To mój pierwszy post, zatem witam serdecznie wszystkich forumowiczów. Życzę Wam i sobie owocnych dyskusji.
Chciałbym poruszyć zagadnienie obcasów w butach. Mianowicie, czy w czasach współczesnych jest sens ich stosowania?
Dlaczego w ogóle ten temat? Ze względu na stan zdrowia i sprawności nie jestem w stanie nosić klasycznych męskich butów (na obcasie). Grozi to (realnie), w moim przypadku, skręceniami, złamaniami i ogólnie kontuzjami stawu skokowego. Przygotowując się do własnego ślubu, czytałem blog Macaroniego i stosowałem zasady doboru garnituru na tą uroczystość. Jeśli chodzi o buty musiałem niestety wybrać mniej formalne. Horror jaki przeżyłem żeby znaleźć odpowiednie "eleganckie" buty do garnituru, bez obcasa sprawił, że postanowiłem napisać ten post.
Po co są obcasy w męskich butach? - Podejrzewam, że częściowo wzięło się to z kilku funkcji, jakie spełniały. To co mi przychodzi do głowy, to na przykład w butach jeździeckich mogły zapobiegać ześlizgnięciu się buta ze strzemienia. Nadając butom dodatkowej sztywności, by stopa oparta w jednym punkcie, nie męczyła się w wielogodzinnej jeździe. Stąd jazda w ciżmach była raczej bezsensowna. Innym przykładem mogą być tzw. kowbojki. Dlaczego akurat ten przykład? Nie z powodu chęci założenia ich do garnituru. Obcas w kowbojkach, oprócz funkcji opisanej przy jeździe konnej, posiada też inną, równie ważną. Kowboj, który złapał krowę na lasso, nie mógł mieć tyle siły żeby ją utrzymać. Zważywszy też na to, że poruszał się po rozdeptanym, rozkopanym i miękkim podłożu - musiał mieć jakiś hamulec. Stąd w kowbojkach obcas. W wersji cywilnej nie jest jednak tak wysoki, bo już nie musi spełniać podstawowej funkcji. Zostawiono go prawdopodobnie w celu zachowania charakterystycznego wyglądu buta (No chyba, jeszcze dlatego by "Harleyowcom" nie ześlizgiwały się nogi, podczas jazdy motocyklami). Najbardziej banalna, wydaje się funkcja dodawania nam paru centymetrów wzrostu. Łącznie oczywiście ze specjalnymi wkładkami. Takie są moje przemyślenia. Myślę, że w tej kwestii będziecie mieli sporo do dodania. Do czego zachęcam.
Dlaczego jednak nie zrezygnować z obcasa? Po co on we współczesnym eleganckim bucie? Pamiętam, jak jeszcze byłem sprawny, że chodzenie, w zimie, w butach o konstrukcji podeszwy, jak w klasycznym obuwiu, kończyło się jazdą, jak na łyżwach. Skórzana podeszwa, twardy obcas... Nawet delikatny bieżnik na obcasie nie pomagał. W niczym nie pomagały całe obcasy. Uważam, że tego typu buty nie nadają się do użytku w miejscach gdzie jest lód i śnieg. Jeśli ktoś przechodzi kilka metrów z auta do biura, czy galerii handlowej itp. itd. to w sumie nie ma problemu. Ale wciąż obcas dodaje tylko paru centymetrów. I nic więcej? Według mnie, dodaje jeszcze szybsze zmęczenie stóp i ryzyko kontuzji. Nienaturalne ułożenie stopy w butach na obcasach, jest dość obszernym tematem poruszanym w modzie damskiej. Problemy ze stawami nóg, przykurczami ścięgien, po bardzo poważne schorzenia kręgosłupa. Owszem obcasy w męskim obuwiu nie są wysokie (tak. tak. Czasem są, ach ta moda...) ale i tak uważam, że nie polepszają ergonomii. Wydaje mi się, że są bo kiedyś były potrzebne, a teraz zostały, bo to takie hm... klasyczne. Gdyby były w nich jeszcze jakieś systemy amortyzujące stawianie kroków. A tu niemal goła skóra i kawał twardego obcasa. Ja czuję zgrzyt. Zacząłem to zauważać, jak straciłem sprawność.
Może macie inne zdanie. Chętnie bym poczytał Wasze za i przeciw obcasom. Jak również to jak odnosicie się do formalności obuwia bez obcasa, nawet jak tylko tym drobnym szczegółem różni się od tradycyjnych butów z obcasem. Bo (o zgrozo!), do ślubu moje buty nie miały obcasa. Jak ktoś chce to znajdę ten model, bo jest jeszcze w sklepach znanej marki. (A może i się pochwalę, jak się mój ślubny zestaw prezentował)
Zapraszam do dyskusji.