Najchętniej bym ich nie wymieniał i nie zwracał, ponieważ zawsze to kłopot dodatkowy. Właściwie luzów nie mam żadnych, tzn. stopa maksymalnie wypełnia but ze wszystkich stron za wyjątkiem palców, tzn. od dużego palca do końca buta jest z 2 cm, palec nie dotyka przodu buta, ale i tak żadnego ruchu nie mogę zrobić stopą w bucie, bez łyżki buta nie założę, z łyżką założę z dużym trudem i nawet wyciagnięcie łyżki nie przebiega łatwo. Nie chce mi się jakoś wierzyć, że buty się dopasują i staną się wygodne, wydaje mi się, że nie przy takim ścisłym obejmowaniu stopy. Dlatego pomyślałem, że powinienem może mieć G, ciekawi mnie jaka jest różnica faktycznie pomiędzy F, a G, czy duża, czy minimalna. Wybrałem model 5,5UK, ponieważ wszystkie buty jakie przymierzałem w polskich sklepach - rozmiary 40, gdyż o 39 naprawdę trudno, były za duże, tzn. nie spadały ze stopy, ale chciałem mieć bardziej dopasowane. Teraz też mam na sobie 40, ale nosek jest wydłużony i nie podoba mi się to, że od dużego palca do rantu buta mam 4 cm. Generalnie buty, które kupiłem, to gdy wziąłem do ręki, to skóra mi się wydawała jakaś taka sztywna, jak i cały but, ale nie mam doświadczenia z takimi butami. Buty, które mam na sobie, chyba to firma Pilpol, są bardzo wygodne, skóra miękka, fakt, że są rozchodzone, ale od samego początku był bardziej miękkie. Czy Panowie jak kupujecie buty ze skórzaną podeszwą angielskie, takie powiedzmy lepsze niż polskie, to też są na początku takie sztywne ?