Tutaj się zgadzam
Fakt, sam zajmuje się wszystkim dotyczącym jego pracy, ale strój nie jest tego elementem. Zbroja, czy mundur były kluczowe w bitwie. Narzeczony pracuje w takiej branży, że garnitury są wręcz niemile widziane. Wychodzą z założenia, że ich wyniki są tak "twarde" i mierzalne, że nie muszą udowadniać swojej wartości strojem (chociaż przypuszczam, że w ogóle o tym nie myślą ). Doszło do tego, że kraciaste koszule zakłada tylko na konferencje, żeby informatyczna brać go lepiej odbierała. I tak, haha, tymi koszulami już sam się zajmuje Swoją drogą, ciekawie byłoby wiedzieć czym na co dzień zajmuje się większość forumowiczów. Czy są jakieś wspólne czynniki pchające ich do takiego a nie innego stylu.
On ubiera się tak, żebym ja była szczęśliwa, bo podobno wtedy to on jest szczęśliwy, ja staram się być piękna dla niego... i tak to się kręci. Po prostu ja mam z tym więcej frajdy.
Nigdy nie kupujemy ubrań, które mu się nie podobają i w których źle się czuje.
Ja problemu też nie widzę. Tym bardziej, że często dostaję śniadanie do łóżka Chodzi raczej o to, że z grubsza podzieliliśmy się obowiązkami, intuicyjnie, właśnie na podstawie tego kto jest w czym lepszy. Ja się w sumie czuję szczęśliwa, gdy mogę o niego dbać i nie widzę potrzeby wymagania od niego, żeby absolutnie zawsze zajmował się sobą sam. Tym bardziej, że ma lepsze rzeczy do roboty (jak np. zajmowanie się mną )
Nie robicie mu pod górkę Wasze zaangażowanie w temat ubioru odbieram jako szalenie pozytywne i potrzebne.