Skocz do zawartości
Gość BartoszMajewski

Podeszwa skórzana vs. zwykła

Rekomendowane odpowiedzi

Kyle    2080

Swego czasu przez 10 lat chodziłem z buta na stację PKP dwa kilometry w jedną stronę i później jeszcze po przesisdce do metra kilometr do biura. Praca umysłowa, zawód zaufania publicznego, częste reprezentowanie mocodawcy na zewnątrz. To co, rekomedujesz wtedy CCC, Nike czy chodzenie z workiem z obuwiem na zmianę?

  • Upvote 4

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Hargin    5968

Swego czasu przez 10 lat chodziłem z buta na stację PKP dwa kilometry w jedną stronę i później jeszcze po przesisdce do metra kilometr do biura. Praca umysłowa, zawód zaufania publicznego, częste reprezentowanie mocodawcy na zewnątrz. To co, rekomedujesz wtedy CCC, Nike czy chodzenie z workiem z obuwiem na zmianę?

 

Pytanie czy to był Twój wybór, czy wymuszony "okolicznościami przyrody"? Ja mam takie zdanie, że jeśli ktoś z własnej przyjemności uprawia piesze spacery przed i po pracy po kilka kilometrów, to osiągnął satysfakcjonujący go poziom stopy życiowej. Stać go poświęcić na to np. 2 godziny z doby i stać go wydać tysiąc i więcej na buty. Stać go również wymienić podeszwę czy kupić kolejne buty, bez darcia szat nad ich podeszwami. Luksus posiadania wolnego czasu, jest ciężko wymienialny na pieniądze. 

 

Na pewnym etapie kariery trzeba te kilometry robić z musu (brak samochodu, brak środków na paliwo czy parkometry, tańszy bilet miesięczny) i wtedy buty za 1000zł do codziennego użytku są kaprysem, nieadekwatnym do potrzeb i możliwości. Wówczas awaria podeszwy może rozchwiać budżet domowy. Odnoszę chwilami takie wrażenie, że zachłyśnięcie światem męskiej elegancji powoduje generowanie wydatków, które są "ponad stan" i zaczyna się "oglądanie podeszwy pod światło". Co by dużo nie mówić, to nie jest tanie "hobby" i zasobność portfela zawsze je zweryfikuje na danym etapie.

 

Oczywiście nie jest to diagnoza "fenomenu zelowania". 

  • Like 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
R50    826

Ja osobiście staram się użytkować dobra luksusowe razem z innymi dobrami luksusowymi. Oczywiście, kto bogatemu zabroni chodzić w kielmanach na kebsa za 5zł, ale taki jest mój pogląd.

 

Zelowania nie rozumiem, tak jak nie rozumiem, po co ktoś kupuje ajfona za 3 tysiące i nosi go w jakiejś g...nej kaburze, żeby się nie "zarysował" (kobietom od razu proponuję odrzucenie z miejsca jegomości z kaburami, tylko się wymęczycie przy takim skąpiradle udającym szychę).

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Pooshek    19

Pytanie czy to był Twój wybór, czy wymuszony "okolicznościami przyrody"? Ja mam takie zdanie, że jeśli ktoś z własnej przyjemności uprawia piesze spacery przed i po pracy po kilka kilometrów, to osiągnął satysfakcjonujący go poziom stopy życiowej. Stać go poświęcić na to np. 2 godziny z doby i stać go wydać tysiąc i więcej na buty. Stać go również wymienić podeszwę czy kupić kolejne buty, bez darcia szat nad ich podeszwami. Luksus posiadania wolnego czasu, jest ciężko wymienialny na pieniądze. 

 

Na pewnym etapie kariery trzeba te kilometry robić z musu (brak samochodu, brak środków na paliwo czy parkometry, tańszy bilet miesięczny) i wtedy buty za 1000zł do codziennego użytku są kaprysem, nieadekwatnym do potrzeb i możliwości. Wówczas awaria podeszwy może rozchwiać budżet domowy. Odnoszę chwilami takie wrażenie, że zachłyśnięcie światem męskiej elegancji powoduje generowanie wydatków, które są "ponad stan" i zaczyna się "oglądanie podeszwy pod światło". Co by dużo nie mówić, to nie jest tanie "hobby" i zasobność portfela zawsze je zweryfikuje na danym etapie.

 

Oczywiście nie jest to diagnoza "fenomenu zelowania". 

Co ma stan portfela do czerpania przyjemności ze spacerowania nie rozumiem. Czy to znaczy, że jak ktoś zaczyna więcej zarabiać, to musi jeździć do najbliższego sklepu Dżaguarem, bo go na to stać i tak wypada ?

Do pracy chodzę codziennie pół godziny i tyle samo wracam. Zdrowie plus chwila spokoju sprawia, że tracę godzinę, w czasie której mógłbym zarobić miliony, ale co tam, kto bogatemu zabroni ;)

Moim zdaniem argument o zależności między spacerowaniem a majętnością jest całkowicie chybiony.

 

Co do zelowania, to widać na podstawie tej dyskusji kolejny przykład niepotrzebnego dorabiania ideologii. Trochę to przypomina grupę wyznawców antyzelowania, których żaden argument nie przekona. W zależności od potrzeb i tego jak będę używał buty można zelować lub nie.

Nie wpisuję się w schemat, bo lubię chodzić pieszo, więc powinienem chadzać w garniaku w  najkaczach. Mam jednak dwie pary: jedną zelowaną i jedną na gumie, w których pomykam do pracy i nie przejmuje się warunkami i pogodą. Innych butów nie zelowałem.

  • Upvote 3

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Miro    410

Nie zgadam się z ostatnimi postami R50 i Hargina. Ja nie mam samochodu z zasady (i nie lubię), kiedyś jeżdziłem motocyklem - też zarzuciłem. Od zawsze chodzę do pracy pieszo, czy środkami komunikacji publicznej.

Więc siłą rzeczy buty (przedziały cenowe 400-700 zł, uwzględniając promocje) mam podzelowane.

Buty za 700 zł to dla mnie spory wydatek. Ale mógłbym za 700 zł kupić 3 pary budżetowych. Lecz jak policzyć większą trwałość tych droższych (znoszą mój styl życia bez zarzutu), większą ich urodę i wygodę - to myślę, że zbytnio nie szaleję.

Oczywiście trzeba o nie dbać i zachować umiar w kupowaniu kolejnych.

Jest dużo prawdy w powiedzeniu, ze biednego nie stać na najtańsze rzeczy - oczywiscie do tego też trzeba podejsć z dystansem i rozsądkiem.

 

Ale czarnych wiedenek Barker Nevis nie podzeluję :) Te są lepsze okazje i raczej we wnętrzach. Mam nadzieję, że krupon Barkera wytrzyma.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
werdzo88    47

Zelowanie to jakby nie ściąganie  foli z fotela które sobie właśnie kupiłeś .Gdy ściągniesz z fotela folie to  zacznie się brudzić , skóra zaczyna być coraz brzydsza (analogia do skórzanej podeszwy ).Po pewnym czasie  fotel trzeba zanieść do tapicera bo jest brzydki a jeszcze można z niego korzystać bo jest mega wygodny .Teraz ty jako użytkownik i inni tego fotela  chciałbyś siedzieć na ofoliowanym fotelu ?.Kupiłeś go żeby z niego korzystać ? .Nawet jakbyś chciał siedzieć na foli to poco kupiłeś skórzany fotel ?Nie lepiej było kupić welur, raczej tańszy ..

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
mosze    1371

Zelowanie to jakby nie ściąganie  foli z fotela które sobie właśnie kupiłeś .Gdy ściągniesz z fotela folie to  zacznie się brudzić , skóra zaczyna być coraz brzydsza (analogia do skórzanej podeszwy ).Po pewnym czasie  fotel trzeba zanieść do tapicera bo jest brzydki a jeszcze można z niego korzystać bo jest mega wygodny .Teraz ty jako użytkownik i inni tego fotela  chciałbyś siedzieć na ofoliowanym fotelu ?.Kupiłeś go żeby z niego korzystać ? .Nawet jakbyś chciał siedzieć na foli to poco kupiłeś skórzany fotel ?Nie lepiej było kupić welur, raczej tańszy ..

 

Żadna to analogia, mam skórzane sofy, które po wielu latach wyglądają doskonale. Być może dlatego, że nikt nie trze po nich płytami chodnikowymi. Stoją w salonie - deszcz tam dość rzadko pada.

 

Proponuję poczytać trochę wątek, np. posty kolegi Kyle powyżej, i darować sobie tego typu dywagacje, które niewiele wnoszą.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Zajac Poziomka    9491

Przepraszam, że głupio zapytam, ale po co osobie, która popyla do pracy kilka kilometrów z buta, obuwie za 1000zł?

Zapewne Twój post to tylko zwykła prowokacja, ale co tam, odpowiem serio. Zerwałem kiedyś więzadła krzyżowe w kolanie. Przez pewien czas nie mogłem chodzić w ogóle, później przez dłuższy czas rehabilitowałem się i kuśtykałem o kulach. Po czymś takim człowiek zaczyna doceniać nawet zwykły spacer - dla mnie to po prostu przyjemność. Od kontuzji minęło już parę ładnych lat, ale ja nadal staram się kiedy tylko mogę chodzić, zamiast jeździć. Zdarza się również w butach za 1000 zł, czasem trochę więcej. Rozumiem, że w Twoich oczach jestem niegodny ich użytkowania. Trudno, może jakoś to przeżyję.  

  • Upvote 2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
eye_lip    5209

Ja osobiście staram się użytkować dobra luksusowe razem z innymi dobrami luksusowymi. Oczywiście, kto bogatemu zabroni chodzić w kielmanach na kebsa za 5zł, ale taki jest mój pogląd.

Przecież to tylko buty /marynarki, zegarki etc./... naprawdę się zastanawiasz nad swoimi butami jak idziesz na kebsa?

  • Upvote 6

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Dark    37

No dobra, nagadali się wszyscy. Jakieś wnioski końcowe z tego będą czy temat nadal w punkcie wyjścia?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Hargin    5968

No dobra, nagadali się wszyscy. Jakieś wnioski końcowe z tego będą czy temat nadal w punkcie wyjścia?

 

Do wyciągnięcia we własnym zakresie, na podstawie "nagadania się wszystkich". 

  • Upvote 1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Aver    65

Dla mnie postawione w temacie pytanie było dylematem, dopóki nie kupiłem pierwszych butów ze skórzaną podeszwą. Po prostu nie byłem w stanie ścierpieć chodzenia w nich. A przyczyna była natury... akustycznej. Nie wiem, jak to wygląda w innych miejscowościach, ale we Wrocławiu za czysto niestety nie jest. Wystarczy przejść się do sklepu na rogu, żeby w podeszwy zdążyły powbijać się różne okruszki, drobinki i wszelkie "cosie". Efekt? Dźwięk chrupania przy każdym kroku. Po podzelowaniu problem znika. Odgłosy są lekko stłumione, ale czyste i wyraźne. Aż przyjemnie tak sobie pochodzić.
Czy ktoś jeszcze odczuł coś podobnego? Budzi to moje zastanowienie, bo podobnego wytłumaczenia jeszcze nie słyszałem, a wyjątkowo wrażliwego słuchu chyba nie mam.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Hargin    5968

Być może to kwestia przyzwyczajenia. Jeśli chodziłeś wcześniej, przez całe życie na gumowych lub "plastikowych" spodach, to wrażenia z użytkowania butów na "gołych" skórzanych podeszwach mogą być odmienne. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
szewc24.pl    1390

Mieszkając we Wrocławiu nie zauważyłem, żeby chodniki, czy ulice różniły się od tych w innych miejscowościach ;) Rzeczywiście, po podzelowaniu chodzi się troszkę inaczej, bardziej miękko, ale wg mnie wpływ na "chrobotanie" pod butem ma bardziej flek. Jeżeli jest wstawka skórzana, to na ogół jest ona ze słabej jakościowo skóry i jak się raz wbiją drobne kamyczki, tam potem "rzęzi" cały czas.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Aver    65

Mieszkając we Wrocławiu nie zauważyłem, żeby chodniki, czy ulice różniły się od tych w innych miejscowościach ;) Rzeczywiście, po podzelowaniu chodzi się troszkę inaczej, bardziej miękko, ale wg mnie wpływ na "chrobotanie" pod butem ma bardziej flek. Jeżeli jest wstawka skórzana, to na ogół jest ona ze słabej jakościowo skóry i jak się raz wbiją drobne kamyczki, tam potem "rzęzi" cały czas.

Ciekawe z tymi flekami. Spróbuję kiedyś w nowej parze z podeszwą skórzaną wymienić tylko je i zobaczę, jaki będzie efekt. Fakt, że nie mam najlepszych butów - Bexleye, Otisopse, Gordon & Bros - ale wstawka chyba nie powinna być aż tak marna.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Jarek    31

 Efekt? Dźwięk chrupania przy każdym kroku. Po podzelowaniu problem znika. Odgłosy są lekko stłumione, ale czyste i wyraźne. 

Dokładnie dlatego odkopałem temat, Chrupanie u mnie nie do wytrzymania, szczególnie na kostce, bałem się koło ludzi przechodzić, myślę że kolejne natłuszczenie nie pomoże, więc podzeluje.Kwestia przyzwyczajenia może też tu mieć znaczenie, ale raczej małe. Postaram się sprawdzić jakoś jeszcze czy to własnie aby nie flek.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Hargin    5968

Chrupanie u mnie nie do wytrzymania,.... Kwestia przyzwyczajenia może też tu mieć znaczenie, ale raczej małe. 

 

To musi być coś z butami ;-) Jeśli nie słyszą tego wszyscy użytkownicy takiego typu obuwia, którzy nie uskarżają się na problemy ze słuchem, to nic innego jak przyczyną jest wadliwa para butów  8-) I tym samym dobrnęliśmy do sedna problemu - "z gumą czy bez"  :mrgreen:

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Whitesnake    8503

Nadwrażliwość na konkretny dźwięk, np. chrzakanie, chrupanie lub chrzęszczenie to mizofonia. Jeśli wkurzają nasz dźwięki, na które inni nie zwracają uwagi, warto się przebadać - mówię całkiem poważnie.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Miro    410

Buty jesienno-zimowe na skórzanej podeszwie. Mój pieszy tryb życia, warunki drogowe jesienno-zimowe itd. - chcę więc podzelować.

Teraz pytanie - jeśli podzeluję (obcas też, bo jest w 90% na skórze) - to czy wilgoć, sól itd. nie będą atakowały boków podeszwy (też, rzecz jasna, skórzanych) i ich troszkę nie nadgryzą estetycznie tudzież funkcjonalnie? Wiem, ze jestem drobiazgowy ;)

Czy fabryczna powłoka na bokach podeszw jest wystarczającym zabezpieczeniem? Wiadomo, że czasem się o coś zahaczy, przytrze itd. - a ja chodzę w każdych warunkach w mieście. Może ktoś poleci jakiś środek do ochrony tych boków - lakier, twardy wosk...?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
BrotherM    245

Mam tylko jedną parę podzelowaną, ale po niemal roku użytkowania - nie dzieje się nic z bokami. A to tylko zwykłe Berwicki. Bierz poprawkę na to, że to ofc przypadek jednostkowy. ;)

 

Inna sprawa, że osobiście jestem zdania, że lepiej kupić sobie 1-2 pary butów na gumie czy częściowo na gumie na takie warunki pogodowe, aniżeli zelować skórę.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Rudolf    12
6 godzin temu, Miro napisał:

Teraz pytanie - jeśli podzeluję (obcas też, bo jest w 90% na skórze) - to czy wilgoć, sól itd. nie będą atakowały boków podeszwy (też, rzecz jasna, skórzanych) i ich troszkę nie nadgryzą estetycznie tudzież funkcjonalnie?

Wodą można się nie martwić, o ile zelówka będzie dobrze przyklejona. Sól to prawdziwy problem. Można ją wytrzeć 5 razy i zapastować tyle samo, a i tak ciągle będzie wychodzić. Mimo wszystko nie zauważyłem żadnych trwałych uszkodzeń. Kiedy sól przestanie już wychodzić po 1-2 pastowaniach podeszwa wygląda normalnie.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


×