowych szwów, które zapewniają te same zalety co szycie ręczne, dając często większą wytrzymałość szwu. Dobrze to obrazują zdjęcia rozprutej marynarki Kiton poniżej: Ten typ szwu/ściegu maszynowego zapewnia elastyczność, która jest niezbędna w łączniu pewnych elementów wysokiej jakości marynarki, najczęściej stosuje się miejscu, gdzie dolna część podszewki marynarki jest przyszyta do właściwej tkaniny zewnętrznej. Pozwala to na większą swobodę ruchów, gdyż tkaniny nie są zszyte "na sztywno" i mogą "poruszać się" razem z noszącym. Tutaj z kolei widzimy klapy, które są pikowane specjalistyczną maszyną, co zapewnia odpowiedni "trójwymiarowy" kształt klap, tzw. "roll", czego nie znajdzie się w garniturze zrobionym całkowicie na klejonce (ale już half-canvas - prawidłowo wykonany - ten efekt zapewnia). Jak widać nie jest tak, że szycie ręczne jest niezastąpione czy też szycie maszynowe koniecznie gorsze od ręcznego. Wszystko zależy od tego, czy dany zakład ma odpowiednie specjalistyczne maszyny do profesjonalnych zastosowań w produkcji męskich garniturów, marynarek, koszul etc. Nie jest to jednak inwestycja, na którą stać każdego. Para maszyn Strobel czy Maier, obsługiwanych naprzemiennie przez jednego operatora, do automatycznego pikowania kołnierzy koszuje kilkaset tysięcy złotych! Kiton w swoim zakładzie posiada cały niezbędny sprzęt, tak samo jak Zegna, Canali, Brioni czy pozostałe włoskie ekskluzywne marki. Drobniejszych krawców na te "fanaberie" nie stać i stąd zostaje igła z nitką lub, co gorsza, podstawowe modele zwykłych maszyn do szycia, która nie nadają się do specjalistycznych zastosowań. Widzę już jednak nadchodzący zarzut od wyznawców bespoke, że bredzę tu (lub "mądrzę" się) na temat ready to wear (przepraszam, "konfekcji"). Już ripostuję - jak wspomniałem, słynne zakłady krawieckie Henry Poole czy A. Caraceni także, jak się okazało, używają tych samych specjalistycznych maszyn do pikowania klap, kołnierza czy konstrukcji z płótna, włosianki i filcu. Nie zdziwiłbym się, gdyby rozpruć marynarkę od Liverano & Liverano, Ripense, Rubinacciego czy kilku innych znanych krawców, okazałoby się, że jest to szycie maszynowe. I nie ma w tym nic złego ani gorszego w stosunku do ręcznego szycia!
  7. Üxküll, swoją opinię o doskonałym stylu i wspaniałych kolorach i wzorach stosowanych przez Zarembę podtrzymuję. Tylko moje wątpliwości nie odnosiły się do stylu, a kwestii technicznych wykonania. A tymczasem uchylam kapelusza weteranowi tego forum. Zawsze przyjemnie mi się czytało "wymądrzanie się" (posłużę się tu pojęciem przez Ciebie użytym) eksperta-weterana bespoke. Nawiasem mówiąc, kwestie konstrukcji to nie jest domena bespoke, stąd nie zgodzę się, że szafa pełna garniturów wyłącznie od (najlepszych) krawców jest niezbędna do tego, by w ogóle zabrać głos.
  8. Kamil, nie powiedziałem, że są marnej jakości. Są wspaniałe, z przepięknymi, grubymi guzikami z autentycznej, australijskiej masy perłowej (a nie tzw. 'trocas' z muszli pośledniej jakości reklamowanych przez producentów jako masa perłowa), wysokiej jakości tkaninami oraz pięknie wykrojonymi kołnierzami. Problem jest tylko z mocno reklamowanymi ręcznymi szwami, które "rozłażą się" łatwiej niż gęsty, mocny, regularny i dokładny szew maszynowy (choć w tym zakresie też producent może zaoszczędzić i koszula nam się "rozleci"). Styleforum czy AskAndyAboutClothes były świadkiem niejednej historii o rozsypujących się koszulach drogich neapolitańskich producentów, Oczywiście takie historie spotykały się czasem z atakami fanatyków "fatto a mano", którzy nakazywali szanować delikatny produkt wysokiej klasy "artystów-rzemieślników" piorąc ręcznie w chłodnej wodzie, używając delikatnych, naturalnych detergentów. Jednak częściej spotykało się to z ironicznymi komentarzami na temat szału "fatto a mano" i tegoż rezultatami. Tymczasem Charvet szyje swoje oburzająco drogie (i niezwkle pożądane przez koneserów!) koszule maszynowo nic sobie nie robiąc z neapolitańskich mód na eksploatowanie szwaczek i ich ręcznej roboty. Niestety nie kolekcjonowałem tych wątków z takimi historiami w zakładkach, a uznawałem je jedynie za przykład owczego pędu, zachowując w pamięci na przyszłość. Polecam wyszukać wg haseł "seams", "napoli", "handmade", "mild soap", "hand washing" . Pozdrawiam
  9. Damiance, nie obrałem sobie za cel odkrywania nowych kontynentów, a raczej odniesienie się do szoku forumowiczów/(-a?) na widok maszynowo przeszytego kołnierza w sposób merytoryczny. Większość osób, jak widać, nie posiada Twojej wiedzy w materii istnienia pewnych kontynentów. Nikogo nie zachęcam do luddyzmu, porzucania i niszczenia maszyn i robienia wszystkiego ręcznie. Jednak wbrew temu co mówisz wciąż są krawcy, którzy na szumne zapewnienia o wykonaniu "hand made" ich garniturów ciężko pracują gęsto wyszywając płótno ich garniturów, nie wyłączając klap czy kołnierza. Gdy kluczowe elementy konstrukcji marynarki przeszywane są maszynowo - czy taki produkt wciąż zasługuje na wszywkę/krajkę (nie lubię tego pojęcia) z dumnym "uszyto ręcznie"? Czy nie jest to nadużycie? Sądzę, że niepotrzebnie podtrzymuje to mity o cudownej i magicznej jakości ręcznego szycia, które bardzo często ma niższą trwałość niż maszynowe i praktycznie zawsze znacznie niższą regularność, co wielu rozumie jako problem estetyczny. Dochodzi do tego, że ten mit utrzymywany przez takie działania/akcje marketingowe sławiące "szycie ręczne" powoduje, że ludzie kupują ręcznie szyte neapolitańskie koszule za niebotyczne pieniądze, by potem wyjmująć je z pralki odkryć ku swemu przerażeniu, że szwy się rozeszły i koszula jest w kawałkach. Albo popadają już w totalny absurd i kupując ręcznie szyte koszule nalegają, że każdy szanujący siebie i swą koszulę gentleman pierze je wyłącznie ręcznie w chłodnej wodzie... Zaciekawiłeś mnie jednak tą dyskusją, którą ponoć odbywaliście już na forum. Bardzo chętnie bym się z nią zapoznał, ale nie udało mi się jej znaleźć. Czy mógłbyś mi ją wskazać? Bardzo chętnie dowiedziałbym się czegoś więcej na temat "skin fusing" i tego jakie marki je stosują w ich garniturach/marynarkach "full canvas".
  10. Bardzo cenne zdjęcie wewnętrznej konstrukcji garniturów Zaremby. Nie spotkałem się z innym zdjęciem, który ujawniałoby co "dzieje" się w środku marynarek szytych w pracowni Zaremby. W Polsce jeszcze nie znalazł się szaleniec, który rozprułby marynarkę za 6000 zł od Zaremby, by pokazać szycie płótna na piersi, w klapach czy kołnierza. Jeffrey Diduch, prowadzący blog http://tuttofattoamano.blogspot.com/, rozpruł już niejedną ekstremalnie drogą marynarkę, by pokazać jej konstrukcję. Rezultatem tej destrukcji najczęściej było zdepytanie marzeń i mitów o garniturach "szytych ręcznie", ponieważ konstrukcja marynarek była najczęściej szyta maszynowo. Nawet najbardziej ekskluzywni krawcy z Savile Row i Włoch, np. Henry Poole czy A. Caraceni z Mediolanu używali maszyn do wykonania tzw. pad-stitching płótna w klapach i we froncie marynarki. Brioni też zawierał ten sam maszynowy pad-stitch. Nie ma w tym nic zdrożnego, jeśli używane są do tego specjalistyczne maszyny marek Maier lub Strobel, które produkują całą gamę maszyn, "blind-stitch" i innych, do poszczególnych elementów marynarki, w tym kołnierza. Prawdopodobnie kołnierz marynarki od Zaremby widoczny na zdjęciu powyżej był wykonany z użyciem takiej właśnie maszyny. Należy pamiętać, że są różne stopnie zautomatyzowania produkcji i z jednej strony mamy garnitury fully-fused (na klejonce), gdzie nie ma nawet kawałka tkaniny przeszytej pad-stitch'em, a linia produkcyjna jest w ogromnym stopniu zautomatyzowana, a z drugiej stroy mamy garnitury szyte na płótnie (full canvas), gdzie nie ma grama klejonki/kleju/chemii, lecz przeszywanie warstw płótna jest dokonywane odpowiednią maszyną blind-stitch przez szwaczkę, która nadaje konstrukcji kształt szyjąc na odpowiednio wybrzuszonej podstawie maszyny. Jeffrey napisał bardzo interesujący post podsumowujący wiedzę, którą zdobył od wielu krawców (sam zresztą też jest krawcem i konsultantem dla przemysłu odzieżowego). Stwierdził w nim, że ręczny pad-stitch nie ma żadnej przewagi nad maszynowym pad-stich'em w formie blind-stitch'a, z możliwym wyjątkiem w przypadku klap marynarki, gdzie jednak różnica na korzyść szycia ręcznego jest drobna, a nakład pracy nieproporcjonalnie większy do korzyści. Garnitur z prestiżowej pracowni St. Andrews (Sartoria Santandrea) nie miał nawet tego specjalistycznego przeszycia blind-stitchem i warstwy płótna były przeszyte zwykłym, najprostszym maszynowym zygzakiem. W tym momencie konstrukcja na płótnie zaczyna tracić sens, ponieważ nie nadaje się w takiej sytuacji odpowiedniego kształtu wewnętrznej konstrukcji i tym samym half-canvass z dobrą klejonką da zbliżony efekt. Co jeszcze ciekawsze, i raczej nie do końca zgłębione (a przynajmniej jest to wiedza niedostępna dla niewtajemniczonych), jest wynalazek ostatnich dekad/lat - skin fusing. Coraz popularniejsze staje się w garniturach określanych jako "full canvas" używanie bardzo lekkiej (cienkiej) klejonki w marynarce obok płótna (nie zamiast, jak ma to miejsce przy marynarkach fully fused). Współczesne lekkie tkaniny, które wyparły bardzo ciężkie wełny z dawnych lat źle znoszą tradycyjną konstrukcję wyłącznie na płótnie, ponieważ bardzo nieestetycznie się marszczą i garnitur z takiej wełny np. 260, 280g może wyglądać bardzo nieelegancko. Dodatek "skin fusing", tej lekkiej klejonki w całej długości przodu marynarki, stabilizuje tkaninę i przeciwdziała marszczeniu się czy innym nieestetycznym defektom wynikających np. ze zruszonej konstrukcji płóciennej. PS. Przypomniałem sobie jeszcze zdjęcia z rozprucia marynarki marki Kiton, której ceny są absurdalnie wysokie, a same garnitury reklamowane jako "całkowicie ręcznie robione/szyte" czy też "fatto a mano". Krawiec, który dokonywał i dokumentował całą operację był ogromnie ubawiony tym, że ten "handmade product" miał płótno we froncie marynarki przeszywane zwykłym maszynowym zygzakiem, a kołnierz i klapy maszynowym blind-stitchem. Takim właśnie jak widzicie na zdjęciu kołnierza marynarki od Zaremby. Czy więc rzeczywiście ta histeria na punkcie "ręcznej roboty" ma jakiekolwiek racjonalne podstawy? Inna kwestia czy pracownia pana Macieja Zaremby nie wprowadza klientów w błąd reklamując swoje produkty jako ręcznie uszyte (i wszywając metki o takiej treści)? Kiton w swoich garniturach oferuje przynajmniej ręcznie obszyte dziurki od guzików. Czy garnitury od Zaremby mają maszynowo obszywane dziurki czy też są obszywane ręcznie (z użyciem igły w dłoni szwaczki, a nie maszyny...) jedwabną nicią, tak jak to robi Kiton, Brioni etc.?
  11. Zerth

    Klubowe pogawędki

    Panowie, jako tenże "Adrian, student prawa" z krótkiego wideo zamieszczonego na poprzedniej stronie chciałbym napisać kilka słów od siebie, tła bądź rozwinięcia. Dyskusji z internetowymi haterami na forum Gazety Wyborczej się nie podejmuję, bo byłoby to absolutnie bezcelowe. Natomiast wierzę, że tutaj wytłumaczenie zostanie chociaż wysłuchane/przeczytane. Zacznę od tego, że rozmowa została przeprowadzona, gdy pędziłem z jednych zajęc na kolejne na kampus główny na Krakowskim Przedmieściu. Stąd kawa (nie z Coffeeheaven ani Starbucksa, co gdzieniegdzie mi zarzucano) i stąd mokasyny, które zdążyły już złapać brudu i pyłu. Zostałem niejako "wyciągnięty" z tłumu i poproszono mnie o kilka minut rozmowy i pomimo mojego oporu z racji braku czasu obsiadło mnie dwóch kamerzystów i fotograf + pani redaktor. Niestety sama rozmowa została odpowiednio przycięta i zmontowana, a komentarz, którym opatrzony został materiał, nadaje określony wydźwięk całemu "mikro-wywiadowi". Nie poproszono mnie nawet o autoryzację, a zapewniam, że gdybym wiedział, że pani redaktor miała już w głowie wizję tego, co chce sprzedać i w jakim świetle zostanie wszystko przedstawione zdecydowanie bym jej odmówił. "Klasyczna elegancja", "jakość" czy "dandys" to komentarze, słowa i pomysły jakie redakcja chciała marketingować i dlatego też nimi się posłużyła. Z pewnością miło mi było, gdy zostałem wybrany z tłumu osób, których budżet na odzież kilkudziesięciokrotnie przewyższa mój. Tym milej usłyszeć z ust kobiety-redaktor określenie oznaczające, za słownikiem pwn.pl, "mężczyznę o wyszukanym sposobie ubierania się", tj. dandys. Jednakże zdaję sobie sprawę, że ten zwrot może wywoływać negatywne konotacje, o czym wspomniałem podczas rozmowy. Jak sądzę, nie pomyliłem się, obserwując reakcje na stronie lula.pl. W pełni zdaję sobie sprawę z tego, że koneserzy i prawdziwi dżentelmeni mogą patrzeć na studenckie wysiłki z politowaniem, gdyż ani zmęczone Aldo ani Wólczanka nie wzbudzi zachwytów osób, które mają do czynienia na co dzień z prawdziwą jakością i nienagannym "fitem". Zgadzam się w pełni także z tym, że do Winstona bardzo mi daleko. Na swoje usprawiedliwienie mam jednak to, że Winston dysponuje znacznym budżetem na układanie swoich stylizacji. Ja natomiast zupełnie przeciwnie. Wszystkie elementy mojego ubioru były kupione wyłącznie na przecenach -70%. Co więcej, był to codzienny ubiór na temperaturę oscylującą w okolicach 30 stopni celsjusza, więc marynarkę zdecydowałem się zdjąć. Niestety wciąż nie zrealizowałem swoich marzeń o marynarce z mieszanki lnu i moheru, bądź tropiku, stąd ten kompromis, by przeżyć cały dzień w biegu między budynkami wydziału prawa. Oczywiście za dwa, trzy lata, wraz z rosnącym budżetem, będę bliżej skompletowania szafy pozwalającej na stylizacje rodem z bloga Macaroniego czy też Pitti Uomo. Aktualnie jednak ograniczenia studenckiego budżetu nie pozwalają na zbyt wiele. Sądzę jednak, że w tych ramach staram się iść w dobrym kierunku i zbalansować stosunek koszt/efekt końcowy. Natomiast letnie, cienkie i kolorowe skarpety do mokasynów zgodnie z moją wiedzą są akceptowalne zarówno przez włoskich dandysów (ryzykowne określenie...) jak i zagraniczną prasę o męskim stylu i elegancji (przynajmniej część o której wiem). Nie wspominając o względach praktycznych przemawiających przeciwko bosej stopie w skórzanych butach. Oczywiście posiadam także skarpety-stopki, choć akurat tego dnia wybrałem pełne. Odpowiadając na pytanie, które padło w wątku: krawat był zawiązany double four-in handem, choć węzęł od porannego zawiązania zdążył już nieco stracić pierwotny kształt. Pozdrawiam serdecznie PS. Te smartfony rzeczywiście stały się już zbyt wielkie, choć trzymając je w teczce trudno kontrolować na bieżąco przepływ wiadomości .
  12. Zerth

    Dyskusje polityczne

    Nie sądziłem, że wśród miłośników klasycznej męskiej elegancji taką sympatią cieszą się faszyzujący narodowcy czy inni ONRowcy, a Roman Dmowski to ich guru. Inną rzeczą jest już to, że próbując się przemieszczać przez miasto 11 listopada spotkałem dość dużo wojowniczych i aktywnych panów w dresach, natomiast nie dostrzegłem zadymiarzy w różowych czy tęczowokolorowych wdziankach. Tym większy uśmiech politowania pojawia mi się na twarzy, gdy czytam żale pana Ziemkiewicza wylewane na łamach RP jakoby to homoseksualna zaraza i ich zwolennicy napastowali i bili bogu ducha winne oraz miłujące pokój rodziny z dziećmi (zapewne przynajmniej czterema przypadającymi na parę). No cóż, tylko czekać, aż pan Hajdarowicz zaprowadzi w Rzepie porządki i oby gazeta ta wróciła do pewnego poziomu profesjonalizmu jaki prezentowała za czasów jeszcze Gaudena.
  13. W świetle wyroku Sądu Apelacyjnego w Lublinie o sygnaturze I ACa 544/10 oraz wyroku Sądu Najwyższego o sygnaturze IV CSK 665/10 poniższe twierdzenia "części prawników" są, w mojej ocenie, bezzasadne: W pierwszym przytoczonym wyroku Sąd Apelacyjny jasno wyraził stanowisko, iż nie sposób w rozważanym stanie faktycznym (komentarzy do artykułu zamieszczonego na portalu Forum Akademickie gdzie istniał system moderacji) stosować prawa prasowego i uznał za słuszne opieranie się na ustawie o świadczeniu usług drogą elektroniczną (co pokrywa się ze stanowiskiem sądu I instancji). Ponadto, sam fakt istnienia systemu moderacji nie przesądza, jak się wydaje, o odpowiedzialności prowadzącego bloga/forum za naruszenia dóbr osobistych przez komentujących/forumowiczów. Posłużę się tutaj cytatem z uzasadnienia wyroku: W mojej ocenie istnienie takigo systemu moderacji jaki funkcjonuje na większości forów/stron sam w sobie nie jest wystarczającą podstawą przypisywania odpowiedzialności. Jego istotą jest przeglądanie treści po ich zamieszczeniu na stronie, i to najczęściej fragmentaryczne, gdyż z racji ilości informacji nie jest możliwa pełna moderacja. W każdym razie najbezpieczniej jest zastosować brak jakiejkolwiek moderacji jeśli spodziewamy się kontrowersyjnych treści, gdyż "podmiot, który świadczy usługi określone w art. 12-14, nie jest obowiązany do sprawdzania przekazywanych, przechowywanych lub udostępnianych przez niego danych (...)". A to wyklucza naszą "wiedzę na temat bezprawnego charakteru treści" do momentu "uzyskania wiarygodnej wiadomości".
  14. Arcyszykowny plecaczek.
  15. Zerth

    Dysputy ekonomiczne

    Przerażające dane. O pogłębiającym się rozwarstwieniu społecznym mówi się ostatnio coraz głośniej, ale jednak najlepsze wyobrażenie o tym dają właśnie takie wykresy. Mogę prosić o źródło?
  16. Zerth

    Dysputy ekonomiczne

    Najciekawsze jest zrównoważone podejście autora do problemu. Gdy uważa, że przedstawiciele szkoły austriackiej mają rację - tam się z nimi zgadza. Gdy widzi, że się oni mylili - tam im te błędy wytyka. Gdy interwencje Roosevelta uważa za słuszne - nie boi się tego przyznać. Podejście zdecydowanie dalekie od doktrynerstwa.
  17. Zerth

    Dysputy ekonomiczne

    Bardzo interesujący artykuł: http://www.dbresearch.com/PROD/DBR_INTE ... v12-dbr-de Po jego lekturze utwierdziłem się tylko w przekonaniu, że ślepy doktrynizm i wiara w niezachwiane dogmaty keynesizmu, monetaryzmu, szkoły austriackiej czy wiara w nieomylną rękę wolnego rynku zubażają nasze postrzeganie rzeczywistości i prowadzą do absurdalnych przekonań/twierdzeń/decyzji. Odrobina zdrowego rozsądku, dystansu i zastosowania zdobyczy nauk społecznych do badania problemów ekonomicznych jest niezbędna.
  18. Zerth

    Dysputy ekonomiczne

    Pirat - właśnie miałem dziś wrzucać, bo solidnie się uśmiałem przy lekturze i od razu pomyślałem o tym temacie na forum . Uprzedziłeś mnie. Natomiast książka dodana do dzisiejszego numeru Polityki - "Inne Stany", niestety mnie zawiodła. Autor niesamowicie upraszcza i przebija z treści dwuwymiarowe postrzeganie rzeczywistości ekonomicznej i gospodarczej USA. Peany na cześć "systemu europejskiego" i dążenia do ośmieszenia i skompromitowania rozwiązań liberalnych (w rozumieniu europejskim) są na poziomie przedszkola. Rzuciło mi się to od razu w oczy, choć jestem bardzo daleki od uwielbienia dla "neoliberalizmu" (a tym bardziej libertarianizmu).
  19. Mnie zwężenia rękawów odmówił twierdząc, że to niewykonalne. Być może czas go gonił. Mają może panowie jakieś propozycje innych krawców, którzy wykonują poprawki krawieckie w rozsądnej cenie? Muszę zwęzić po całości spodnie w innym garniturze. Propozycje tutaj lub na PW chętnie przyjmę .
  20. Informuję zainteresowanych, że pan Janusz za uszycie garnituru żąda już 2000 zł i narzeka, że musi odsyłać ludzi z kwitkiem, bo nie jest w stanie wszystkich obsłużyć. Siła forum bespoke działa. Za wytaliowanie marynarki (+ skrócenie o 1cm jednego rękawa) i zwężenie spodni po całości wystawił rachunek ("żeby za bardzo nie zdzierać ze studenta") w wysokości 300 zł, po negocjacjach - 280 zł. Pan Janusz przestał być krawcem tanim . Efektami poprawek krawieckich podzielę się, gdy odbiorę garnitur.
  21. Zerth

    Dysputy ekonomiczne

    Zadam pytanie: jaki jest cel pozostawiania dominującego udziału skarbu państwa w PKO BP czy PZU? Czemu to służy poza możliwością obsadzenia "odpowiednimi" ludźmi dobrze płatnych stanowisk w tych spółkach? Natomiast to, że państwo zdziera z nich ogromną dywidendę powoduje tylko brak pieniędzy na rozwój i inwestycje, a efektem jest stagnacja albo wręcz powolna utrata udziału w rynku danej spółki. Co do takich przedsiębiorstw jak Bumar czy Orlen to jestem w stanie zrozumieć i zaakceptować udział państwa, co nie znaczy, że nie widzę minusów (vide jakość zarządzania i absurdalne nierzadko decyzje - tu widzę ogromne pole do poprawy i jest to niejako odrębny temat, godny dyskusji). A systematycznemu wyzbywaniu się resztówek przez A. Grada o których wspominasz można tylko przyklasnąć.
  22. http://www.ebay.co.uk/itm/SANTONI-Schuh ... 23139ac9c9 http://www.ebay.co.uk/itm/SANTONI-Schuh ... 23139ab55c Absolutna perfekcja, moja platoniczna miłość. Bez szans na "ufizycznienie" z racji rozmiarówki i braku środków . W obu wypadkach: te odcienie skóry, ten kształt kopyta - doskonałe niczym młodzieńcza miłość .
  23. Wielu twierdzi, że bycie monarchą czy następcą tronu to służba narodowi. Może to jest wytłumaczeniem?
  24. Immune, bardzo interesujący zestaw przełamujący pewne utarte na tym forum schematy. Odważnie. Widać także doświadczenie w dobieraniu różnych elementów stroju dzięki czemu całość dobrze się komponuje kolorystycznie/materiałami/wzorami. Przyznam szczerze, że znacznie bardziej mi się podoba niż poprzednia stylizacja, gdzie ani krawat, ani poszetka (wzory i kolory), ani kształt kopyta butów (w moim odczuciu nieco toporne, preferuję smuklejsze) mi się nie podobał.
  25. Zerth

    Dysputy ekonomiczne

    Oczywiście, że nie widzisz. Nazywa się to mechanizmem obronnym przez zaprzeczenie. Oczywiście, że istnieją stopnie pośrednie. Twierdzenie, że świat jest czarno biały świadczy tylko o uproszczonym sposobie postrzegania rzeczywistości, która faktycznie jest bardziej skomplikowana niż przedstawiają to ideologicznie nastawieni zwolennicy ultraliberalizmu czy socjalizmu/komunizmu. Sądziłem, że czasy prostych odpowiedzi na trudne pytania się skończyły wraz z upadkiem ery faszyzmu i komunizmu, wzrostem poziomu wykształcenia społeczeństwa i większej odporności na socjotechnikę, ale jak widzę - myliłem się. Po prostu teraz zamiast młodzieżówek komunistycznych/faszystowskich mamy (przynajmniej w Polsce) Kolibra i innych ideologów, którzy nie przyjmują do wiadomości stopnia skomplikowania rzeczywistości i zamiast poszukiwać rzeczywistych rozwiązań konkretnych problemów skupiają się na ideologicznej walce (z "komuchami", "mentalnie zniewolonymi" czy bóg wie z kim jeszcze). Uwierz, że można być umiarkowanym liberałem bez ideologicznej egzaltacji skrajnościami nieprzystającymi do rzeczywistości.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.