Uczyłem się już angielskiego, niemieckiego, rosyjskiego a nawet niderlandzkiego a teraz spróbowałem pierwszego języka z grupy romańskich: hiszpańskiego. Lubię uczyć się języków ale także nie da się ukryć, że do tej pory sukces odniosłem tylko w angielskim, a pozostałe języki za które się zabierałem idą w zapomnienie. Z osobistego doświadczenia wydaje mi się, że podstawowym czynnikiem decydującym o sukcesie jest prawdziwa potrzeba używania tego języka. Nie chodzi mi tylko o to żeby przydawał się do pracy ale także w życiu codziennym. Przykładowo wygodniej jest rozumieć angielski w filmach i serialach niż czytać napisy.
W przypadku niemieckiego, którego z pozostałych języków uczyłem się najdłużej, nie miałem takiej potrzeby, pomimo, że przez pewien czas starałem się raz na tydzień oglądać jeden film w tym języku (nawet bez zrozumienia). Po prostu do niczego mi się nie przydawał.
Jeśli chodzi o rosyjski, to tutaj była zgoła inna sytuacja, ponieważ dzięki jego pobieżnej znajomości udało mi się kiedyś dostać pracę. Co prawda była to tylko robota tymczasowa i trzeba było znać rosyjski na tyle aby umieć czytać literki i tytuły w gazecie a resztę roboty odwalał google translator. Ale nawet taka potrzeba sprawiła że po dwóch miesiącach mój rosyjski (przynajmniej bierny) znacznie się poprawił... a potem poszedł w zapomnienie .
Niderlandzkiego uczyłem się w Belgii. Mam też kilku znajomych holendrów z którymi utrzymuję kontakt na co dzień. Niestety język do niczego się nie przydaje bo wszyscy lepiej znają angielski i wolą w nim rozmawiać.
To było trochę nie na temat, bo dotyczyło motywacji, a nie metody nauki... ale moim zdaniem motywacja jest ważniejsza od metody. Jeśli chodzi o metody to moim zdaniem podstawą na początku są kursy z lektorem. Jeśli w uczysz się w Polsce, to lepiej z polskim lektorem niż native speakerem - przynajmniej na start. Zdarza się iż native speakerzy nie mają żadnego przygotowania dydaktycznego, bo są jakimiś zagranicznymi studentami na dorobku i taki kurs będzie do niczego dla osoby, która dopiero zaczyna. Nie lubię także na początek przesadzać z intensywnością nauki.
W ogóle uważam, że ucząc się czegokolwiek trzeba robić częste przerwy na "poukładanie w głowie" i unikać "maratonów zakuwania". Chodzi o to, że jak się jest tym początkującym to robi się często błędy. Robiąc sobie taki maraton, robi się więcej błędów i tylko je utrwala. Lepiej jest ustalić sobie określony czas na ćwiczenia, który zapewnia że nie dojdzie do zmęczenia materiału i dopóki myśli są świeże a głowa pracuje na pełnych obrotach. Po tym czasie koniecznie odstawia się naukę tego przedmiotu na jeden dzień.