To że w Polsce klasyczne buty wracają powoli ostatnimi laty, nie znaczy że całej reszcie świata już się trochę nie przejadły.
Przy zakupie setnej z kolei pary oxfordów, derby, monków nawet Anglika którego przodkowie walczyli pod Hastings (a monki tego przodka zachlapane normandzką krwią są częścią przekazywanego z pokolenia na pokolenie dziedzictwa wraz kopytem na ktorym zostały zrobione oraz pierdołami jak zamek, moczary i wyłączne prawo do smarkania w obecności królowej) nerw może szarpnąć lepiej niż od podagry a wtedy taki "szarpnięty" Angol szuka ucieczki od przeszłości.
I nikt prócz tego forum złego słowa mu nie powie, ponieważ Anglicy obok tradycji ubioru mają również długą tradycję tolerancji dla ekstrawagancji, nawet tak daleko posuniętej.
Ja nie potrafię zrozumieć jak można nosić półbuty zapinane na sprzączki i mówić, że są eleganckie. No nie, po prostu nie i nigdy. Klamrę to można mieć przy pasku co najwyżej, ale eleganckie buty mają mieć sznurówki. A że pradziadkowie Angola pod Hastings w tych monkach ... jego problem. Moi wtedy bardziej uważali łapcie z łyka, lepiej się z lnem komponowały i do sochy tez jakoś bardziej stylowo. Ale czy ja dziś Was namawiam w imieniu przodków do łapci z łyka?
Historycznie rzecz biorąc to inwazja stylu tureckiego w Polsce ma dłuższą historię niż ofensywa jeansu na sztucznym białym misiu z lat 80-tych.
Dość ostry i wywinięty do góry czub buta jest w tradycji lokalnej wieków parę, nie mówiąc już o tym że przez stulecia do mody nam to i owo "doszyli" jeszcze Francuzi i Włosi.
Anglicy niewiele i najpóźniej.
http://www.michalzarzycki.pl/2011/01/stroj-sarmatow/
podsumowując - naprawdę wiecie co jest klasyczne i co jest ładne a co nie?
KJ
PS. Za szkody spowodowane brakiem zrozumienia ironii w tekście autor nie ponosi odpowiedzialności