To może i ja napiszę parę słów o moich wzlotach i upadkach w praktykowaniu biegania
Obecnie jestem w trakcie mojeh trzeciej próby do wpojenia sobie nawyku regularnego biegania 2-3 razy w tygodniu. Pierwszą próbę miałem 2 lata temu na jesieni i została ona boleśnie przerwana przez złamanie zmęczniowe V kości śródstopia... :-/
Drugi raz próbowałem w zeszłym roku, mniej więcej o tej samej porze co teraz, ale chyba zabrałem się za to od d*** strony, bo najpierw zapisałem się na Run Warsaw 2011, żeby się zmobilizować do biegania, a wyszło jak wyszło - generalnie nie miałem w sobie na tyle sił i motywacji (może obawiałem się też trochę odnowienia kontuzji), żeby biegać regularnie.
W tym roku postanowiłem nie narzucać sobie jakiegoś rygoru i biegać ot tak dla przyjemności. Biegam od maja (z różną intensywnością, ale staram się biegać minimum 2 razy w tygodniu, bo po przerwie w treningu znacznie trudniej wraca się do biegania). Póki co moje wyniki nie są rewelacyjne, ale nie o to w tym chodzi. Bardziej zależy mi na tym, żeby czuć pozytywny zastrzyk energii niż zmęczyć się i nie móc się ruszać przez kolejne 2 dni. Ale nawet jeśli nie zwraca się uwagi na szybkość czy dystans, to regularne bieganie sprawia że po jakimś czasie forma sama wzrasta i człowiek dziwi się, że może pobiec 2 razy dłużej.
Zastanawiam się czy nie wziąć w tym roku udziału w Run Warsaw (07.10), do którego jest jeszcze 2 miesiące, więc chyba powinno mi wystarczyć czasu, żeby pobiec w okolicach 1:10 - 1:20.
btw. Dziś po raz pierwszy biegałem rano. Wstałem przed 6 i zrobiłem krótką 20-minutową przebieżkę (2,31 km przy średnim tempie 7:50 min/km). Do tej pory biegałem wieczorem, zazwyczaj ok. 22, ale chyba przerzucę się na poranki, chociaż chyba łatwiej wtedy o kontuzję?
Pozdr.