No to ja się zlituję. We wrześniu znajomy brał ślub i limit cenowy był 300 zł max 350 zł (ani grosza więcej). KH na tamtą chwilę nie miał nic, gordon też nic.
Po długich namowach z mojej strony, że do klasyki im brakuje i że kupuje buty na lata, w końcu kupiliśmy prawie identyczne jak te na lewej nodze (a'la oxfordy w Vistuli).
Kolega był zachwycony bo to i tak jego najlepsze buty po lasockich itp. Będzie ich używał średnio 3 razy w roku i jak dla niego są wystarczające. Gdyby to były brązowe buty, np. broguesy, które nosi się często to bym nie popuścił i w końcu jakoś go przekonał do lepszych.
Prawda jest taka, że poza butami kolegi z postu wyżej Janka i moimi, jego buty na ślubie wyglądały najlepiej spośród całej reszty zebranych. Wiem, że nie ma co równać do mułu, ale uważam, że jak się nie da wysupłać więcej to te buty będą jak najbardziej OK. Dodatkowo kolega Janek cały wieczór zamiast tańczyć palił cygara co by swoich butków nie zniszczyć i marynarki do końca przy +35 nie ściągnał (tu szacun bo moja spadła ok 23). Natomiast moja podeszwa po tańcach całonocnych wygląda jakby ją ktoś tarł papierem ściernym kilka godzin i w sumie nadaje się do kompleksowej regeneracji. Uważam, że czasem trzeba iść na kompromis bo na weselu trzeba się też dobrze bawić.