No cóż, takie sytuacje tylko pokazują jak daleko od teorii ekonomicznej do realiów politycznych. To wszystko za co jest krytykowana konstrukcja OFE można przecież zmienić, politykę inwestycyjną, kwestie dziedziczenia, nie mówiąc już o opłatach, które zważywszy na fakt, że zgromadziły już one wystarczającą ilość aktywów, pewnie mogłyby zostać obcięte do minimum. No ale skoro w dzisiejszych czasach suwerenem nie jest Naród tylko statystyka, no to rząd najbardziej się cieszy, że dzięki przeniesieniu wirtualnych zobowiązań z jednego państwowego wora do drugiego, to zgodnie z aktualne obowiązującymi zasadami statystyki i rachunkowości, znacząco zmaleje stosunek czegoś tam do czegoś tam.
I potem mamy publiczną debatę której rezultatem jest, że mniej ogarnięta część społeczeństwa jest za likwidacją OFE, bo średnia pensja członka zarządu to 50 tysięcy...złodzieje...wiadomo.... Natomiast bardziej ogarnięta zastanawia się czy waloryzacja składki w ZUS jest doskonalszą stopą zwrotu, aniżeli stopa zwrotu z OFE, notabene z niesprzedanych aktywów.... Pozostają jeszcze ekonomiści i inni fachowcy, ale oni znowu starają się dojść do konsensusu, czym tak naprawdę jest średnia geometryczna...