W nawiązaniu do tematu sprawiłem sobie mały (dosłownie) prezent mikołajkowy. Benchmade 482 - ostre maleństwo wykonane ze stali S30V, włókna węglowego i drewna. Nóż nie ma klipsa, który przy tym rozmiarze jest niepotrzebny gdyż nawet włożony do do kieszeni marynarki nie wypycha jej, a jego ciężar jest nieodczuwalny podczas poruszania się. Jego największą zaletą jest to, że nie straszy rozmiarem, a materiały, z których jest wykonany bardziej go klasyfikują jako akcesorium modowe niż broń.
Różne noże noszę ze sobą od kilku lat i mogę powiedzieć, że zwykle jego wyjęcie i użycie przy innych osobach wiąże się z dość zachowawczą i niezbyt pozytywną reakcją i pytaniami w stylu "po co ci nóż?", "chodzisz z nożem po ulicy?". O ile na pierwsze pytanie dość łatwo odpowiedzieć gdy się wyręcza kogoś szarpiącego się z otwarciem jakiegoś opakowania, o tyle na drugie pytanie lepiej nie odpowiadać w ogóle. Polecałbym, aby ostrze do codziennego noszenia było jak najmniejsze i miało możliwie jak najmniej cech "taktycznych", tzn. proste, niepowlekane na czarno ostrze, rączka wykonana ze szlachetnego materiału (drewno, stal nierdzewna, masa perłowa, kość itp.). Większość folderów można sprawnie otworzyć jedną ręką, chociaż lepiej nie robić tego swoim najlepszym, wyćwiczonym ruchem chyba, że zależy nam na reputacji eleganckiego awanturnika.