Tak sobie myślę, że wielu ludzi chyba przyzwyczaiło się po prostu do słabej jakości butów/ubrań a ja nie mogę. Pewnie, że wszystko można wykończyć, bo nic nie jest wieczne ale nie mówię tu o ekstremalnym użytkowaniu w ekstremalnych warunkach. Licząc "na kolanie" podeszwa skończyła się po jakichś 400 godzinach używania (chodzenia, stania, siedzenia), a suwak pękł wraz ze skórą (suwak bym zrozumiał ale skóra) po jakichś też kilkuset zapięciach/rozpięciach. Ale to kwestia każdego "ciuchu". Jeansy Wrangler czy Big Star za 250zł wytrzymują mi tyle samo albo mniej ile "no name" za 80 zł, a kurtka 4F za 350zł tyle samo co np. Bergson za 700zł (dodam, że technologiami zastosowanymi nie różniły się). Tak więc chodzi mi o zasadę aby cena nie była zależna tylko i wyłącznie od "ekskluzywności metki". Co do butów za 2000zł to można mieć za to buty ekstremalne, niepalne, całkowicie wodoodporne, kwasoodporne, głupotoodporne "zniszczalne" chyba tylko z broni palnej ale również obuwie rozpuszczające się nawet w kałuży a co dopiero w kwasie tylko że ze znaczkiem powiedzmy Saint Laurent. Dobrym przykładem jest firma Adidas (Nike, Reebok czy Puma ma tak samo): koszt wyprodukowania i transportu do Polski to ok 70 zł za parę a cena nowego modelu 700, po 2 latach obniżka do 150 a i tak zarobek mają. Inny przykład sprzed kilku lat: kolega kupił sobie za 400 zł glany Martensa, które ktoś po złości potem mu nożem podziurawił a szczerze to przebił się tylko w jednym miejscu mimo że jak było widać walczył nieziemsko i widać było że nóż ciągle ślizgał się taka skóra (jaka podeszwa już nie będę wspominał ) i cena taka jak moich Ryłko które nożem to by na wylot cholewę z podeszwą przebił. No ale już nie marudzę, bo może po prostu na złą parę trafiłem