Jump to content
Sign in to follow this  
me.spoke

Ubiór lekarza

Recommended Posts

Witajcie :)

Było już o prawnikach, więc pomyślałem że warto przyjrzeć się kolejnej grupie zawodowej, która jest mi szczególnie bliska. Z góry wybaczcie forumowe gawędziarstwo, ale być może ktoś przeczyta wpis i ze mną podyskutuje.

Zrobię mały coming out - jestem lekarzem na początku swojej kariery i na wstępie podzielę się swoimi przemyśleniami o modzie męskiej w tej profesji. Zacznę od szczypty historii:

Kiedy w Niemczech, Francji i Wielkiej Brytanii rodziła się współczesna medycyna wpływowi lekarze często pochodzili z rodzin szlacheckich. Nie trzeba mówić, że w czasach gdy ubrania formalne były noszone znacznie częściej również i lekarze należący do "wyższych" sfer ubierali się oficjalnie. Obowiązywał czarny kolor mający podkreślać powagę zawodu, podobnie jak w przypadku prawników czy duchownych. Surdut był podstawowym elementem garderoby zakładanym nawet podczas operacji. W pewnym okresie chirurdzy mieli tendencję do nie czyszczenia swoich surdutów operacyjnych z krwi i ropy, które stanowiły ich trofea i niejako wyznacznik ich doświadczenia. Ze względów praktycznych podwijano tylko rękawy powyżej łokcia. Dbałość o wygląd była na pierwszym miejscu, o czym może świadczyć legenda o wynalezieniu sławnych kleszczyków Péan służących do zaciskania krwawiących naczyń. Otóż Jules Péan, XIX-wieczny francuski chirurg, miał otrzymywać od swojego przełożonego nieustanne reprymendy, że z powodu niewłaściwej asysty podczas operacji zakrwawieniu ulega jego koszula. Rozwiązaniem stały się używane do dziś kleszczyki naczyniowe. Poniżej obraz przedstawiający typowy ubiór XIX-wiecznych chirurgów przy pracy.

P%C3%A9an_and_his_surgery_class_before_operation.jpg

Wszystko zmieniło się w dobie odkrycia drobnoustrojów i rozwoju badań nad chorobami zakaźnymi. Lekarze zaczęli nosić białe fartuchy żeby łatwiej było dostrzec zabrudzenia mogące być źródłem zakażenia. Zaczęto przywiązywać większą wagę do higieny personelu, regularnego mycia rąk i czyszczenia sprzętu medycznego. Do użycia podczas operacji weszły gumowe rękawice produkowane przez Charlesa Goodyeara seniora, którego syn nota bene opracował metodę ramowego szycia butów (znane nam wszystkim Goodyear welted). Od tego czasu białe fartuchy stały się znakiem rozpoznawczym lekarzy.

Jeśli chodzi o przeszlość to na tym poprzestanę, bo już i tak za bardzo się rozpisałem. W moim odczuciu od kiedy do użycia weszły fartuchy, a moda męska zaczęła ulegać stopniowemu obniżaniu formalności strój lekarza przeszedł znaczną ewolucję, niekoniecznie na lepsze.

Budowanie wizerunku jest w tej profesji wyjątkowo ważne, trzeba umieć nawiązać dobry kontakt z pacjentem, stwarzać poczucie zaufania i dbałości o proces leczenia. W moim odczuciu lekarz przyjmujący pacjenta w gabinecie w krótkich spodenkach, powyciąganym t-shircie i sandałach (mimo że to skrajność to takie obrazki też widziałem) na wstępie przekreśli swoje szanse na to, że jego zalecenia zostaną potraktowane poważnie. Z drugiej strony fartuch, mimo że nie do końca spełnia swoją rolę (szczególnie gdy jest rozpięty, bo wtedy stanowi tylko wieszak na identyfikator i wyróżnik kogoś związanego z medycyną), nadal jest nieodzownym elementem garderoby w większości specjalizacji, co przekreśla możliwość noszenia np. marynarki do pracy (choć np. psychiatrzy czy pediatrzy ostatnio rezygnują z noszenia fartuchów na rzecz ocieplania swojego wizerunku). Dodatkowo w szpitalu wypada zmieniać buty (większość stawia na Crocsy).

To wszystko sprawia, że trzeba znaleźć kompromis. Staram się obecnie kompletować odpowiednią garderobę i szukam tego złotego środka. Biorąc pod uwagę wszystko, co napisałem, moje wyobrażenia na temat tego jak powinien się ubierać lekarz są następujące:

1. Na wierzch ten nieszczęsny fartuch - namiastka marynarki :)

2. Koszule zamiast t-shirtów - obowiązkowo. Do koszuli krawat, ew. koszule z kołnierzykiem button down albo podpinanym bez krawata.

3. Opcjonalnie, acz z dużą chęcią kamizelka bądź ładny sweter - szczególnie gdy jest zimniej.

4. Spodnie - szeroki wachlarz spodni garniturowych przede wszystkim z wełny o niższej skrętności (woły robocze - względy praktyczne). Do tego odpowiedni asortyment chinosów, a od czasu do czasu może jakieś jeansy.

5. W gabinecie ładne buty - brogsy, monki, oxfordy, derby.

Do tego oczywiście na konferencje i inne wydarzenia podstawowy zestaw każdego faceta obejmujący kilka marynarek i spodni do łączenia w zestawy koordynowane i min. 3 garnitury.

Chętnie usłyszę co Waszym zdaniem powinien nosić lekarz. Oczywiście nie chodzi o to, żeby przegiąć w drugą stronę i przytłaczać nadmierną dbałością o wygląd, ale żeby ubierać się schludnie, bo to świadczy o stosunku do otoczenia. Co sądzicie? :)

  • Like 1
  • Upvote 4

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie jestem pewien, czy postawione pytanie nie jest zbyt ogólne. Chodzi mi o to, że np. chirurg szczękowy zapewne musi się przy ekstrakcji dobrze "zaprzeć", więc śliski niepodzelowany Rendenbach może mu tego punktu podparcia nie zapewnić. W razie konieczności nagłej reanimacji koszula super slim fit może za bardzo krępować ruchy. Nie powinienem dowcipkować, bo temat jest poważny, ale psychiatra w koszuli Turnbull&Asser może pacjenta tylko wpędzić w większą depresję;-) - itd.

Jeśli lekarz podejdzie profesjonalnie do pacjenta, to jego profesjonalny ubiór może go postawić w jeszcze lepszym świetle, ale jeśli tego podejścia nie będzie (tj. wizyta 7 minut, z czego 6 na wypełnianie dokumentów, a więc brak czasu, żeby się pacjent nawet rozebrał), to najlepszy ubiór nie pomoże.

Przedstawiony powyżej zestaw wydaje mi się dobrze dobrany.

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Fantazjowanie powiem szczerze.

Po to jest ten kitel, żeby lekarzowi dobrze się pracowało - to jest jego strój roboczy i ma on spełniać określone funkcje. Ma być wygodny.

Górnik czy pracownik huty też ma określony strój dostosowany do warunków i funkcji jakie ma spełniać. Pardon za porównanie do tak nieszlachetnych grup zawodowych, acz patrząc na zarobki stażystów (2,2 k PLN brutto) - to i tak niewielu może sobie pozwolić na kaszmiry i mięciutkie skóry.

Share this post


Link to post
Share on other sites

W przypadku niektórych miejsc pracy np. o. chirurgii, izba przyjęć, SOR krawat i koszulę lepiej zostawić w szatni na rzecz mundurka. Osobiście o wiele wygodniej mi się pracowało w takim ubiorze, pomijając już kwestie możliwości zabrudzenia np. krawata krwią lub wymiocinami. W trakcie RKO też przeszkadza. Natomiast praca w miejscach takich jak planowe oddziały diagnostyczne czy poradnia bardziej elegancki ubiór jak najbardziej. Co do fartucha jest to ubiór obowiązkowy w miejscu pracy.

  • Like 1
  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Możliwość ubierania się "klasycznie" jest w dużej mierze ograniczona miejscem pracy i wykonywaną specjalizacją. Np. dla wspomnianych chirurgów dość uciążliwe może być przebieranie się z koszuli z krawatem w jednorazowy strój i odwrotnie kilka razy dziennie, jeśli musi wędrować między oddziałem czy izbą przyjęć a blokiem operacyjnym. Tym bardziej, że często odbywa się to w pośpiechu. Osobna jest też kwestia wygody. Nawet podczas mniejszych zabiegów, które nie są wykonywane z zachowaniem pełnej jałowości długi rękaw koszuli czy zegarek zwykle nie unikną kontaktów z różnymi płynami ustrojowymi pacjenta. W zupełności wystarczy, żeby ubiór chirurga był po prostu wygodny, czysty, wyprasowany i odpowiednio dobrany pod względem rozmiaru. Tak jak mój przedmówca również uważam, że zabiegowcom najlepiej pracować w fartuchu, do tego dwuczęściowym i z krótkim rękawem. Jest to nie tylko kwestia wygody, ale też zapobiegania roznoszeniu drobnoustrojów (w dodatku bardziej opornych niż te żyjące poza szpitalem).

Wydaje się, że lekarze, którzy nie wykonują specjalizacji zabiegowej mają większe możliwości w kwestii ubioru. Zwłaszcza da się to zauważyć u psychiatrów, a szczególnie u kobiet, na niektórych oddziałach odbywała się istna rewia mody ;) Swoją drogą wydaje mi się, że pacjenci psychiatryczni wolą raczej, gdy lekarz nie nosi fartucha. Najwyraźniej z tego samego założenia wychodzą psychiatrzy, bo mało który spośród tych, z którymi miałem zajęcia był "w mundurze".

Podobają mi się wybrane przez Ciebie zestawy, choć nie wiem, czy nastaną takie czasy, że będę w stanie założyć koszulę, sweter i fartuch - szpitalne budynki są raczej dostosowane do komfortu termicznego pacjentów (większość to jednak ludzie starsi spędzający cały dzień w piżamach).

Uważam, że najważniejsze i tak są kompetencje lekarza i podejście do człowieka. Natomiast dbanie o własną prezencję - nie tylko w kwestii ubioru - jest trendem, który warto wspierać i to nie jedynie wśród lekarzy, ale u wszystkich osób, dla których ważne jest zaufanie, jakim inni je darzą.

Tak przy okazji - może ktoś ma jakieś propozycje co do takich butów "roboczych", które nie pozostawiają złudzeń, że nie są obuwiem codziennym, a nie są tak paskudne jak np. Crocsy (które poza niezbyt urzekającym wyglądem świetnie odgrywają swoją rolę ;))?

  • Upvote 4

Share this post


Link to post
Share on other sites

Generalnie z każdym z Was się zgadzam w mniejszym lub większym stopniu i dziękuję za input bardziej doświadczonych kolegów :) Nie chciałem już dywagować w szczegółach o specjalizacjach takich jak chirurgia czy medycyna ratunkowa. Pewnie, że nie wyobrażam sobie przebierania się 3x w trakcie dyżuru z eleganckiego stroju na rzecz wdzianek blokowych w sytuacji gdy wjeżdżają pacjenci wymagający pilnej laparotomii albo pracy na SORze w trzyczęściowym garniturze. Ubiór ma nie przeszkadzać, to jasne. Bardziej chodziło mi o sytuacje gdy możemy sobie pozwolić na ubranie  się bardziej  formalnie bez poświęcania funkcjonalności stroju, czyli głównie o specjalizacje zachowawcze i pracę w ambulatorium.

Jeśli chodzi o fartuch czy scrubsy to należałoby się zastanowić czemu mają służyć. Ich ideą jest to żeby izolowały od różnych czynników szkodliwych, m.in. otaczających nas drobnoustrojów. Pod tym ostatnim kątem noszenie rozpiętego fartucha i pozwalanie na osiadanie na nas całej baterii lekoopornych szczepów szpitalnych nie spełnia tak bardzo swojej roli, a nie zauważyłem żeby więcej niż 5% lekarzy nosiło zapięty fartuch. Pozostałe benefity to moim zdaniem najwyżej budowanie respektu, ułatwiona identyfikacja (doktor z większym prawdopodobieństwem będzie w białym kitlu, uwaga - od tej reguły są wyjątki 😛) i korzystanie z obszernych kieszeni, choć nie mogę powiedzieć żeby obładowany fartuch  był bardzo wygodny. Wielu lekarzy i lekarek nosi również zegarki, biżuterię, maluje paznokcie itd. Lege artis nie powinniśmy przychodzić do pracy w czymkolwiek co sięga za łokieć, a jednak i tak to robimy. Scrubsy jak najbardziej są komfortowe i zawsze się z nich przebieramy zostawiając je w miejscu pracy - w ten sposób nie jest się dystrybutorem bugów :) jednak odnoszę wrażenie, że sporo kolegów nosi fartuch zamiast scrubsów nie tyle dla wygody i funkcjonalności co z przyzwyczajenia i tego "lekarskiego looku".

Chyba zgodzicie się, że w naszym zawodzie empatia i profesjonalizm grają pierwsze skrzypce i tego uczymy się przez całe zawodowe życie. Psychologia to lwia część pracy, a za nasz odbiór w dużej mierze  odpowiada pierwsze wrażenie. Przede wszystkim to kierowało mną jak zaczynałem ten temat. Zadam więc dodatkowe pytanie - czy z perspektywy pacjenta raziłoby Was gdyby np. Wasz lekarz rodzinny przyjmował Was ubrany tak jak to opisałem wyżej? W literaturze można znaleźć różne badania socjologiczne dotyczące np. postrzegania lekarza przez pacjentów w zależności od jego samochodu i sugerują one żeby nie wychodzić poza średnią półkę cenową. Zastanawiam się czy elegancki wygląd buduje bardziej dystans czy zaufanie w naszym zawodzie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Szczerze mówiąc przyjęcie w t-shiercie Sabatonu przez lekarza wskazywałoby mi, że jest duża szansa, że  to właśnie profesjonalista, a nie ktoś kto przysłania ubiorem swój brak kompetencji. Ale ja jestem z branży, że im bardziej błyskotliwy człowiek, tym większy aspołeczny dziwak z niego. Ale też rozumiem, jak dla większości ludzi liczą się świecące paciorki, a nie meritum. 

Z drugiej strony ja osobiście potrafiłbym docenić kunszt odpowiednio dobranego zestawu - czy inne osoby też, wydaje mi się, że możliwie. Ale to nie kwestia już dobrego ubioru, ile włożonego wysiłku w odpowiednią stylizację, co ludzie potrafią docenić 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, me.spoke napisał:

Jeśli chodzi o fartuch czy scrubsy to należałoby się zastanowić czemu mają służyć. Ich ideą jest to żeby izolowały od różnych czynników szkodliwych, m.in. otaczających nas drobnoustrojów. Pod tym ostatnim kątem noszenie rozpiętego fartucha i pozwalanie na osiadanie na nas całej baterii lekoopornych szczepów szpitalnych nie spełnia tak bardzo swojej roli, a nie zauważyłem żeby więcej niż 5% lekarzy nosiło zapięty fartuch. 😛

 

Tylko no właśnie - jak sam zauważyłeś, scrubsy zostawiasz w szpitalu, a w krawacie i koszuli idziesz do domu... I nawet jeśli zapniesz fartuch, to i tak nie wyeliminujesz tego, że np. kołnierz koszuli jest odkryty. I co ze spodniami? Dlatego ja sobie nie wyobrażam pracy w szpitalu w tego typu ubraniach - nawet jeśli lekarz nie jest "zabiegowcem". Już bardziej rozumiem zestaw fartuch + codzienne ubrania w poradni.

Kurcze, trawy też nie kosimy w spodniach z flaneli i marynarce...

Godzinę temu, Typowy Janusz napisał:

Szczerze mówiąc przyjęcie w t-shiercie Sabatonu przez lekarza wskazywałoby mi, że jest duża szansa, że  to właśnie profesjonalista, a nie ktoś kto przysłania ubiorem swój brak kompetencji.

Myślę, że ocena przedstawiciela jakiegokolwiek zawodu na podstawie jego ubioru (póki nie przekracza ogólnie przyjętych norm) nie ma sensu. Spotkałem wielu kompetentnych ludzi w t-shircie, co niekompetentnych w garniturze i odwrotnie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

W Stanach w tym roku wyszło spore badanie na temat preferencji pacjentów co do ubioru lekarza Understanding patient preference for physician attire
Oczywiście, nie jest tam brane pod uwagę, czy pacjent woli lekarza w garniturze flanelowym w kratę, czy w zestawie skoordynowanym. Tylko chirurgom i lekarzom medycyny ratunkowej pacjenci są w stanie odpuścić fartuch, choć i tak połowa wolałaby, żeby go mieli. 

Także opierając się na praktyczności i higienie wychodzi, że w szpitalu najlepszym zestawem są scrubsy + biały fartuch, a poza oddziałem koszula + krawat + spodnie z kantem + fartuch. Czyli zestaw z pierwszego posta. Myślę, że odchylenia od błękitnej koszuli i granatowych spodni pacjenci też by znieśli. Taki wizerunek jest mocno zakorzeniony w kulturze amerykańskiej, ale myślę, że i polscy pacjenci nie mieliby nic przeciwko tak ubranym lekarzom.

Ciekawe, czy strój lekarza będzie ewoluował w mniej formalną stronę. Być może młode pokolenia uznają fartuch za konserwatywny atrybut paternalistycznych lekarzy, przez który trudniej im wejść będzie z nimi w relację partnerską.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja z kolei bawię się w pediatrię, gdzie akurat biały fartuch niekoniecznie jest tym, co dzieci lubią. Niedawno miałem 2 lata stażu do dodatkowej specjalizacji, część na oddziale, a część w poradni. Akurat tam mieliśmy obowiązek chodzenia w białym fartuchu, natomiast pod nim normalne ubranie, w zasadzie specjalnie po to, aby odróżnić się od całej reszty w błękitnych "piżamkach". Normalne ubranie na przeciętnym oddziale niezabiegowym pod fartuchem, nawet koszula z krawatem, zupełnie nie przeszkadza w pracy. Reanimacje zdarzają się na oddziałach pediatrycznych skrajnie rzadko, być może koledzy innych specjalizacji mają z nimi częściej do czynienia i mogą się obawiać krępowania ruchów. 

Zabiegowcy, tu zgoda, wielokrotne przebieranie się jest upierdliwe i raczej się nie sprawdzi noszenie koszuli z krawatem.

Nie ma co demonizować szpitalnych bakterii, wyniesienie ich na ubraniu nie powoduje raczej negatywnych skutków w życiu pozaszpitalnym. Z kolei wiemy, że wnoszenie zewnętrznych bakterii na codziennym ubraniu na oddziały szpitalne może być korzystne. Z tego powodu odwiedzający nawet na oddziałach intensywnej terapii noworodka nie muszą nosić fartuchów ochronnych.

W poradni pediatrycznej nienoszenie fartucha się sprawdza, dzieci się mniej boją, są wręcz ciekawe tego, co wisi pod szyją, z resztą można tu pofantazjować wzorami. Nie wierzę, aby bardziej schludny ubiór lekarza budził u pacjenta wrażenie, że lekarz w ten sposób ukrywa swój brak kompetencji. A już zupełnie nie zgadzam się, że nieschludny ubiór wzbudza zaufanie, że taki doktor to dziwak i specjalista. Aktualnie relacje pacjent-lekarz mocno się zmieniły w partnerskie, a nie paternalistyczne, jak to było niedawno. Często muszę pacjenta/rodzica przekonywać argumentami. Wydaje mi się, że lepiej brzmią one w ustach człowieka, który jest ubrany "dobrze". Zatem co najmniej koszula i chino, a w chłodniejsze dni marynarka i krawat. No chyba, że jest gorąco, to marynara ląduje na wieszaku. 

  • Upvote 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Taką ciekawostkę Wam sprzedam, bo może ten trend przyjdzie i do nas. W UK (nie wiem czy wszędzie) lekarze nie noszą białych fartuchów, a własne ubranie (z długim rękawem rzecz jasna), bo zauważono że wlasną koszulę pierze się conajmniej raz na dwa użycia, a fartuch potrafi być używany i dwa miesiące.

  • Like 1
  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, Blondas napisał:

...Nie wierzę, aby bardziej schludny ubiór lekarza budził u pacjenta wrażenie, że lekarz w ten sposób ukrywa swój brak kompetencji. A już zupełnie nie zgadzam się, że nieschludny ubiór wzbudza zaufanie, że taki doktor to dziwak i specjalista...

Masz rację. Dla mnie takie stwierdzenia ocierają się o absurd. Jeżeli nieschludny lub bardzo swobodny ubiór ma budować zaufanie do lekarza to świat stoi na głowie. Jeżeli ktoś nie jest w stanie zapanować nad swoim wizerunkiem -co jest w gruncie rzeczy dość proste - to jak mogę oczekiwać, że zapanuje nad tak skomplikowanym ukladem jakim jest organizm ludzki. Co z tego, że będzie miał wiedzę o chorobach skoro stanie się niewiarygodny? Przez te kilka minut jakie poświęci mi w gabinecie nie będzie dość czasu aby rozwiać tego typu wątpliwości! Świeża koszula, w miarę niepogniecione spodnie i jako tako zadbane buty to w mojej ocenie absolutne minimum wizerunkowe dla lekarza.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czekam na tematy "ubiór adwokata", "ubiór taksówkarza", "ubiór sprzedawcy ziemniaków".

99% pacjentów nie obchodzi, co ma na sobie lekarz. Przynajmniej dopóki nie jest to koszulka ze swastyką. Lekarz ma być uprzejmy, dokładnie wypytać i solidnie zbadać, a nie imponować poszetką czy krawatem. A ten pozostały 1% zainteresuje się ubiorem lekarza tylko w kontekście: "protestują, że za mało zarabiają, a widziała pani jak się ten x z przychodni nosi? te jego buty kosztują więcej niż moja emerytura!"

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czasem mam wrażenie, że 99% pacjentów nie obchodzi, co oni sami mają na sobie...
Może osobny temat nie jest potrzebny, ale taka dyskusja w temacie „Filozofia ubioru” IMO jak najbardziej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z "doświadczenia": prezeska dużej firmy medycznej (kilka tysięcy pielęgniarek do opieki paliatywnej w kraju), olbrzymi dom, kilka grubych fur, ubrania za grube tysiące, jachty itd.

pewnego dnia pielęgniarki pojawiły się pod firmą w zapowiedziany sposób, aby strajkować o podwyżkę. Wtedy pani prezes przyjechała najstarszym z posiadanych samochodów, ubrana byle jak, rozczochrana i rozkładała ręce że nie ma z czego dać.

Taki z tego wniosek, jak napisał @Rudolf : jeśli przyjechałaby mercedesem SLS AMG, pielęgniarki nie odeszłyby "ze zrozumieniem" ciężkiej sytuacji. Tak jak ludzie by kręcili nosem że doktorek ma lustro na butach o wartości 3 krotności ich pensji.

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
58 minut temu, lubo69 napisał:

Czasem mam wrażenie, że 99% pacjentów nie obchodzi, co oni sami mają na sobie...
Może osobny temat nie jest potrzebny, ale taka dyskusja w temacie „Filozofia ubioru” IMO jak najbardziej.

W starszym pokoleniu (55+ na oko) jest ciągle przywiązanie do ubrania się lepiej do lekarza, banku, kościoła. Sęk w tym, że to "lepiej" nie wszyscy rozumieją podobnie. Dlatego moim zdaniem tak potrzebne są wzory, a temat klasycznej męskiej elegancji jest niemal nieistniejący w szerszym obiegu.

Share this post


Link to post
Share on other sites
18 minut temu, Velahrn napisał:

Popularność crocsów

A czy crocsy wyparły na stałe trepy, czy też drewniane chodaki są jeszcze używane?

f-drewniaki-trepy-chodaki-medyczne-damskie-biale-36.jpg.817c933dbf7b0525f95638413a40c8da.jpg

Share this post


Link to post
Share on other sites

Poza tym, czy pacjenci wiedzą ile kosztują nasze buty? Myślicie że odróżnią królewski herb od Vassa, czy innego AS?

Na szczęście od roku nie dyżuruję, wtedy ubranie rzeczywiście musiało być wygodne i mieć dużo kieszeni.

Z butów wolałem skórzane klapki z paskami, trepów nigdy nie nosiłem.

 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
55 minut temu, lubo69 napisał:

A czy crocsy wyparły na stałe trepy, czy też drewniane chodaki są jeszcze używane?

f-drewniaki-trepy-chodaki-medyczne-damskie-biale-36.jpg.817c933dbf7b0525f95638413a40c8da.jpg

Są jak najbardziej używane. Głównie wśród starszych stażem kolegów, jednak zdarzają się wyjątki. Crocsy cieszą się największą popularnością jednak. Z prostych przyczyn, takich jak wymienił Velahrn. 30 minut w pralce i jak nowe. A z butami szpitalnymi jest tak, że często łatwo o ich zanieczyszczenie płynami ustrojowymi wszelkiej maści.  

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, Awopiotr napisał:

Masz rację. Dla mnie takie stwierdzenia ocierają się o absurd. Jeżeli nieschludny lub bardzo swobodny ubiór ma budować zaufanie do lekarza to świat stoi na głowie. Jeżeli ktoś nie jest w stanie zapanować nad swoim wizerunkiem -co jest w gruncie rzeczy dość proste - to jak mogę oczekiwać, że zapanuje nad tak skomplikowanym ukladem jakim jest organizm ludzki. Co z tego, że będzie miał wiedzę o chorobach skoro stanie się niewiarygodny? Przez te kilka minut jakie poświęci mi w gabinecie nie będzie dość czasu aby rozwiać tego typu wątpliwości! Świeża koszula, w miarę niepogniecione spodnie i jako tako zadbane buty to w mojej ocenie absolutne minimum wizerunkowe dla lekarza.

Nie absurd - właśnie ludzie ultra zdolni, których całym życiem była po prostu praca, z którymi miałem do czynienia przeważnie nie dość, że ubierali się byle wygodniej, to często nawet potrafili chodzić w kapciach na spotkania. W sumie nawet u lekarzy kiedyś zlecili mi masę badań, a dopiero czystym przypadkiem badająca mnie starsza pani profesor, mająca kompletny chaos na głowie, w prostych słowach stwierdziła, co mi pewnie jest (czyli w sumie nic - i miała rację). A, że już 3 razy przeżyłem takie "gradobicie badań" za grube tysiące, by stwierdzić, że w sumie to albo nie wiadomo, albo nic mi poważnego nie jest - bardziej milszym okiem patrzę na "czubów" co poświęcają się jakiemuś zagadnieniu niż kolejnym "bankowcom". 

Oczywiście znam też prawdziwych profesjonalistów lubiących dobry, schludny ubiór. Niemniej jeżeli mówimy tutaj o zaufaniu do kogoś, to zawsze walczę z opinią, że ktoś nieschludnie ubrany ma być gorszy w swoim zawodzie na poziomie merytorycznym. Często jest to po prostu odzwierciedlenie charakteru, że bałaganiarze i zapominalscy też często właśnie nie przykładają uwagi do ubioru. A często potrafią myśleć zupełnie innymi ścieżkami niż reszta.

Co nie znaczy, że nie ma też "słabeuszy" wśród i takich - bo nie dość,  że nie wiedzą co się dzieje, to jeszcze nie potrafią tego ukryć za ładnym uśmiechem :) 

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
53 minuty temu, Typowy Janusz napisał:

Często jest to po prostu odzwierciedlenie charakteru, że bałaganiarze i zapominalscy też często właśnie nie przykładają uwagi do ubioru. A często potrafią myśleć zupełnie innymi ścieżkami niż reszta.

Obiegowa opinia o naukowcach jest podobna, ale doświadczenie pokazuje, że bałagan na biurku to bałagan w wynikach. "Garbage in, garbage out"

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, Rudolf napisał:

Czekam na tematy "ubiór adwokata", "ubiór taksówkarza", "ubiór sprzedawcy ziemniaków".

99% pacjentów nie obchodzi, co ma na sobie lekarz. Przynajmniej dopóki nie jest to koszulka ze swastyką. Lekarz ma być uprzejmy, dokładnie wypytać i solidnie zbadać, a nie imponować poszetką czy krawatem. A ten pozostały 1% zainteresuje się ubiorem lekarza tylko w kontekście: "protestują, że za mało zarabiają, a widziała pani jak się ten x z przychodni nosi? te jego buty kosztują więcej niż moja emerytura!"

Dyskusja wre, więc myślę że temat jednak był potrzebny :) Zauważ, że nie powiedziałem nic o cenie poszczególnych składowych proponowanego przeze mnie zestawu. Powiem może jak to u mnie wygląda żeby uściślić, że nie przeznaczam każdego grosza na ciuchy za bajońskie pieniądze. Praktycznie zawsze kupuję na promocjach, a ubieram się głównie w Zalando, mam też pojedyncze rzeczy z Massimo Dutti (głównie spodnie, bo w innych sieciówkach są zawsze minimalnie na mnie za krótkie). Koszule dotychczas kupowałem zasadniczo w Wólczance/Lambercie, mam jednego Ralpha z second handu i ostatnio zainwestowałem w dwie od Osovskiego. Garnitur mam jeden kupiony w Albione i znowu - była to kwestia braku dopasowania w innych sklepach, bo jednak było tam trochę drożej niż np. w Vistuli. Oprócz tego do użytku nadaje się jedna marynarka dwurzędowa z Burton Menswear. Mam jedne czarne oxfordy Berwick kupione do ślubu, a tak to pomykam w broguesach na gumowej podeszwie i jednych outletowych butach Aldo. Poszetką i krawatami też nie poszpanuję, najdroższe kosztowały 70 zł. Teraz trochę się odhamowałem i złożyłem zamówienie u krawca na zestaw koordynowany, ale też się nie wykosztuję, bo zamknę się pewnie w 1700 zł z materiałem. Całą moją garderobę podsumowałbym na równowartość jednej marynarki np. od Zaremby (wishful thinking :)

Mimo to myślę, że z tym co mam mogę coś pokombinować i ubierać się klasycznie i schludnie. Kieruję się logiką, że skoro sam podświadomie wolę przebywać z ludźmi, którzy np. nie wydzielają nieprzyjemnego zapachu albo przykładają wagę do tego co mają na sobie to pacjent również chętniej posłucha się lekarza, który jest zadbany, a to już może być istotne również i dla jego zdrowia - może trochę bardziej niż to jakie kupi ziemniaki.

2 godziny temu, Velahrn napisał:

Pracuje jako lekarz rodzinny i pediatra, zarówno w przychodni jak i w szpitalu, więc dorzucę swoje trzy grosze

Co do kwestii technicznych - kiedyś myślano, że najniebezpieczniejsze bakterie przychodzą z zewnątrz, że nie można przynosić do oddziału zarazków. Stąd na przykład zakaz odwiedzin na porodówkach, wymogi nakładania ochraniacze na buty, nacisk na noszenie przez personel fartuchów itd.

Dziś wiadomo, że to bzdura. Najbardziej niebezpieczne bakterie to te, które bytują w szpitalach, ochraniacze na buty to spisek sprzątaczek, a fartuch i obuwie na zmianę chroni lekarza przed przenoszeniem do domu szpitalnych zarazków.

Popularność crocsów (też takie posiadam), mimo że to strasznie paskudne buty, wynika z trzech rzeczy. Po pierwsze, są bardzo lekkie i wygodne. Po drugie, można je uprać w pralce i są niesamowicie wytrzymałe (moje po dziesięciu latach są w idealnym stanie). Po trzecie, są to buty wsuwane, co jest bardzo ważne. Dlaczego? Ponieważ nie znam nikogo, kto na dyżurze przebierał by się w ciuchy do spania. Wynika to z tego, że dyżur jest bardzo nieprzewidywalny, często sen to luksus i łapię się chwile drzemki, kiedy się może. Stąd ja śpię w szpitalnym mundurku i gdy zadzwoni telefon , wskakuje w crocsy i w ciągu ~30 s. wychodzę z dyżurki.

Z tego też wynika popularność dwuczęściowego kompletu bluza + spodnie, ważne, żeby były miękkie i rozciągliwe. Po prostu, w takim zestawie wygodnie się śpi.

Fartuchy często są paskudne, bo większość firm szyje je tak, aby pasowały na jak największą ilość potencjalnym klientów - czyt. są bardzo szerokie w pasie i nietaliowane. Ja swoje szyję na miarę - koszt to jakieś 150-200 zł - i takich problemów nie mam. Jednocześnie, taki fartuch jest bardzo praktyczny. Minimum, co trzeba mieć ze sobą w szpitalu, to identyfikator, pieczątka, stetoskop i długopis - a do tego dochodzi często jeszcze telefon, jakieś klucze, otoskop itp. Po prostu, duża ilość kieszeni jest przydatna.

Co do ogólnego wyglądu. Hipokrates zalecał, by lekarz wyglądał schludnie i przyjemnie pachniał. Ja bym dorzucił do tego, że lekarz powinien wyglądać o poziom wyżej od pacjenta. Oznacza to w praktyce, że jeśli typowy pacjent ma dżinsy, adidasy i przypadkową koszulkę z napisem, lekarz powinien nosić koszulę i buty skórzane. Taki wygląd wzbudza zaufanie, a jednocześnie nie jest przesadą. Czasami jednak nosze koszulę i krawat, dla własnej przyjemności, i również jest to pozytywnie odbierane.

W całej rozciągłości się zgadzam :) Fakt, dyżury to zupełnie odrębna kwestia, której w swoim pierwszym wpisie nie poruszyłem. W tym wypadku chodzi głównie o pragmatyzm i zabieganie o bezpieczeństwo pacjenta, a im więcej snu uda się uszczknąć tym generalnie lepiej, przebieranie się z kilku warstw eleganckich ubrań żeby się położyć zakrawałoby na nonszalancję, żeby nie powiedzieć chorobliwy dandyzm :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 godziny temu, Żorż Ponimirski napisał:

W starszym pokoleniu (55+ na oko) jest ciągle przywiązanie do ubrania się lepiej do lekarza, banku, kościoła. Sęk w tym, że to "lepiej" nie wszyscy rozumieją podobnie. Dlatego moim zdaniem tak potrzebne są wzory, a temat klasycznej męskiej elegancji jest niemal nieistniejący w szerszym obiegu.

"Na oko" mam 55+, na dwoje oczu 57.,Do lekarza zawsze ubieram się po męsku, do kościoła bardziej młodzieżowo.,W klinice porządny ubiór pomaga cały czas od momentu rejestracji  w recepcji aż do chwili discharge tym bardziej ,że większość personelu to kobiety.,W kościele porządne ubranie powoduje eskalacje oczekiwań finansowych ze strony w 100% męskiego personelu, tym bardziej kiedy ministranci tu wyglądają jakby trenowali zapasy, a na widok pięciodolarówki położonej na tace przez "eleganta" mogą im puścić nerwy.,Dlatego lepiej ubrać się gorzej niż reszta, albo przygotować dwudziestki.,Z kolei kiedy mamy zamiar umierać to lepiej nie zakładać na tą okazje ubrań typu "sunday best".,Ja miałem taki przypadek ,że po meczu Polska Kolumbia dostałem udaru i mimo ,że całego incydentu nie pamiętam to  moja garderoba od pasa wzwyż została pocięta zniszczony garnitur Isaia , tak samo krawat i koszula o szelkach Trafalgar nie wspomnę. Miałem zamiar iść z tym do sądu, ale nie wiedziałem kogo podać za powoda- ratowników medycznych czy Nawałkę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.