farloon

Użytkownik
  • Zawartość

    10
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

12

O farloon

  • Tytuł
    Zwykły
  • Urodziny

Ostatnie wizyty

80 wyświetleń profilu
  1. Mam dosc swieze Yanko z podobnego modelu (zamsz+skora) i tez niemal od razu podobnie sie "posiateczkowaly". jako, ze butow nie ogladam w zblizeniu, a z perspektywy, z ktorej je ogladam wygladaja swietnie to nosze i sie nie przejmuje.
  2. Potrzebuję porady osób z większym doświadczeniem w temacie balmorali/yanko/oxfordów ogólnie. Otóż zamówiłem barmorale Yanko, konkretnie Yanko 755YH niger/chesnut marron w rozmiarze 11. Lekko się obawiałem, bo wydawało mi się, że moja stopa to raczej płetwa i szczerze to nie sądziłem, że się zmieszczę - bardziej wziąłem je dla porównania, na ile trzewiki typu 525YH na kopycie 960 (te wziąłem w rozmiarze 10,5) są optycznie cięższe od balmorali na 915. Z pewnym zaskoczeniem wszedłem w balmorale bez większego problemu. Mało tego - jestem w stanie bez szczególnego problemu od razu zawiązać je tak, że przyszwa się schodzi całkowicie. Jednak niepokoi mnie nieznany mi wcześniej ucisk w niższej części podbicia, na wysokości dolnej części szwu od przyszwy (od wewnątrz stopy). wkleilem zdjęcie z zaznaczeniem miejsca ucisku (skorzystałem ze zdjęcia ze strony sklepu - gdyby to był problem to proszę saphir.pl o zgłoszenie) Jako, że mam jak na razie tylko jedną parę oxfordów i nie pamiętam, żeby im towarzyszył taki dyskomfort, toteż nie wiem, czy jest to w miarę normalne i czy "na szwie" buty się rozejdą tak, że nie będzie to stanowiło problemu. Tym bardziej, że rzecz dotyczy tylko prawej stopy - widocznie odrobinę tęższej. Poza tym buty stopę obejmują ściśle, ale nigdzie nie uciskają. Co ciekawe - trzewiki cisną w tym miejscu podobnie - ale może stopa była już zmęczona przez przymierzanie balmorali. Zaznaczam, że wcześniej, poza jedną parą oxfordów, nie miałem butów, które byłyby mocno dopasowane - w garderobie wciąż dominują przyduże derby, trampki itp. Tyle, że oxfordy na początku cisnęly mnie w palcach, ale nie pamiętam, bym czuł dyskomfort w podbiciu - tutaj jest dokładnie odwrotnie. Co dziwne, bo jak wspomniałem przyszwa się schodzi, a pomny na to, ze większość użytkowników 915 pokazuje jednak zdjęcia ze sporym V, myślałem, że sytuacja, kiedy przyszwa się schodzi, a but w tej okolicy uciska (nawet po poluzowaniu) raczej mnie nie spotka. Podsumowując: proszę doświadczonych użytkowników o opinię, czy taki dyskomfort w pierwszym kontakcie z 915 jest typowy i but powinien się bez większych problemów dopasować za jakiś czas, czy raczej nie mam co na to liczyć i powinienem je sobie odpuścić.
  3. szkrytian: Powiem tak: w miejscu gdzie pracuję, osoby na sali mają zmiany często po kilkanaście godzin, posadzka jest śliska i często mokra. Każdemu kelnerowi pracującymi w takich warunkach odradzę buty na skórzanej podeszwie - szkoda kolan. W takich butach amortyzacja jest żadna, a i tak dajecie nogom mocno w kość. Do tego fajnych butów też mi by było szkoda na to, co buty przeżywają w takich okolicznościach (zahaczanie, rozlewanie, przydeptywanie, mokra podłoga, potłuczone szkło itp;). Pomijam śliskość podeszwy bo można podzelować. Ale jeśli akurat masz to szczęście robić w gastronomii trochę spokojniejszej, zmiany raczej nie przekraczają 10ciu godzin, podłogę być może masz np. drewnianą a nie kamienną, miejsce jest takie, że się nie nabiegasz (jak na kelnera) no to można spróbować (choć mimo wszystko nadal odradzam zarowno skórzaną podeszwę jak i inwestowanie więcej niż 400-500zł). W tej kwocie to bym szukał lekko przecenionych np. gordon&brosów na kopycie levet - bardzo wygodne, nie najdroższe (nie jest aż tak szkoda), a całkiem wytrzymałe. Pamiętaj, że jednym z warunków trwałości przyzwoitych butów skórzanych jest ich rotacja - tzn. ze masz co najmniej dwie pary i nie nosisz tej samej pary dzień po dniu tylko dajesz jej odpocząć na prawidłach. Jeśli będziesz miał jedną parę to jako kelner zajedziesz ją w kilka miesięcy. Żeby nie było - można po takiej posadzce biegać po kilkanaście godzin na skórzanej podeszwie i przeżyć - sam to robię. Dlatego z doświadczenia serdecznie odradzam zanim się w to wpakujesz:)
  4. OTMK: mam od nich 3 kamizelki: 1 z wieszaka, dwie szyte na mnie (stacjonarnie można było u nich zamówić kamizelkę na wymiar wybierając materiał z całkiem bogatego próbnika wełen...w cenie kamizelki z wieszaka). Po kilku miesiącach intensywnego użytkowania w sumie nie mam się do czego przyczepić i mocno polecam. nie wydaje mi się, żeby gdziekolwiek w tej chwili za te pieniądze można było dostać kamizelki choćby zbliżonej jakości (poza pieczołowicie wyszukanym bespoke). Warto zaznaczyć, że za niecałe 300zł mamy kamizelkę wierzch100% wełna, podszewka 100% bawełna (łącznie z plecami). Widzę, że na stronie pojawiło się sporo nowych modeli. Nie wiem, czy to ta sama seria/szwalnia/itp. co poprzednie (te co ja użytkuję). Podpowiem, że w próbniku w sklepie były znacznie ciekawsze kolorystycznie opcje:)
  5. Jak faktycznie masz rozbudowane bicepsy to metalowych raczej nie polecam. Z rozciągliwością nie powinno być problemu, ale takie mocniej rozciągnięte opaski przyjmują formę raczej sprężynki niż opaski i po paru godzinach zaczyna się robić nieprzyjemnie - mocno odczuwalnie wrzyna się to to w ciało. A i takie rozciągnięte opaski mocno tracą na stylowości;)
  6. ostatnia faza wyprzedaży w marks&spencer. mz. warte zainteresowania swetry w klasycznych fasonach, z naturalnych materiałów. ceny wełnianych swetrów, w tym np. merino+kaszmir ok. 75zł. z innych rzeczy: fajnie szyta marynarka w krate - 100% wełna: ok 170zł. byłem w warszawie na marszałkowskiej - swetrów jeszcze trochę było, innych rzeczy wartych zainteresowania - pojedyncze sztuki.
  7. Jestem posiadaczem granatowej kurtki zamówionej w przedsprzedaży. Dodam, że posiadaczem szczęśliwym:) Nie mam natomiast porównania z innymi kurtkami pikowanymi, gdyż ta jest moją pierwszą tego typu. Niemniej: jakość wykonania oceniam wysoko - wykończenie bardzo dokładne, żadnych wystających nitek, itp. Na żywo prezentuje się o wiele lepiej niż na zdjęciach reklamowych, gdzie wg mnie model ma kurtkę zwyczajnie za dużą. Właściwości termiczne - nadal ją noszę i z marynarką i szalikiem (czasem cienkim swetrem pod marynarką) jest ok - raptem kilka dni było takich, że nie podołała. Ze swojej strony polecam - jak będę miał chwilę postaram się wrzucić jakies foto.
  8. Środki kupione pod kątem dbania o zupełnie inne buty, także liczymy tylko za zużycie - więc pewnie nie więcej niż by kosztowało jedno piwo w knajpie - a radość i praktyczny wymiar tak spędzonego czasu - bez porównania większe:) Swoją drogą sens ekonomiczny jest na dość odległym miejscu zainteresowań wiekszości forumowiczów;)
  9. Dobry wieczór wszystkim! Witam się pierwszym postem w tym wątku, gdyż był chyba dla mnie najbardziej inspirujący i mocno przyczynił się do mojego "nawrócenia" Zaraz po tym, gdy zapałałem świeżą miłością do klasycznego obuwia i męskiej elegancji, postanowiłem przejrzeć szafę w poszukiwaniu materiału do ćwiczeń. Nie było go dużo - mało które buty postanowiłem zostawić Jednak gdy zobaczyłem te buty stwierdziłem, że zaslugują na szansę. Przechodziłem w nich 5 zim - nie wiem jak to przetrwały, bo tak jak i o inne moje buty dotychczas - praktycznie w ogóle o nie nie dbałem. Ot czasem przetarłem z większego brudu wilgotną szmatką, albo nasmarowałem pastą błyskawiczną...Także w ramach pokuty wziąłem je na tapetę i nie żałowałem świeżo kupionych kosmetyków. Ktoś mógłby powiedzieć, że na zniszczone kilkuletnie buty z jakiejś sieciówki szkoda sapphira - ale z drugiej strony...czemu nie;) Z gorliwością neofity wziąłem się do działania: 1. Oczyszczenie szczotką i wilgotną szmatką. 2. Oczyszczenie desalterem. 3.. Oczyszczenie renomatem. 4. Nakremowanie renowatorem. 5.. Na następny dzień natłuszczenie dubinem. 6. 3 dni później polerka. 7. Nakremowanie czarnym pommadierem. 15 minut później polerka. 8. lokalne wklepanie i polerowanie z 10minutowymi odstępami pommadiera w najgłębsze rysy (pewnie od kocich pazurów). 9. druga całościowa warstwa pommadiera. polerka (wszystkie polerki bawełnianą szmatką). 10. pasta pate de lux (przezroczysta - jakoś nie pomyślałem przy zakupach, że przyda się też czarna). polerowanie szmatką, potem pończochą. 11. kolejna polerka z minimalną ilością pasty i kropelką wody. Efekt nie jest idealny - ale jak na pierwszy raz chyba całkiem nieźle. przed: po: