To i ja dodam coś od siebie.
Na co dzień ubieram się raczej "normalnie" (wg klasyfikacji przedstawionej w wątku), ale zamszowe bootsy lub skórzane brązowe sneakersy, koszula nie w kratkę, a nawet w kratkę, ale nie wywalona na spodnie (też jeansy), a nie daj Boże kardigan, często wśród znajomych z uczelni wywoływały hasła na temat mojej "elegancji". Mój sposób ubierania raczej uważam za adekwatny do wieku i nie przejmuję się żadnymi kąśliwymi uwagami, a już na pewno od nieznajomych. Dla mnie ubiór jest wizytówką, bo jednak pierwsze wrażenie to jednak wygląd zewnętrzny, więc zależy mi na tym, aby było ono pozytywne.
Ostatnio kupiłem wełnianą, szarą, "dziadkową" marynarkę, coraz częściej przyodziewam krawaty tak normalnie bez okazji i czuję się w tym bardzo dobrze. Nie miałem nigdy nastawienia "od jutra zmieniam styl, trzeba dorosnąć", naturalnie on ewoluuje. O ile 2 lata temu nie ubrałbym krawata i marynarki bez powodu (chociaż gdy już była okazja to bardzo mi to odpowiadało), tak teraz myślę, że to kwestia czasu, aby ubierał na co dzień casualowe gajery, tak jak w gimnazjum chodziłem w szerokich bagach i sportowych butach.
Zdaję sobie sprawę, że chłopaki z bramy mówią, że klasycznie męski garnitur czy skórzane buty to "pedalski" strój (nie widząc przy tym swojej mało męskiej opalenizny z solarium), ale szczerze nie obchodzi mnie opinia takich kolesi, w ogóle mnie to nie rusza.
Tak więc, to jak się ubieramy zależy wyłącznie od nas, jak się w tym czujemy i czy zależy nam, aby sprawiać wrażenie osoby poważnej, ale chyba przede wszystkim jednak ogólnej kultury narodu.
Niestety kultura w naszym kraju nie stoi na najwyższym poziomie i nie myślę wyłącznie o ubiorze, ponieważ jest to kwestia co najmniej trzeciorzędna na tle zachowania na ulicy, przystanku czy w domu.