Buty wylicytowałem za mniej niż 50 zł ( asos). Wychodząc z tego założenia nie wiem czy jest sens kupować kosmetyki droższe niż samo obuwie - chyba że z założeniem, że posłużą na wiele różnych par. Tak czy siak dobrze wiedzieć, że taki środek istnieje.
Tak to w sumie wygląda. Wędrówka ku "klasycznej elegancji w pełnym wydaniu" to najczęściej proces stopniowy ( podobnie jak i każde inne samodoskonalenie), uzależniony od zasobności portfela, zasobności szafy i potrzeb z tym związanych, posiadanej wiedzy i tak dalej. Mnie tam nie wstyd, że póki co wolę kupić kilka tanich par które posłużą na kilka różnych okazji, a za zaoszczędzone w ten sposób pieniądze z czasem kupię jedną parę bardzo dobrej jakości. I pomimo "ugruntowania wiekami" chyba nie wszystko co związane z klasyczną elegancją jest współcześnie tak oczywiste i powszechne jak mogłoby się zdawać, skoro na termin "buty szyte ramowo" niejeden reaguje kompletnym niezrozumieniem tematu, a perspektywa, że można wydać tysiąc złotych na parę obuwia spotyka się z pełnym politowania "pukaniem w czoło"; co zabawniejsze ze strony osób które jak najbardziej na podobne nowinki stać, ale które uważają że 500 zł za parę z sieciówki to maks, a kto daje więcej ten wariat. Znam osobę która myśli w podobny sposób.
PS poza tym uważam, że przede wszystkim ubranie jest dla człowieka, a nie człowiek dla ubrania.