Od czasów licealnych posiadałem parę marynarek, które czasem nosiłem, ale ich skład oraz krój był delikatnie mówiąc słaby. Tak jak moi przedmówcy zauważyli duża część z nas była heavymetalowym kucem, mnie też się to tyczy, ale myślę, że zdjęcia można sobie darować i skupić się na ewolucji stylu. Oczywiście garnitur też miałem, kilkukrotnie zdarzyło mi się go nawet nałożyć, ale miałem to chyba najlepsze na niego określenie, a poniższe zdjęcie najlepiej to oddaje.
Na szczęście z okazji studniówki oraz kupna kolejnego, już bardziej dopasowanego garnituru oraz wizyty u fryzjera (w końcu!) zacząłem się coraz lepiej czuć w koszulach oraz swetrach i marynarkach.
Idąc na studia wpadłem w całkiem przemyślany zakupowy szał, dzięki któremu mam teraz sporo sportowych marynarek oraz koszul OCBD w których się niezwykle komfortowo czuję oraz pomimo początkowych śmiechów politechnicznych kolegów nieprzerwanie w nich chodzę.
Po pewnym czasie nauczyłem się także do nich dobierać krawaty. Pomimo tego, że na co dzień pod nim nie chodzę to potrafię go całkiem nieźle zawiązać, a na pewno przestałem mówić: "po co mi ten krawat, tylko mnie dusi pod szyją".
Chociaż zazwyczaj jestem w casualowej odsłonie to chyba o to w męskiej elegancji chodzi żeby dostosować się do otoczenia i sytuacji, a ubrać się tak jak mamy na to ochotę można zawsze w czasie wolnym co z ogromną chęcią robię. Mając to na uwadze już więcej nie planuję przyjść na laboratorium w którym trzeba będzie spawać lub łączyć różne elementy silnym klejem w marynarce i garniturowych spodniach, ale na egzaminach wciąż pozostanę tym pozytywnie wyróżniającym się studentem.