Wydaje mi się, że Polacy nie mają poczucia estetyki. Nie mają dobrego smaku, ani go sobie nie wyrabiają - biorąc to za błahostkę, którą głowy sobie zawracać nie warto. Sprawę dla lekkoduchów, snobów, czy próżniaków.
Podobało mi się kiedyś, jak matka zabrała na oko roczne dziecko do galerii sztuki nowoczesnej. Dziecko przyglądało się nowym kształtom, barwom, zjawiskom. Poznawało sztukę w sposób intuicyjny, pierwotny. Kształtowało przecież nieświadomie swoje poczucie piękna, ładu, harmonii, czy właśnie brzydoty. To przydałoby się Polakom. Przecież każdy ma jakieś zdanie i potrafi powiedzieć, co mi się podoba, a co niekoniecznie. Może jeszcze nie uzasadni, ale wie, co w nim budzi określone emocje. Nie zależy to od wykształcenie, chociaż generuje ono większą czułość
Powody podane przez Ciebie, dla których to Polacy kiepsko się ubierają, wydają mi się jakieś niewystarczające. Grubość portfela: wiadomo, krawiec kraje, jak mu materiału staje. Wybieram rzeczy najlepsze z tej półki cenowej, na jaką mogę sobie w tym momencie pozwolić. Słaba oferta w sklepach: nie kupuję w sklepach, których oferta nie zadowala i szukam dalej (vintage store'y, Internet, pchli targ, małe butiki, krawiec). Nie chodzę ze sklepami na kompromis, to ja - klient - ustalam zasady. Lenistwo: z punktu widzenia kobiety, każda chce się podobać (sobie i innym). Jasną sprawą jest, że dobry wygląd nie przychodzi sam, trzeba ponieść jakieś jego koszty. Niedbałość: wynika w dużej mierze z lenistwa. Kopiowanie miernych wzorów zachodnich także - nie chce mi się pomyśleć, poszukać swojej drogi, pokombinować, popróbować, zmierzyć się z samym sobą.