Skusiłem się ostatnio na oksfordy Herringa, a jako że nie było rozmiaru 9 (który teoretycznie powinien mi pasować), wziąłem 8,5, wychodząc z założenia, że lepiej rozchodzić odrobinę mniejsze, niż wziąć 9,5 i po jakimś czasie chodzić w zbyt luźnych. Jak się okazało, na długość buty są w porządku, cisną natomiast na szerokość, a dokładnie w podbiciu. Po kilkunastu minutach noszenia czuję, że w podbiciu zaczynają uciskać, a poluzowanie sznurówek też na niewiele się zdaje (zresztą przyszwa i tak się słabo schodzi, a skóra przy dziurkach sznurówek zaczęła się marszczyć od napięcia). Po zdjęciu butów jeszcze przez jakiś czas czuję odrętwienie na górnej części stopy. Czy myślicie, że da się je rozchodzić na tyle, żeby pozbyć się tego uczucia drętwienia? To najniższa linia Herringa i skóra jest dość twarda. Nie przypominam sobie również, żeby mi stopy drętwiały przy rozchodzeniu innych butów. Ken z Herringa zasugerował, żebym je jednak spróbował rozchodzić, ale ja jestem coraz bardziej skłonny odesłać je na wymianę.