Skocz do zawartości

MaD

Użytkownik
  • Postów

    6
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez MaD

  1. Identycznego raczej nie znajdziesz. Najlepsze wyjście to znaleźć sznurek ktory ci się podoba i niestety wymienić wszystkie sznurki na takie jakie ci sie podobają. Każdy krawiec może to zrobić.
  2. Nie znam kaszkietów od milera, ale z mojego doświadczenia, nakrycia głowy przeważnie nie rozciągają się wraz z noszeniem. Jeśli pozostawia odcisk to znaczy że jest za ciasny. Nie męcz się z tym tylko zwróć. Kupowałeś przez internet więc masz na zwrot przynajmniej 14 dni.
  3. Jacuzzi nie pyta się czy garnitur dobrze leży na modelu. Dla jednego marynarka będzie za krótka a dla innego rękawy będą za długie - trzeba przymierzyć na konkretnym człowieku a nie patrzeć na zdjęcie i mówić, "za krótka". Ciekawe też po czym oceniasz, że guziki są zbyt blisko siebie. Jest jakaś norma? Garnitur jest z niezłego materiału w całkiem dobrej cenie. Nie podoba mi się biletówka do dwurzędówki a po za tym detalem fason ok.
  4. Uczyłem się już angielskiego, niemieckiego, rosyjskiego a nawet niderlandzkiego a teraz spróbowałem pierwszego języka z grupy romańskich: hiszpańskiego. Lubię uczyć się języków ale także nie da się ukryć, że do tej pory sukces odniosłem tylko w angielskim, a pozostałe języki za które się zabierałem idą w zapomnienie. Z osobistego doświadczenia wydaje mi się, że podstawowym czynnikiem decydującym o sukcesie jest prawdziwa potrzeba używania tego języka. Nie chodzi mi tylko o to żeby przydawał się do pracy ale także w życiu codziennym. Przykładowo wygodniej jest rozumieć angielski w filmach i serialach niż czytać napisy. W przypadku niemieckiego, którego z pozostałych języków uczyłem się najdłużej, nie miałem takiej potrzeby, pomimo, że przez pewien czas starałem się raz na tydzień oglądać jeden film w tym języku (nawet bez zrozumienia). Po prostu do niczego mi się nie przydawał. Jeśli chodzi o rosyjski, to tutaj była zgoła inna sytuacja, ponieważ dzięki jego pobieżnej znajomości udało mi się kiedyś dostać pracę. Co prawda była to tylko robota tymczasowa i trzeba było znać rosyjski na tyle aby umieć czytać literki i tytuły w gazecie a resztę roboty odwalał google translator. Ale nawet taka potrzeba sprawiła że po dwóch miesiącach mój rosyjski (przynajmniej bierny) znacznie się poprawił... a potem poszedł w zapomnienie . Niderlandzkiego uczyłem się w Belgii. Mam też kilku znajomych holendrów z którymi utrzymuję kontakt na co dzień. Niestety język do niczego się nie przydaje bo wszyscy lepiej znają angielski i wolą w nim rozmawiać. To było trochę nie na temat, bo dotyczyło motywacji, a nie metody nauki... ale moim zdaniem motywacja jest ważniejsza od metody. Jeśli chodzi o metody to moim zdaniem podstawą na początku są kursy z lektorem. Jeśli w uczysz się w Polsce, to lepiej z polskim lektorem niż native speakerem - przynajmniej na start. Zdarza się iż native speakerzy nie mają żadnego przygotowania dydaktycznego, bo są jakimiś zagranicznymi studentami na dorobku i taki kurs będzie do niczego dla osoby, która dopiero zaczyna. Nie lubię także na początek przesadzać z intensywnością nauki. W ogóle uważam, że ucząc się czegokolwiek trzeba robić częste przerwy na "poukładanie w głowie" i unikać "maratonów zakuwania". Chodzi o to, że jak się jest tym początkującym to robi się często błędy. Robiąc sobie taki maraton, robi się więcej błędów i tylko je utrwala. Lepiej jest ustalić sobie określony czas na ćwiczenia, który zapewnia że nie dojdzie do zmęczenia materiału i dopóki myśli są świeże a głowa pracuje na pełnych obrotach. Po tym czasie koniecznie odstawia się naukę tego przedmiotu na jeden dzień.
  5. Ha ha ! Najlepszy dowcip, który dziś czytałem, zaraz po wiadomościach o kolejnych sukcesach rządu. Autorowi postu radzę przemyśleć fakt, że liczba marek które pochodzą od nazwiska założyciela jest przeogromna i nie ogranicza się tylko do przemysłu odzieżowego. Zakazane jest praktycznie wszystko od batoników Mars (tak, tak, to nie od planety) zaczynając.
  6. MaD

    Piwa dla dżentelmena

    Super piwka, próbowałem oba. Brama wjazdowa (zielona etykieta) smakowała mi znacznie bardziej - orzeźwiający cytrusowy smak, lekkie, dobre do pracy i na majówkę Saison (żółta etykieta) mniej mi podpasował. Więcej miał wyczuwalnej goryczki i mniej cytrusów. Bardziej zwyczajne w smaku, ale saisony takie są.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.