Skocz do zawartości

Jakub7

Użytkownik
  • Zawartość

    7
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

7

O Jakub7

  • Tytuł
    Zwykły

Kontakt

  • Nazwisko
    Aleksiejuk
  1. Płaszcz "mundur"

    Może to nieco późna odpowiedź, ale jeśli szukasz płaszcza w stylu wojskowym, to zacznij od... wojska! Płaszcze z demobilu są bajecznie tanie (swój kupiłem za 70 zł - nigdy nie używany!) i przy okazji rewelacyjnej jakości. Szukaj pod hasłem "płaszcz sukienny"; do wyboru trzy "kolory" - wojska lądowe, lotnictwo, marynarka wojenna (oliwkowozielony, szaroniebieski, czarny). Po wymianie guzików i zwężeniu kroju prezentuje się znakomicie; pamiętać należy jednak, że jest to płaszcz bardzo ciepły (nie zakładam powyżej -3) i bardzo ciężki.
  2. Dziękuję za polecenie hurtowni "Alexis" - kolega dziś tam podjechał i zakupił niezbędne tekstylia.
  3. Panowie, pytanie jak w temacie - gdzie w Warszawie można kupić takie, niezbędne do uszycia marynarki, akcesoria? Niestety, sklep w którym zaopatrywał się mój krawiec został zamknięty, a jedynym rezultatem objazdu wszystkich hurtowni w Białymstoku było zużycie połowy zbiornika paliwa. Chodzi mi o stosunkowo niewielkie ilości tych dodatków - kilka metrów, nie będę przecież kupował całej, dwustumetrowej roli. Czy ktoś na forum ma sprawdzone źródła takich tekstyliów?
  4. Sklepy z tkaninami

    Nigdzie na forum nie znalazłem bazy sklepów z materiałami, zarówno tych tradycyjnych jak i internetowych. Lista taka byłaby bardzo przydatna, tym bardziej dziwi jej brak. Więc, Panowie- gdzie w sieci można szukać materiału na garnitur? Na pewno u Szarmanta, ale na jego stronie po ostatnich zmianach nie ma zakładki z materiałami - czyżby wycofał się z tego rynku? Jeżeli nie u Szarmanta- to gdzie jeszcze? Dodam, że szukam czegoś w rodzaju kremowego tropiku.
  5. Białystok, gdzie uszyję garnitur na miarę?

    Upewniłem się co do lokalu; Pan ten ma swój zakład pod numerem 209 w pawilonie "Rzemieślnik II" przy św. Rocha.
  6. Białystok, gdzie uszyję garnitur na miarę?

    Chciałbym polecić pewnego krawca w Białymstoku. Niestety, nie znam nazwiska tego człowieka, nie pamiętam też dokładnego adresu jego zakładu (w piątek wybieram się tam na przymiarkę spodni, postaram się sprawdzić) ale mogę opisać jak do niego trafić- jego zakład mieści się w "Rzemieślniku II" na św. Rocha, na drugim piętrze, na lewo po zejściu ze schodów i niemal natychmiast na prawo. Cecha charakterystyczna- pęknięta szyba w drzwiach. Pan ten szyje w zasadzie wszystko męskie na miarę, zajmuje się też przeróbkami. Koszt uszycia spodni to 80 zł, marynarki- 300, przeróbki- taliowanie marynarki i nowe wszycie rękawów wyniosło mnie 40 złotych, zwężenie i zmiana guzików w płaszczu sukiennym WP - 70 złotych, zrobione bardzo porządnie. Aktualnie szyję u niego czwarte z kolei spodnie, lniane- ze wszystkich dotychczasowych jestem bardzo zadowolony, zarówno co do kroju jak i jakości wykonania; udało mu się także uszyć spodnie ze ścinków materiału pozostałych po szyciu garnituru w czasach, kiedy komuna zastanawiała się, czy chylić się ku upadkowi. Marynarki jeszcze u niego nie zamawiałem, choć pewnie w końcu się przybiorę - rozmawiałem z nim na ten temat, wspominał, że przeważnie szyje na klejonce, choć ewentualne zrobienie na włosiance nie stanowi problemu. Jedyny problem jaki widzę, że Pan ten dość mocno się jąka, więc czasem zrozumienie go może być problematyczne, choć nigdy nie miałem problemów z dogadaniem się. Ogólnie rzecz biorąc, polecam, na chwilę obecną każde moje ubranie przechodzi przez ręce tego pana.
  7. Witajcie; Musząc wykonać kilka prac ogrodowych wyciągnąłem z szafy stare, znoszone pantofle dziurkowane "Wojasa". Swoje już przeszły- mają już przeszło cztery lata, nie raz zahaczyły o krawężnik, kilka razy wylała się na nie benzyna a wkładki są już chyba czwartymi; ostatecznie wyglądały tak, że wstyd było w nich iść między ludzi, służyły więc do kopania ogródka czy prac w garażu. Teraz uznałem, że jednak przyjemnie je się nosi, są lekkie, przewiewne, wygodne - a kiedyś w internecie trafiłem na wpis opisujący renowację skóry, więc może spróbuję? Szukając informacji w google, trafiłem na wpis Mr.Vintage'a o malowaniu butów i kilka wpisów na blogu sklepu sprzedającego potrzebne akcesoria. Przeglądając, wyszło że za niezbędne materiały musiałbym zapłacić ponad 150 złotych- może i miało by to sens przy butach za średnią cenę używanego Poloneza, ale nie przy mocno znoszonych Wojasach, które nowe kosztowały bodaj 250 złotych. Pomysł chwilowo więc upadł, ale przypomniałem sobie o tym, jak kiedyś naprawiałem tapicerkę skórzaną w starym "Volvo" kolegi, z użyciem preparatu "Renoskór", znanego bardziej handlarzom chcącym zmniejszyć przebieg fotela kierowcy w piętnastoletnim Audi od Niemca, coby bardziej odpowiadał skorygowanemu dzień wcześniej stanowi licznika niż amatorom elegancji; pamiętam też, że naprawa wyniosła nas wówczas jakieś grosze, wreszcie pamiętałem, gdzie kupowałem ten preparat. I tak, następnego dnia udałem się na ulicę Bema w Białymstoku, do tamtejszego Domu Rzemiosła i nabyłem cztery farbki- jasny brąz, ciemny brąz, wiśnię i czerń, za każdą płacąc 7.90 PLN, do tego szpachlówkę, także za 7.90 i taśmę malarską, za złotych dwa. Oczywiście, przy renowacji butów farbki to nie wszystko, potrzebne jest jeszcze mydło, coś do zmycia barwnika... Jako "profesjonalne mydło do butów" zastosowałem zwykłe płatki mydlane, rozrobione w ciepłej wodzie, nanoszone na but zmywakiem kuchennym. Poradziło sobie z usunięciem starej pasty, nie zaobserwowałem niekorzystnych zmian w skórze, więc wygląda na to, że się nadaje. Do zmycia barwnika wpierw użyłem acetonu i szmatki, przy czym jest to średni pomysł- znacznie lepiej sprawdza się zwykły denaturat- nie odparowuje tak szybko, a równie dobrze, jeśli nie lepiej, rozpuszcza barwnik obuwia. Nanosiłem go zmywakiem kuchennym, lekko szorowałem i zbierałem farbkę ręcznikiem papierowym. Aceton rozpuściłby zmywak kuchenny, z resztą- barwnik rozpuszczał, tyle, że zanim zdążyło się go zebrać- odparowywał. Mając tak oczyszczone buty zabrałem się za szpachlowanie. Szpachlówkę nałożyłem palcem na co większe uszkodzenia, a po jej zaschnięciu - przeszlifowałem papierem ściernym, gradacji kolejno 200, 420 i 600, na koniec przecierając denaturatem. Za pierwszym razem pokryłem buty wiśnią, potem brązem a następnie mieszaniną tych dwóch, ale nie wyglądało to korzystnie, kolor był... po prostu fatalny; wreszcie, łącznie cztery warstwy dały efekt butów pokrytych gumą, więc farbę musiałem zmyć; tu znowu sprawdził się "fioletowy drink". Przyszła kolej na malowanie. Fabryczne kolory "Renoskóru" nie są zbyt ciekawe; właściwy udało mi się uzyskać mieszając ciemny brąz, wiśnię i jasny brąz w proporcjach odpowiednio 2/5, 2/5 i 1/5, choć nie wiem, czy teraz nie zdecydowałbym się na nieco jaśniejszą mieszaninę. Farbkę nanosiłem w dwóch warstwach, w odstępach około dziesięciominutowych przy pomocy - a jakże- zmywaka kuchennego, starając się uniknąć popełnionego wcześniej błędu, tj. nakładając możliwie najcieńszą warstwę. Podeszwę uprzednio okleiłem taśmą malarską. W ten sposób otrzymałem całkiem nieźle wyglądające brązowe buty, ale uznałem, że patynowanie doda im charakteru; tym razem użyłem mieszaniny wiśniowego i czarnego barwnika, a właściwie kilku mieszanin- łącznie nałożyłem cztery coraz mniejsze kręgi patyny na nosek, piętę i przyszwę, w pierwszej mieszając czerń i wiśnię w proporcjach 2:1, do ostatniej użyłem samej czerni; farbę nakładałem można zgadnąć czym, potem jedynie ją rozprowadzając palcem. Następnie zdjąłem taśmę i niewielką szparę na łączeniu podeszwy i skóry buta wypełniłem farbą przy pomocy zaostrzonej zapałki. Po wyschnięciu buty zostały jednokrotnie wypastowane najzwyklejszą brązową pastą "kiwi", oraz czarną- na elementach patynowanych. Na zdjęciach- stan butów przed jakimikolwiek interwencjami i po zakończeniu malowania. <img></img> <img></img> Co można by zrobić lepiej? Wydaje mi się, że mogłem je pokryć pojedynczą warstwą lakieru bezbarwnego, wówczas zapewne bezproblemowe byłoby osiągnięcie większego, a jednocześnie naturalnego połysku; oczywistym problemem jest zaklejenie dziurek przez farbę, ale zapewne kiedy znajdę nieco wolnego czasu, to wezmę igłę i po prostu je poprzekłuwam na nowo. Ciekawe jestem, jak wypadłby tani, krajowy preparat "Renoskór" w porównaniu do tych znacznie droższych, importowanych, np. "Saphire". Jak na razie widzę jeden jego minus- niezbyt wielki wybór kolorów, w sklepie było ich szesnaście, choć może wzornik był nieaktualny - na tą chwilę strona producenta pokazuje ich 34. Ponadto, jest to farba kryjąca - znakomita w przypadku renowacji, nienadająca się najlepiej do barwienia butów nowych, jak na przykład hiszpańskich "Yanko". Co sądzicie, Panowie?
×