Szanowni Koledzy
Stawiam pod dyskusję następujący problem:
Dobrze zestawione ubranie kolorystycznie, fakturowo itp, dostosowane do okoliczności jest niewątpliwie cenną zdobyczą cywilizacji zachodniej. Nurtuje mnie jednak coś innego. Gombrowicz, skądinąd potomek ziemian a więc człowiek wyposażony w wiedzę i umiejętności na temat męskiego wyglądu twierdził, że w męskiej sylwetce coś powinno zgrzytać, nie pasować. Idąc tym tropem staram się w swoich stylizacjach zachowywać pewne drobne indywidualne elementy, które bronią mnie przed posądzeniem o metroseksualizm czy nie daj Boże co jeszcze gorszego. Mianowicie. Z dawnych, harcerskich czasów posiadam pas skórzany wojskowy, z piękna, prostą, masywną, ale w doskonałym stanie mosiężną klamrą. skóra jest zużyta, poprzecierana, niemniej uważam, że dodaje on mojej sylwetce niezbędnej drapieżności.
Drugim elementem jest torba, którą jako młodziutki chłopak idący do szkoły dostałem w prezencie od Ojca. Jest to monterska torba ze świńskiej skóry, jasnobrązowej, widać na niej jeszcze napis PPTiT (ojciec był technikiem telekomunikacyjnym, w takiej torbie nosił On i jego koledzy narzędzia). skóra i pasek ma drobne plamy, ślady zużycia, była wielokrotnie przeszywana,itp., niemniej skóra jest nie do zdarcia -nie zamieniłbym jej na warte tysiące torby, choćby mi je osobiście projektował i wręczał Lagerfeld czy inni. Ona również towarzyszy mi,nawet przy marynarce czy eleganckim płaszczu i znowuż ten rys drapieżności.
Czy uważacie Panowie, że jest to podejście słuszne do wyglądu czy też wręcz przeciwnie.
ja uważam, że postępuję słusznie.
Pozdrawiam