R50

Użytkownik
  • Zawartość

    642
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    6

Ostatnia wygrana R50 w Rankingu w dniu 5 Grudzień 2016

R50 posiada najczęściej lubianą zawartość!

Reputacja

811

O R50

  • Tytuł
    Aktywista
  • Urodziny
  1. z Tak, zdjęcie (zwłaszcza to, na którym buty są pojedynczo), dobrze oddaje kolor butów. 6125 dark cognac calf to chyba najładniejszy i najciekawszy brąz od Vassa. W prawidłach zmieniły się tylko uchwyty.
  2. To poczekaj na trzewiki you ain't seen nuthin yet
  3. Nowe zamówienie GMTO, pierwsza partia: górny rząd, od lewej do prawej: 1. mod. 1065, kopyto U, 6125 dark cognac calf 2. mod. 1067, kopyto F, gold museum calf 3. mod. 1040, kopyto Peter, cognac scotchgrain 4. mod. 5166, kopyto F (G-fit), antic cognac calf dolny rząd, od lewej do prawej: 5. mod. 1052 (bez kapki), kopyto F, black calf 6. mod. 1052, kopyto F, black calf 7. mod. 1052, kopyto F, black calf 8. mod. 1152, kopyto P2, black scotchgrain
  4. Moim zdaniem jest to NOS sprzed jakichś 3-4 lat lub jeszcze wcześniej. Fantastyczny sztuper. Z ciekawości, ile kosztowały po tym rabacie? To rzeczywiście, mały wybór.
  5. Jeśli mogę się wtrącić do dyskusji, to chciałbym zauważyć że: a ) Na tym forum wszyscy aktywnie wypowiadający się mają i czas, i pieniądze - nie zaklinajmy rzeczywistości. b ) Można żyć z rozwartą przyszwą tak jak z diastemą, ale wmawianie sobie, że nie ma to wpływu na estetykę, jest bez sensu. c ) Są dwie szkoły: szkoła otwocka mówi, że na początku użytkowania powinno być w oksfordach niewielkie rozwarcie (nawet w bespoke), bo but się rozbije - oraz szkoła falenicka, która mówi, że przyszwa od początku powinna się idealnie schodzić. Każdy użytkuje but w inny sposób i ma inne warunki, inną stopę, ale dla mnie niewielkie rozwarcie (na ok. 0,5cm) na początku jest pożądane. Wizja schodzącej się od razu przyszwy jest niewątpliwie kusząca, ale w moich oksfordach RTW rozwarcie prawie zawsze ulega na przestrzeni lat zmniejszeniu z 2cm do ok. 1cm (lub jeszcze mniej). Stąd obawa przed słabym dopasowaniem butów po ich "rozklekotaniu" i zrobieniu z nich "kapci". d ) Oprócz czarnych oksfordów na formalne okazje każde wiedenki da się w zasadzie zastąpić równie elegancką wersją derby - w przypadku brązowych półbutów nie ma nigdzie na świecie, w żadnym środowisku biznesowym, stopniowania ich formalności. Są czarne, ascetyczne półbuty w konserwatywnym dress codzie i cała reszta. Natomiast to, że osobie z wysokim podbiciem bardzo podobają się oksfordy, to już kwestia "albo rybka, albo pipka". e ) Tu dochodzimy do zasadniczego, wielokrotnie wałkowanego problemu - kupowanie na podstawie wyimaginowanego, nierealnego obrazu rzeczywistości vs kupowanie na podstawie własnego doświadczenia i potrzeb. Trzeba znaleźć w sobie duże pokłady pokory, by stwierdzić, że nie każdy fason i nie każdy kolor jest dla mnie, jeśli się nie ma sylwetki modela bądź pewne mankamenty. Przeprowadziłem taki rachunek sumienia i uznałem, że jako konkretnie zbudowana osoba dobrze wyglądam tylko w kolorach bardzo stonowanych, ciemnych, w materiałach o wysokiej gramaturze o możliwie jak najmniejszym natężeniu wzorów, z minimalną ilością ozdób i dodatków, w butach na podwójnej podeszwie bez przedłużonego noska. Wystarczająco wyróżniam się z tłumu, więc nie ma potrzeby pogłębiać tego dodatkowo ubiorem i zwracać na siebie uwagi.
  6. Dobre dobre, pitu-pitu, ale mnie bardziej interesuje odpowiedź na pytanie, dlaczego te trefne poszetki są cały czas dostępne w sklepie.
  7. O przyszłym zamówieniu pomyślimy, ale dopiero po podsumowaniu aktualnego
  8. Loafersy i monki z linii handgrade na większą stopę (11,5-12 UK), za ok. 270-290 EUR. Może @Beny23 się skusi. Trzeba wpisać kod: FINAL50% https://www.fransboonestore.com/search?type=product&q=crockett+and+jones
  9. Yanko to buty na hiszpańskich fircyków, na Majorce nikt nie ma parametrów 191/95 - chyba, że akurat jakiś Niemiec przyjedzie na urlop. To nie dziwota, że nie pasują. Na mnie, typowym polskim chłopie małorolnym ze stopą rozmiar 45, hiszpańskie buty wyglądają jak szpilki na słoniu.
  10. Dyskusja wieś/miasto jest jak dyskusja co lepsze, jabłko czy gruszka. Przy założonym budżecie i tu i tu będą plusy i minusy. Priorytety też się zawsze zmieniają. Kiedy byłem studentem i mieszkałem w akademiku, bliskość do centrum była przydatna, ale teraz już nie jestem studentem i zależy mi na tym, by w czwartek o 18.00 słyszeć w ogrodzie tylko pierdnięcie muchy Oczywiście, najlepiej byłoby mieć dom w mieście, ale my tu mówimy o warunkach (i cenach) warszawskich, heloł Co do dojazdów: mieszkam 50 km od ścisłego centrum Warszawy, gdzie pracuję. Odległość tę pokonuję w 45 minut - czy to koleją, czy samochodem (6.45-7.30). Zakładając teraz hipotetycznie-optymistycznie, że mam dom w Aninie, to trasę do pracy pokonałbym w 35 minut. Trzeba jednak przyznać, że sytuacja zmienia się diametralnie, gdy pojawiają się dzieci, dlatego od początku założeniem było planowanie im życia, do chwili usamodzielnienia się, nie w Warszawie, tylko na wsi i w mieście satelitarnym, które jest bardzo blisko.
  11. Też coś pokażę, żeby się przyjemniej scrollowało: Kulautuva, Litwa (Studija Archispektras). Nie wszystko mi się podoba + nie wszystko podoba się MPZP, ale spójność koncepcji zrobiła na mnie duże wrażenie.
  12. Z działką klamka już zapadła i jestem bardzo zadowolony, jest powierzchnia, jest starodrzew, są możliwości. Trochę bronię swojej decyzji, ale moim zdaniem odległość od centrum to trochę przereklamowany miernik, liczą się środki komunikacji. Autostrada i kolej to dwie kluczowe sprawy, można mieszkać koło A2 i być w Warszawie w 10-15 minut, można mieszkać na Białołęce i telepać się godzinę. Logistyka z dziećmi też jest ważna, dlatego wybrałem działkę koło przedszkola i przystanku mini-komunikacji autobusowej. Znajomi za głowę się łapali, że tak daleko i w gęstym lesie, ale naprawdę nie musi wyglądać to tak tragicznie. Większe problemy mam z przyszłym domem, na wstępie skreśliłem opcję zakupu projektu RTW i badam ofertę bespoke. Pracownie, których styl mi odpowiada, wołają 30 tysięcy. Znów siadam do projektów RTW, i tak w kółko. Zagwozdka z tą powierzchnią. Myślałem o piwnicy. Nie mogę się przekonać do dużego salonu, marzy mi się zamknięty, intymny kąt do spędzania czasu z rodziną, a do podejmowania gości chciałbym nieco obszerniejszy gabinet. Jak tak to teraz liczę to użytkowej powierzchni wychodzi mi minimum 140m2. @Wuj - nie kojarzą stylu skandynawskiego z antresolami, pokaż na obrazku.
  13. Upieram się na 120m2 (bez garażu), żona upiera się na więcej. Rozsądek podpowiada - mały metraż. Dom rodzinny ma 250m2, dom, w którym teraz mieszkam, ma 200m2. Dla czterech osób to zdecydowanie zbyt dużo miejsca i zdecydowanie za dużo niewykorzystanej przestrzeni. Sypialnie po 20-25m2 nie grzeszą przytulnością, podobnie potężne hole. Przytulnie robi się dopiero w pokoju przy jakichś 12-14 m2. Otwarte, "reprezentacyjne" salony o metrażu 3-pokojowego mieszkania w bloku są tak przerażająco "przestronne", że nie chce się w nich spędzać czasu, nie mówiąc już o oglądaniu filmu "przez lornetkę". Z drugiej strony, mimo takich "luksusowych" powierzchni, żadna sypialnia nie ma swojej łazienki czy garderoby, bo tak się kiedyś po prostu "nie robiło". Jedynie przestronna kuchnia to plus, ale tu też można łatwo przesadzić. Tu dochodzimy do drugiej kwestii - koszty. Można wszystko wyłożyć gresem czy panelem, zgoda, ale jeśli się tak nie chce, to każdy m2 podłogi dębowej boli. Podobnie każdy metr blatu granitowego, albo każde drewniane drzwi. Później eksploatacja też boli. Z drugiej strony, chciałoby się mieć te wszystkie atrybuty szczęścia homo sapiens - gabinet, saunę, siłownię i oddzielną pralnię. Sypialnię z własną łazienką i garderobą. Ciężko zmieścić to na 120m2.
  14. Stoję przed podobnymi dylematami natury architektonicznej i mam takie pytanie: Dlaczego 110-metrowe, piętrowe mieszkanie to luksusowy penthouse dla pięcioosobowej rodziny, a 110-metrowy dom z poddaszem to klitka dla dziadka?