I to bardzo... Rekrutując do tej roboty, właściwie nigdy nie patrzyłem na to, w co ubrani byli kandydaci. Raz ofertę otrzymał gość, który przyszedł w sztruksach, lekkim bawełnianym sweterku oraz lekkiej, krótkiej kurteczce do pasa. Kiedy sam dostałem ofertę, byłem w czarnym garniturze, za dużym na mnie o dwa rozmiary, schodzonych butach, różowej i pomiętej koszuli, okraszonej błękitnym krawatem w ciapki... Dramat, kiedy o tym teraz pomyślę.
Rafael,
Z doświadczenia powiem Ci również, że cholernie szkoda ubierać się do tej roboty w drogie ubrania. Jesteś non stop na walizkach (samolot-klient-hotel-klient-hotel-klient-samolot). Żywotność ubrań jest okropnie krótka. I mało kto wychyla się ponad Lantiery, Próchniki, czy Hugo Bossy (z przecen w Peek&Cloppenburg albo innej sieciówce).
W IB będzie podobnie. Porządne ubrania zaczynają nosić VP/D, którzy już nie dziobią w robocie po nocach.
Merytorycznie o ubraniach bespoke nie wiem wiele. Ale o pracy w firmach, o których myślisz, wiem sporo (first hand experience). I sugeruję przemyśleć zakup przede wszystkim takich ubrań, w których będziesz czuł się wygodnie, których nie będziesz żałował, jak się wygniotą, zniszczą i znoszą po roku. I bez stresu zmienisz je na nowe. Z czymś bardziej fancy lepiej zaczekać do drugiego lub trzeciego awansu, jak już zapracujesz sobie na to, aby dobrze wyglądać i wcześniej wychodzić do domu (czytaj: przed północą).
m