O, muszę zajrzeć w takim razie. Dobrych klasycznych swetrów nigdy za dużo. Chociaż widzę, że jakość tych znanych popularnych brytyjskich marek już nie jest taka sama jak 10 lat temu, gdzie nawet w ich sieciówkach za całkiem przystępną kasę można było kupić sporo fajnych rzeczy. Zresztą tam jest też inny rynek, bardziej zróżnicowany. I tak jak są kliencie na luksusowe marki i bespoke za kilka tys funtów tak przeciętna brytyjska ulica wygląda znacznie gorzej niż polska. Panowie w poliestrowych garniturach, plastikowych koszulach i butach z tesco są na porządku dziennym. Takoż panie. Są jeszcze takie miejsca na Wyspach o których sami Brytyjczycy mówią "stara, dobra Anglia" i tam faktycznie można zobaczy klasyczną elegancję, chociaż na pierwszy rzut oka te ubrania wyglądają jakby pamiętały króla Edwarda ( prawdziwy dżentelmen zanim założy żakiet śpi w nim trzy noce z rzędu;)). Nikt nie epatuje metkami i logo krawca jednak brytyjską arystokrację można rozpoznać na pierwszy rzut oka, nawet nie muszą się odzywać. Po prostu frak dobrze leży dopiero w trzecim pokoleniu.
Ja się nie upieram, że wszystko musi mieć w 100 % naturalny skład bo przecież trochę poliamidu zmieszanego z wełną sprawia, że ubrania można uprać w pralce (bez konieczności noszenia każdej spódnicy do pralni), nie gniotą się i ładnie układają na sylwetce. Osobiście lubię dopasowane ubrania i więcej np nie kupię dżinsów bez niewielkiego dodatku elastanu, 100 % bawełny nie ułoży się do damskiej figury jak trzeba a i komfort noszenia też jest mniejszy. Poza tym nie wyobrażam sobie by żakiet, spódnica czy sukienka nie miała podszewki a tu jest jeszcze gorzej niż w przypadku warstwy zewnętrznej. O jedwabnych podszewkach w przeciętnym sklepie można pomarzyć a i wiskozowe trafiają się rzadko. Pończochy, rajstopy to też przecież sztuczne włókna (bo ile trzeba by zarabiać by nosić jedynie jedwabne), noszą je miliony kobiet na całym świecie i nie narzekają na ich sztuczność. Oczywiście wydawanie po 100-300 czy więcej peelenów na jednosezonowy akrylowy sweterek czy poliestrową kieckę to delikatnie mówiąc mało rozsądna inwestycja. Jednakże zawsze znajdą się tabuny nastolatek, które z radością wydadzą 30-40 zł na taki ciuch i będą tym plastikiem zapychać sobie szafy. Z drugiej strony wełna wełnie też nie równa. Jeśli komuś poprawi samopoczucie fakt że na metce stoi 100 % cashmire to niech kupuje tylko takie. Mnie szkoda życia by pracować jedynie na drogie ciuchy. Mam cudowny szal z mieszanek różnych wełen, z niewielką ilością wełny jagnięcej i kaszmiru (ale jest tam też 15 % poliamidu), który służy mi już od kilku lat - miękki, cudownie ciepły bez jednego zmechacenia i nadal w tym samym kolorze. Oczywiście z Tkmaxxa, oczywiście za jakieś 9 funtów chyba. Nie wszystko złoto co się świeci. To że coś ma w składzie 100 % wool i kosztowało krocie nie znaczy że będzie nam służyć latami. Zapewne sukienka od Hobbsa będzie znacznie lepszej jakości niż ta z Zary (chociaż skład podobny), ale zawsze też istnieje zdrowy rozsądek i umiejętność oceny stosunku jakość/cena. Jeśli ktoś lubi kupować na lata to takie sklepy są właśnie dla niego.
Nie wyobrażam sobie np założyć spodni ze sztucznych włókien (a w spodniach chodzę często) i jakoś nie mam problemu by je kupić. Może faktycznie takich z wełny jest w sklepach niewiele, ale bawełny, lny, bawełniane aksamity czy dewetyny - można kupić.
Warto czasem do sieciówek zaglądać i poszperać bo wśród setek bubli jednak trafiają się fajne, ładne ciuchy. I tak np teraz można w Mango kupić proste, gładkie topy i koszulki ze 100 % bawełny po 20 zł, dla mnie wadą jedynie jest widoczne na niektórych logo. Jakościowo są naprawdę ok, nawet po wielu praniach. Ja nie widzę sensu w wydawaniu więcej na t-shirt który służy mi do spania, pracy w ogrodzie czy jako dodatkowy ocieplacz zimą pod swetrem.