Jakieś 2 miesiące temu zadałem na forum pytanie, czy błędem jest uszycie garnituru z materiału ułożonego w przeciwne strony (góra/dół). W podzięce za konkretną odpowiedź, która utwierdziła mnie w podejrzeniach, że mam do czynienia z pseudokrawcami, chcę się z Wami podzielić moją przedślubną historią. Ku przestrodze.
Niie polecam Kubik Tailoring najgorszemu nawet wrogowi. Ciśnie mi się na usta określenie "hochsztaplerzy". Jeśli cała przygoda z tą firmą-krzakiem była jedynie serią niefortunnych przygód, które zdarzały się ich pracownikom, to zamiast hochsztaplerami nazwę ich amatorami, którzy próbują wciskać fuszerkę w nadziei, że niedoświadczony klient się nie zorientuje. I będzie na własnym ślubie (bo na taką okazję szyty był tam garnitur) wyglądał jak idiota.
Bo, gdybym wziął ich "produkt", wyglądałbym następująco:
- spodnie miałyby inny odcień czerni niż marynarka (materiał ułożono w przeciwnym kierunku, przez co inaczej odbijał światło) - "stylistka" obecna przy przymiarce nie widziała żadnego problemu
- klapy marynarki byłyby nierówno wycięte. niesymetrycznie.
- kołnierz marynarki byłby za mały i ściągał się na szyi
- rękawy kręciłyby się, ponieważ zostały krzywo wszyte. Jeden z nich był nawet usilnie poprawiany. Jak? Przez ścięcie główki rękawa na prosto, zamiast wyprucie go i przesunięcie!
- szew na środku pleców nie byłby wcale na środku...
- w marynarce nie byłoby wkładów barkowych, przez co była ona miękka i nieukładająca się niczym kufajka ciecia
- jedna poła marynarki odstawałaby od torsu (druga przylegała), co "krawcowa" chciała poprawić, przeszywając guzik...
Miały być oczywiście zrobione poprawki, natomiast to zadanie przewyższało umiejętności krawcowej. Mam silne podejrzenia, że ta osoba nigdy w życiu nic nie uszyła.
Wspomnę też o tym, że na pierwszą przymiarkę nie zdołała dotrzeć wspomniana krawcowa. Obecna była jedynie "stylistka", niemająca pojęcia o temacie. Chciała pozaznaczać szpilkami miejsca do poprawki i mieć mnie z głowy. Garnitur był na dodatek niemiłosiernie pognieciony. Zażądałem więc przymiarki wyprasowanej odzieży w obecności krawcowej. Dodatkowo, zażądałem uszycia nowej pary spodni (splot materiału w innym kierunku niż w marynarce).
Niestety, przy drugim spotkaniu garnitur wciąż był wygnieciony. Nabierałem coraz większych wątpliwości co do kompetencji tych osób. Miały być poprawione kręcące się rękawy oraz odstająca klapa marynarki (krawcowa tłumaczyła, że odstaje, bo "jest na wierzchu"...)
Później było tylko gorzej. Wymogłem odebranie marynarki w celu pokazania komuś, kto zna się na szyciu - opinia była druzgocąca.
Na szczęście nie wyglądałem tak, jak to sobie wyobrażał Kubik Tailoring, ponieważ mieliśmy z żoną stalowe nerwy i na 4 dni przed ślubem zrezygnowałem z ich gorączkowego przeszywania guzika i tłumaczenia, że "idealnie to leży tylko na manekinie" (HAHAHA!!!), i spędziliśmy 3 dni na rajdzie po sklepach w poszukiwaniu czegoś gotowego. KAŻDA marynarka z prawie 30 przymierzonych leżała lepiej niż to coś, dopasowywane ponoć do klienta.
Nikomu nie życzę takich przygód.
Co zyskałem? Sporo wiedzy o tym, jak powinien być szyty garnitur. Oczywiście, nie od bohaterów niniejszego posta