Może i ja się wypowiem, jak to wygląda z punktu widzenia kobiety Klasykę utożsamiam z ubraniami, które przywodzą na myśl kobietę, które są nieodłącznie z nią związane. Fakt, że my praktycznie teraz nosimy wszystko, także to, co kiedyś było zarezerwowane tylko dla mężczyzn (vide spodnie). Jednak to, co jest klasyczne - przynajmniej w mojej opinii - to sukienki i spódnice. A wśród nich z pewnością mała czarna, która jest - powiedziałabym - uniwersalna. I to od doboru dodatków do niej zależy, co z niej stworzymy. Szpilki również są bardzo kobiece, aczkolwiek prawdą jest, że są dużym wyzwaniem dla naszych stóp.
Teraz pytanie, czy obowiązują jakieś zasady, których trzeba przestrzegać... Pewnie, że tak, o ile chcemy dobrze wyglądać. A muszę powiedzieć, że w przeważającej mierze tak jest, choćby po to, aby wam się podobać (choć jeśli chodzi o mnie, ja po prosu lepiej się czuję, kiedy dobrze i starannie się ubiorę, poza tym to dodaje też pewności siebie). To co tutaj napiszę to pewnie truizmy, ale warto o tym wspominać..
Elegancja kobiety w dużej mierze polega na tym, aby dobrała odpowiednio ubranie do figury - tzn. podkreśliła tym samym swoje atuty, a ukryła wady. Widziałam kiedyś taki koszmarek w programie o metamorfozach "Jak się nie ubierać" (swoją drogą, tak poza tym, ten program spełnia swoją funkcję). Kobieta miała naprawdę krótkie i grube nogi, poza tym była raczej niska. A dobrano jej botki na szpilce. Efekt był taki, że jej łydki wyglądały jak dwa balerony.
Kluczową sprawą jest podkreślenie talii, wtedy mamy właściwe proporcje. Ja zauważyłam, że jak robię zakupy, to chyba instynktownie podobają mi się ubrania, które podkreślają talię.
Jeśli chodzi o mnie, uwielbiam różnego rodzaju żakiety, które również można zestawić z wieloma rzeczami.
Wydaje mi się, że nie potrzeba wielu ubrań - również u nas - aby stworzyć fajne zestawy na różne okazje. Np. biała bluzka - kolejny uniwersalny element garderoby,więc nie tylko na egzaminy Choć to prawda, że jako kobieta często stoję przed dylematem, w co się ubrać. A szafa pełna ubrań, w dodatku jeszcze nie wszystkie noszę.
Bywa i tak, że naprawdę ładnej sukienki nie założę po raz kolejny (szczególnie w bliskim odstępie czasu), no bo prostu nie wypada. Tak chyba też kobiety często podchodzą, dlatego kiedy zbliża się jakaś impreza, wesele itp., chodzimy na zakupy, aby znaleźć coś, co by nam pasowało i żeby wyglądać najlepiej ze wszystkich innych kobiet
Inną sprawą jest pokazywanie ciała. W mojej opinii, jako kobiety wierzącej, nie należy być przede wszystkim wyzywającą (a propos, samo spojrzenie pożądliwe na kobietę jest już grzechem). Poza tym pokazanie zbyt wiele nie zostawia już pola do wyobraźni. A co Wy o tym myślicie, Panowie?
Nie należy też przesadzać i chodzić w byle workach po ziemniakach. Po prostu trzeba być kobiecą, seksowną (kiedy trzeba), nie wyglądając jak - nie przymierzając - "szczęśliwa córa Koryntu". Tylko, że w takim przypadku o elegancji już nie ma mowy, bo zostaje sama wulgarność i staranie się na siłę - a i tak nie wychodzi.