Dzień dobry, z nieba spada mi ten wątek, bo właśnie planuję małą rewolucję w prasowaniu. Budżet pozwala na wymianę jednego - albo deski do prasowania albo na stację parową.
Podpowiedzcie zatem, proszę, czy lepiej 1) mieć deskę z odsysaniem pary (np Strima) i zwykłe żelazko czy 2) stację pary (np Strima lub Philips czy inny Tefal) i zwykłą deskę? W grę nie wchodzi dokupienie lepszego drugiego elementu za rok, dwa czy 5 lat. Prasowanie 1-2 razy w tygodniu przez niecałą godzinę (ciuchy dzieciaków + koszule i sukienki, większość z suszarki).
I drugie pytanie, niezależne od pierwszego. Czy zintegrowana deska z parownicą, np Strima Texa Hestia, jest warta grzechu? Ten kombajn wygląda na fajny dla mniejszych mieszkań (stacja chowa się niejako w desce), ale nie jestem przekonany czy żywotność takiego rozwiązania jest taka sama jak w przypadku osobnej stacji i deski.
Co doradzicie?