Jump to content
saphir.pl

(KONKURS) 4-bój klasyczny z PATINE i MULTIRENOWACJĄ

Recommended Posts

Ja już ostatni zgłosiłem, pierwszy był poza konkursem, to dam jeszcze jeden - oczywiście też poza konkursem. Oczywiście temat "kozioł i co zrobić z cordovanem". Myślę że sam obrazek wystarczy.

7ea0fbddab35ac7fd32ad8a294e166c2.jpg

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 minuty temu, Andrzej_P napisał:

Świetne! W czym projektowałeś?

Wszystkiego po trochu. Corel, PS

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kategoria czwarta. Może nie są to buty wpisujące się kanon niniejszego forum, lecz po przeczytaniu wątku o odnowieniu obuwia postanowiłem wyjąć je zapomniane z szafy.

I tak dzięki Quick Color od Tarrago ponad 7 letnie trzewiki Lasocki dostały drugie życie.

b1.jpg

b2.jpg

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kończąc czworobój klasyczny, moja próba w konkurencji pierwszej. Trzewiki Yanko pozdrawiają z bożonarodzeniowego jarmarku w Gdańsku.

 

Yanko Gdansk.jpg

  • Upvote 8

Share this post


Link to post
Share on other sites

W ramach trzeciej dyscypliny chciałbym zaprezentować swój projekt. Dobrze się stało, bo już dawno temu brałem ołówek do ręki, a niegdyś lubiłem sobie co nieco naszkicować. :)

Fotografie przedstawiają pudełko wykonane z lekkiego, elastycznego acz wytrzymałego drewna, być może jodła, bądź klon, wyścielone od wewnątrz materiałem, zabezpieczającym przed otarciem skórę butów, przyozdobione grawerowanym inicjałem marki, a także metalowymi elementami, tj. płaskownikami, kątownikami zabezpieczającymi krawędzie, oraz miedzianą tabliczką z nazwą firmy. Bryła pudełka na bokach jest lekko owalna, natomiast krawędzie boczne zostały ścięte.

Światło słabo reaguje z ołówkiem, jednak mam nadzieję, że zdjęcia są czytelne, a treść się Państwu spodoba. :)

konkurs.jpg

  • Upvote 4

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przed:

Pewnego ranka obudziłem się i postanowiłem zostać erudytą. Tak jest, bycie erudytą jest w sam raz dla mnie, niespełnionego artystycznie inteligenta. Jeśli nie mogę uchwycić istoty bytu, ile wynosi masa atomowa wanadu. Kto wie, może taka wiedza też przybliża do poznania praprzyczyny.

Ucieszony tym nowym pomysłem na siebie szybko wstałem z łóżka (łóżko jest to rodzaj mebla służący do spania lub odpoczynku w pozycji leżącej, składającego się najczęściej z ramy i materaca; łóżka były znane już w starożytnym Egipcie, pierwsza wzmianka o łóżku pochodzi najprawdopodobniej z Odysei Homera (Ὀδύσσεια, koniec VIII w. p. n. e.). Starożytni Rzymianie wyróżniali następujące rodzaje łóżek: lectus cubicularis – do spania; lectus genialis – małżeńskie; lectus discubitorus – na którym jedzono, leżąc na lewym boku; lectus lucubratorius – na którym się uczono; lectus funebris – w których palono zmarłych na stosie), poszedłem do łazienki (zamożniejsi Francuzi często mają w domach łazienki, do których wchodzi się prosto z sypialni; są to tak zwane ensuite bathrooms (ang.) lub salles de bains attenantes (fr.)), przejrzałem się w lustrze (lustro jest to rodzaj zwierciadła optycznego, uzyskiwanego przez pokrycie szkła warstwą srebra lub glinu w procesie rozpylania katodowego), oddałem mocz (mężczyźni najczęściej dokonują tego, stojąc, a kobiety – siedząc lub kucając; wszelako nie jest to jedyna metoda: i tak w Afryce kobiety często również oddają mocz stojąc, natomiast w Szwecji i Niemczech wielu mężczyzn robi to, siedząc), umyłem zęby (dorosły człowiek ma 32 zęby, pies ma ich 42, kot domowy – 30, ocelot – 50, koń – 36, a żarłacz biały ok. 3000), wziąłem prysznic (polskie słowo “prysznic” pochodzi od nazwiska Wincentego Priessnitza, żyjącego w XIX w. na terenie Śląska Austriackiego pioniera hydroterapii; wbrew powszechnej opinii, Priessnitz nie był “wynalazcą” prysznica, lecz co najwyżej jego popularyzatorem, prysznic znali bowiem już starożytni Grecy) i ogoliłem się (Aleksander Macedoński nakazywał swoim żołnierzom golić się, by nie można ich było w czasie walki chwytać za brodę; obecnie w Europie i USA prawie trzy czwarte mężczyzn goli się codziennie). Następnie zjadłem grahamkę (mąka Grahama, czyli mąka typu 1850, zawiera 83% bielma, 14,5% otrąb i 2,5% zarodków) z margaryną (po raz pierwszy margarynę uzyskał z 1869 roku francuski chemik Hippolyte Mege-Mouriés, jako produkt katalitycznego uwodornienia płynnych olejów roślinnych) i serem żółtym (najdroższy ser na świecie wyrabiany jest w Szwecji z mleka łoszy, czyli samicy łosia), popiłem to herbatą (“od samego mieszania herbata nie staje się słodsza” - S. Kisielewski), po czym wreszcie wstałem od komputera i oddałem się pogodnym rozmyślaniom nad tym, jak spójne i uporządkowane potrafi być życie, gdy wie się odrobinę więcej niż inni.

Przeszło mi przez myśl, że to odpowiedni moment na swego rodzaju gorzki happy end: niespełniony artysta siedzi oto w swym skromnym mieszkanku na Mokotowie, smutny, choć jednocześnie szczęśliwy, bo nauczył się dostrzegać w życiu małe radości (jak chociażby to, że stała Plancka wynosi 4,135 667 443 (35) ×10-15 eV· s). Godzi się z tym, że nie przejdzie już do historii i że pamięć o nim umrze szybciej niż on sam, ale też dostrzega, że całe życie jeszcze ma przed sobą i że są miliony rzeczy, którymi może wypełnić pustkę własnej egzystencji (na przykład to, że walutą Erytrei jest nakfa). I choć może jest dla niego zbyt wcześnie, by mógł w pełni docenić własne odkrycie, dzięki niemu jednak umrze jako człowiek spełniony, dożywszy w dobrym zdrowiu sędziwych lat i doczekawszy się gromadki rumianych prawnucząt. Tak. Nadeszła ta chwila, w której trzeba zachować się jak mężczyzna, spojrzeć prawdzie w oczy i przełknąć gorzką pigułkę niespełnionych młodzieńczych marzeń. Pora się ustatkować, kupić porządne buty, założyć rodzinę, wybudować dom, spłodzić syna i zasadzić drzewo. Choć smutno się żegnać z młodością, choć żal, taka jest przecież kolej rzeczy, tu już nic nie da się poradzić.

Po:

Teraz już wiem. Trzymają ją w niewielkim pomieszczeniu na tyłach gazowni, za miastem. Dobrze ją ukryli, wydałem na łapówki tysiące euro, zanim wreszcie udało mi się ją namierzyć. A i tak mało brakowało, żeby cała sprawa wzięła w łeb przez jednego nieprzekupnego. Zawsze się, cholera, znajdzie jakiś ideowiec, nawet w mafii. Powisiał trochę głową w dół i zmiękł. Każdy mięknie, ale ten szczególnie mnie rozzłościł. W dodatku obryzgał mi nowe trzewiki Yanko, jak go wreszcie rozwaliłem. Normalnie nie lubię przemocy, ale wszystko ma swoje granice, nawet moja cierpliwość.
Czekałem, aż zapadnie zmrok. Mogłem wynająć pokój w jednym w zapryszczonych podmiejskich hotelików, w których roi się od kurew i pluskiew. Mogłem, ale wtedy na pewno ktoś by mnie rozpoznał, a zależało mi na tym, żeby zaatakować z zaskoczenia. W końcu byłem tylko jeden, samotny mściciel przeciwko legionowi najbardziej zwyrodniałych żołnierzy ormiańskiej mafii. W południe wstąpiłem do parszywej knajpki na drugim końcu miasta, żeby napić się miejscowej brandy. Może i była niezła, nie zważałem na smak. Nie ukrywałem się, przeciwnie. Liczyłem, że mnie zauważą – specjalnie wybrałem tę spelunę na zadupiu, niech myślą, że jeszcze nie wiem, gdzie ją trzymają. Niech się mnie nie spodziewają. Będzie im lżej umierać.
O osiemnastej wsiadłem do podmiejskiego pociągu i pojechałem do niemal doszczętnie opustoszałej wsi; bez trudu odnalazłem gazownię. Rzuciłem trzem rottweilerom zatrutą kiełbasę – pół godziny później miałem je już z głowy. Wejście na ogrodzony siatką teren nie nastręczyło trudności.
Podejrzewałem, że na dachu postawili snajpera. Postawili, ale nerwowego. Zbyt nerwowego. A nerwowy snajper to martwy snajper.
Korytarz jest długi i ciemny. To źle. Musieli usłyszeć strzał, na pewno pochowali się po kątach i czekają na mnie. Ale wyjdą, prędzej czy później.
Padają jak kaczki, trafiam bezbłędnie. Pierwszy, drugi, trzeci, czwarty. Białe koszule nasiąkają posoką. Piąty poddaje się, rzuca kałasznikowa i podnosi ręce do góry. Daruję mu życie, niech zna moją dobroć. Nie przyszedłem zabijać. Przyszedłem wymierzyć sprawiedliwość. A przede wszystkim: przyszedłem po nią.
Jest. Siedzi zakneblowana, przywiązana do krzesła. Na mój widok wybucha płaczem. Dzieli mnie od niej rów z płynną lawą, ale nic, nic już nie jest w stanie mnie powstrzymać.
Rozwiązuję ją; nagle słyszę, że za moimi plecami coś się poruszyło – błyskawicznie odwracam się i strzelam na oślep. To piąty, ten, któremu darowałem życie. Chciał mnie przechytrzyć. Trafiłem go w sam środek czoła.
Swietłana wypluwa knebel, rzuca mi się na szyję, wzruszenie rozchyla jej wilgotne wargi, jej delikatny, słowiański biust faluje jak Morze Czarne, błękitne oczy nabiegają łzami, mokre, pszeniczne włosy przylepiają mi się do karku i piersi. Obejmuje mnie drżącymi od podniecenia nogami. Płonie pożądaniem, roztapia się w wewnętrznym żarze. 
Jej uda są delikatne jak powieki.

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dyscyplina 1 

IMG_1365.JPG

(Remontowany Pałac Skrzyńskich w Zagórzanach)

FullSizeRender 3.jpg

FullSizeRender.jpg

FullSizeRender 4.jpg

Korzystając z okazji zdołałem zainteresować Yankami parę kóz i kozłów ;)

Można te prace potraktować jako hybrydę dyscypliny 1 z 2, albo odrębną kategorię.  

  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.