Nosiłem się z zamiarem założenia nowego tematu, ale w związku z tym, że jest w pewnym sensie rozwinięcie powyższych postów sytuacje opiszę tutaj. Otóż, krótko pisząc - pleśń w butach po raz kolejny. Opisywałem już jakiś czas temu moją przygodą z pleśnią w butach, jednak w tym przypadku jestem przekonany, że wina nie leży po stronie producenta.
Stawiam takie stwierdzenie, gdyż pleśń powstawała dosłownie we wszystkich bytach GYW jakie miałem Yanko, Meermin, a teraz Skolyx. Pleśń pojawia się w czubkach po ok. 2 tygodniach noszenia (od nowości) i jest łatwo ścieralna np. ręcznikiem papierowym. Nie mam żadnych problemów skórnych, nie mam w domu pleśni, a ostatnio się nawet przeprowadziłem.
Problem polega na tym, że z jednej strony geneza powstawania tej pleśni według mnie jest dość prosta - po ok. 8 - 10 h noszenia obuwia ściągam je ze stóp i w miejscu usztywnienia noska, skóra jest mocno wilgotna, a nawet lekko mokra. Zostawiam je do wyschnięcia, po dwóch dniach zakładam znów i sytuacja się powtarza. Nadmienia również, że całkowicie zrezygnowałem z prawideł.
Moim zdaniem fakt, że zawilgocenie jest często (co dwa dni) i mocne powoduje, że w którymś momencie pojawia się pleśń i już zostaje.
Z drugiej jednak strony dziwie się, że inni nie mają takich problemów, ponieważ nie wyobrażam sobie żeby ktoś po całym dniu ściągnął buty GYW i nie były zawilgocone w miejscu usztywnienia noska, zwłaszcza latem. But nie oddycha w tym miejscu, a stopa przecież oddaje ciepło, które naturalnie się skrapla.
Proszę o jakieś rady w tej kwestii - co powinienem zrobić? chciałbym kupić kolejną parę butów, jednak podchodzę do tego ze średnim entuzjazmem skoro wiem, że i tak za chwile będzie w nich pleśń.