Kupuję niektóre produkty w sklepach z "ekologiczną żywnością", ale tylko dlatego, że nie ma ich w innych sklepach, a nie ze względu na ich zdrowotność. W porównaniu z zachodem zwykłe polskie warzywa i owoce można w wielu przypadkach uznać za ekologiczne. Dla przykładu normy na użycie siarki w ekologicznej uprawie w europie są większe niż przy tradycyjnej w Polsce. Innym przykładem jest znajomy, który pracował przy zbiorach jabłek. Te ładne szły jako tradycyjne, a spady i robaczywki jako "ekologiczne". Jak zwykle zdrowy rozsądek jest najważniejszy. Swoją drogą obecnie uważam, że dużo większym problemem są produkty z proszku. Często robię zakupy w osiedlowym spożywczaku i widzę takie zestawy obiadowe jak: makaron + sos knorr do spahetti, ewentualnie żurek w proszku + ziemniaki i kawałek kiełbasy. Nie wiem czy wynika to z braku pieniędzy, lenistwa czy też braku świadomości...