Miasto: Kraków
Branża: IT ("produkcja", czyli programowanie)
Dress code: brak. Jeszcze niedawno standardem w biurze były japonki, emu, stare t-shirty, krótkie spodenki. W zeszłym roku usłyszałem od tech leada (taki kierownik programistów, ale od storny technicznej, a nie managerskiej), że jakby ktoś przyszedł do pracy w koszuli, to by mu nie ufał. Przypadek skrajny, ale obrazujący stan mentalny lwiej części kolegów po fachu. Powoli to się zmienia i nikogo nie dziwi założenie koszuli do biura. Myślę, że dużo tu pomagają ludzie przebranżowieni z innych dziedzin.
Czy jest przestrzegany?: Jeśli jako "standard" przyjmiemy t-shirt i bojówki, to coraz częściej jest łamany. Średnia wieku nieubłaganie rośnie i nawet zatwardziali absolwenci miastecka studenckiego AGH powoli przekonują się do bardziej "dorosłych" ubrań.
W garniturze jestem w pracy: Nie byłem nigdy i raczej to się nie zmieni. Ciekawy zestaw koordynowany to góra. W biurze bywam obecnie raw-dwa w miesiącu.
Czy coś się zmieniło od wybuchu pandemii?: Na początku pandemii pracowałem w banku. Jak na standardy IT towarzystwo było dość dobrze ubrane - mowa o koszulach i schludnych t-shirtach. Teraz, po latach home-office mam wrażenie, że niektórzy (jak i ja), traktują wyjście do biura jako wydarzenie społeczne, na które można się ubrać lepiej niż dawniej bywało.