-
Postów
15 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Forum
Wydarzenia
Treść opublikowana przez aislinnek
-
Zdecydowanie tak. Przy czym źródła szukałbym już wręcz na uczelni. Kończyłem dwie uczelnie: Politechnikę i Uniwersytet Ekonomiczny. Dress code wśród prowadzących, a przede wszystkim studentów bardzo się różni. Przykładowo na Politechnice patrzono na mnie dziwnie, że w ogóle na uczelnię nie używam krótkich spodenek (oczywiście patrzyli dziwnie koledzy), podczas gdy na Ekonomicznym byli prowadzący, którzy w krótkich spodenkach nie bardzo chcieli wpuszczać na zajęcia. Podobne wrażenie mam w pracy, gdzie "inżynierowie" nieszczególnie przykładają się do dress code'u nawet na spotkaniach, gdzie czułbym się zobowiązany przyjść przynajmniej pod krawatem, tymczasem w praktyce niekoniecznie użyta jest nawet marynarka, o lepszym obuwiu nie wspomnę. Reasumując, charakter firmy, ale także branży mocno determinuje przydatność różnego rodzaju obuwia, nawet gdy strojem "codziennym" jest garnitur.
-
@Kamil1987 Dzięki wielkie za zaangażowanie. Idę obecnie jednak drogą zbliżoną do tej, którą zaproponował @lubo69, przy czym raczej nie w kierunku trzewików jako wyboru z pierwszej dwójki, a brązowe oxfordy nie są w początkowym targecie, mimo niewątpliwej okazji cenowej. Pozdrawiam
-
Dziękuję za odpowiedź i podpowiedź - tak zrobię. Co do butów - formalnie skóra bydlęca. ale chyba tylko formalnie. Przy czym znam osobę, której te same (lub bliźniaczo podobne tej samej marki) buty połamały się całkiem zgrabnie i dlatego postanowiłem zaryzykować. Zasadę o tym, że nie stać mnie na tanie rzeczy mam zamiar wprowadzić w niedalekiej przyszłości, ale wiem, że mój budżet obecnie nie udźwignie dwóch - trzech par butów GYW z półki cenowej nawet Berwicków na jeden raz i muszę z tym zaczekać. Raczej jestem na etapie wyszukiwania ciekawych modeli w TK Maxxie i wiem, że pielęgnowane buty z tej półki jakościowej mogą posłużyć naprawdę fajnie i niekoniecznie bardzo krótko. Dodatkowo specyfika pracy i częstość wykorzystania różnego rodzaju butów skłania mnie do kupna monków/brogsów/loafersów przed oksfordami, gdyż chodząc na co dzień w zestawach, które nadawałaby się raczej do "co mam dziś casualowego na sobie", a więc zestawy monks + chino + koszula + marynarka + poszetka jestem raczej overdressed (prezes firmy chodzi w zestawie o podobnym stopniu formalności dla osób nieogarniających tematu, przy czym np. mając marynarkę z wszytą poszetką), a przychodząc w zestawie driving mocs + chino + koszula button down jestem dalej ubrany bardziej formalnie niż 90% innych pracowników biura, tak więc oksfordy do użycia 2-3 razy w roku za 200 euro jeszcze mnie troszkę przerażają i wolę te 200 euro zainwestować w buty używane częściej, chociaż być może i to jest błędem. Z drugiej strony 80 euro zainwestowane w buty jak wyżej są inwestycją jeszcze gorszą.
-
Panowie, jedno wyjście na wesele buty wyglądają jak powyżej. Nadaje się to do rękojmi/gwarancji? Łamanie fatalne, gorsze niż w butach z CCC, a skóra nawet nie jest równomierna, a zrobiły się coś jakby fałdy. Na dodatek w jednym bucie "uszkodzenia" to bardziej te fałdy (lewy), na drugim fatalne łamanie (prawy). Oczywiście znając maksymę forum, że lepiej dopłacić do butów za minimum 700 - 800zł chciałbym wiedzieć, czy da się to jakoś odratować?
-
Uppercut deluxe? Na pewno trzyma, ale wymaga wprawy w używaniu, łatwo sobie zbyt mocno posklejać włosy.
-
Stosuję Właśnie kluczem jest tu dobry, na pewno muszę zainwestować w lepszy Problem jest głównie na zewnątrz, na podszewce - o dziwo - nic nie czuć. Przy czym jedna z nich ma faktycznie 0% poliestru (co nie znaczy braku włókien sztucznych), zewnątrz 100% wełna, podszewka 50%/50% acetat/wiskoza, podszewka rękawów 100% cupro. Ona jednakże nie zaliczyła ostatnio wizyty w pralni. Wiem, że to nie jest jeszcze najlepsza możliwa podszewka, ale jednak poliestru nie ma w sobie w ogóle.
-
Panowie mam problem, którego na pierwszy rzut oka nie załatwia google, a może ktoś z Was miał podobny. Mianowicie marynarki, z których wyraźnie czuć woń potu (pod pachami). Z koszulami i innymi ubraniami, które mogę uprać w pralce nie ma problemu, z marynarkami jest gorzej. Dwie z nich oddawałem do pralni chemicznych (dwóch różnych), ale niestety wiele to nie pomogło. Zapach zelżał, ale marynarka wystarcza na jedno wyjście (i to do pracy, której tryb mam siedzący, a więc pocę się niewiele - po prostu jak to po 8 - 9h siedzenia) i zapach wraca. Jedna była sieciówkowa, tania, więc pogodzony z jej utratą zaryzykowałem pranie w zwykłej pralce. Zapach zszedł, marynarka trochę się pomięła, ale da się to wyprostować. Będzie żyła. Dwóch pozostałych zdecydowanie mi szkoda (szczególnie, że jedna jest garniturowa). I teraz pytanie do Was czy mieliście podobny problem i czy znacie sposoby aby temu zaradzić. Inna pralnia (mogę próbować kolejnej, pytanie czy jest sens)? Soda (na tej wypranej próbowałem wcześniej i zapach faktycznie zelżał, ale nie udało się go całkowicie wyeliminować)? A może po prostu mydło, szczotka, płyn do prania i spróbować ją z zewnątrz delikatnie wyprać ręcznie w tym miejscu (zapach jest szczególnie intensywny we wszystkich przypadkach po stronie zewnętrznej, na podszewce jest ok).
-
Już kupiłeś, ale ze swojego doświadczenia - słusznie. Mam brązowe monki i jak najbardziej uważam, że zarówno wyglądem jak i jakością są lepsze niż 99% butów z sieciówek.
-
Otyłość otyłością, ale na pewno nie mierzona poprzez BMI. Sam najkorzystniej czuję się mając wskaźnik BMI na poziomie około 26, jeżeli tylko jest to powiedzmy poparte siłownią i sportowym trybem życia. Mam wtedy dość klasyczne rozmiary koszul czy garniturów (41 - 42 koszuli, 50/52 garnituru). A gdybym miał zejść do minimalnego dopuszczalnego w ramach "dobrej wagi" wskaźnika oznaczałoby to dla mnie zrzucenie 25 kilogramów i zupełnie nie mam pojęcia gdzie miałbym się ubrać. Podobnie sporo moich znajomych. Gdyby znów mojej partnerce skoczyła waga do poziomu BMI na poziomie 24 - 25 ( a więc wciąż prawidłowej) to chyba popadłaby w depresję. Obecnie mieści się gdzieś w środku prawidłowych i raczej nie zejdzie poniżej 20. A mam znajome dziewczyny, które według BMI miałyby niedowagę, co wynikało po prostu z budowy ciała. I żeby dojść do wymaganych 18 miałyby problem nie wiadomo jak bardzo się starając. Co nie zmienia faktu, że zapewne dość spory procent Polaków ma problem z wagą i otyłością, co nie wynika wyłącznie z diety, ale także z braku ruchu czy stresu. Temat na długie debaty.
-
Ślub studniówka chrzciny i inne - dyskusja i porady
aislinnek odpowiedział(a) na PrzemoC temat w Męska elegancja
Jeżeli się nie mylę to kupowałem jakiś czas temu białą lnianą poszetkę od tego sprzedawcy. Jestem z niej jak najbardziej zadowolony. -
Kilka lat temu kupiłem od nich garnitur. Jakość, jakością, cena ceną. Drugi raz bym się nie skusił. Muszę natomiast przyznać, że panie doradzające w sklepie (Factory Modlniczka k. Krakowa) zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie. Byłem 2-3x i zawsze było bardzo miło, na naprawdę przyzwoitym poziomie, zarówno jeżeli chodzi o rozmiarówkę (potrafiły uprzejmie przekazać klientowi, że w czymś wygląda gorzej) jak i fakt, że krawaty były wiązane przez nie węzłem księcia Alberta lub 4-in-handem (zależnie od sprzedającej). Ich profil pojawia mi się natomiast w proponowanych na fb i widząc stosunek cena/jakośc dziękuję.
-
Panowie, Dzisiaj za całe 23zł na "ciuchach" udało mi się dorwać garnitur Strellsona, 100% wełny, fajny cieniutki materiał. Ale jak to z wieszaka, szczególnie second-handowego marynarka leży, nazwijmy to, kiepsko. * W ramionach wydaje mi się nieźle - pytanie czy wypruć poduszki, które są (są dość niewielkie, ale jednak), * Zwężenie w talii - koniecznie (Zdjęcie jest zrobione z perspektywy, która dodaje mi mam wrażenie nieco brzucha), * Lekka korekta rękawów (spory zapas do guzików, więc na długości + myślę, że lekko je zwężę) Pytanie brzmi. Co jeszcze? I czy w ogóle warto czy nic z tego nie uratujemy? Spodni nie wrzucam, leżą świetnie w pasie, ale są troszkę zbyt szerokie i długie. Z tym jednak sobie poradzę, natomiast z marynarką może być już trudniej.
-
Nie zgadzam się do końca ze stwierdzeniem o targecie. Dla ludzi, którzy zechcą nagle ubierać się lepiej (ten etap mam już za sobą, powiedzmy stosunkowo niedawno, kilka lat wstecz) szczytem elegancji jest kupienie camelowego trenczu czy najtańszej kurtki rodzaju husky, ubrania marynarki (w ogóle nie mówimy o poszetkach), kupno butów chukka, sztybletów czy zamszowych derbów w Ryłko. Koszule kupuje się w Zarze, czasami poluje się po second handach na Tommy'ego Hilifigera czy Ralpha Laurena (bo drogie marki widziane w Peek'u), co bardziej świadomi złapią coś z Jacques Britt, CT albo Massimo Dutti. Bytom czy Wólczanka to już poziom dla tych bardziej eleganckich. Tacy ludzie mogą wiele douczyć się nawet z najbardziej - nazwijmy to - prymitywnych blogów. I uwierz mi, proszę, dla przeciętnego człowieka w wieku studenckim to wielki szok. Wiele razy spotkałem się z wielkim zdziwieniem co do mojego ubioru, na tym pierwszym etapie nazywanym byłem już "panem stylóweczką". A jak patrzę na to po kilku latach patrzę na to z ironicznym uśmieszkiem, mimo, że do przeciętnego typowego eleganta z tego forum bardzo dużo mi brakuje (również w kwestii możliwości finansowych, wówczas byłoby łatwiej). Ale wracając - dla takich ludzi niemal każdy blog i każdy wpis może być bardzo dużą nauką. Począwszy od wiązań krawatów, używaniu poszetek, kreowaniu własnego stylu, rodzajów butów, każdy szczegół może się przydać. Podobnie jak nawet nazywane tutaj gimnazjalnymi - stylizacje. Takie są wciąż znacznie powyżej przeciętnego poziomu ubierania się. Trudno jednak nazwać potencjalnym targetem bloga takiego jak np. studenckaelegancja (mimo całej sympatii dla twórcy) ludzi oglądających to forum. Tak samo jak nikt chodzący na co dzień w sneakersach, jeansach i koszulkach z napisami nie stanie się nagle fanem maccaroni tomato czy nawet nielubianego tutaj Jana Adamskiego.
-
Dzień dobry Mateusz, lat 25, Kraków. Od jakiegoś czasu staram się śledzić regularnie forum, co już mogę przyznać wpłynęło na pewne detale ubioru. Mam nadzieję, że mój, w swoich kręgach uznawany za nad wyrost "stylówkowy" styl, ulegnie dalszej poprawie z czasem i sam będę mógł wprowadzić trochę merytorycznych postów na to forum.
-
Wręcz przeciwnie. Spójrz na naprawdę przeciętnego młodego człowieka. Uniwersalne sportowo - eleganckie buty, jeansy/chino, koszulka lub koszula wypuszczona ze spodni. To jest target tego typu blogów, każdy musi od czegoś zacząć, a przeskok z codziennej mody ulicznej dla studenta lub świeżego absolwenta uczelni na elegancję rodem z tego forum jest po prostu zbyt duży. A od czegoś trzeba zacząć. Gdyby każdy wyglądał na ulicy jak panowie z różnych powszechnie krytykowanych blogów, to świat byłby piękniejszy.
